– Kiedy trafiłem do Polski cieszyłem się, że nie będę już się mierzył z duńskimi trenerami. Teraz okazuje się, że jest inaczej – uśmiecha się Niels Frederksen. Jego Lech Poznań zmierzy się w niedzielne popołudnie z Pogonią Szczecin prowadzoną od niedawna przez jego rodaka Thomasa Thomasberga. Już poważnie Frederiksen dodaje, że jego kolega jest tu osobą mile widzianą. Znają się od lat, wielokrotnie rywalizowali, mają dobre relacje, wzajemnie się szanują.
Nie jest tajemnicą, że Lech najlepiej czuje się w meczach, podczas których rywal nie ogranicza się do niskiego pressingu, zamykania przestrzeni, nie stara się głównie nie stracić bramki. Pogoń na wyjazdach gra odważnie, próbuje stosować otwarty futbol. Tak było przynajmniej podczas pracy poprzednich trenerów. Thomasberg jest tu dopiero od kilku tygodni. Nie wiadomo, co już zdążył w swym zespole zmienić. – Mam jednak wyobrażenie, jak ten trener prowadzi swe zespoły, jak je ustawia taktycznie. Pytanie tylko, ile pomysłów dał radę już wcielić – mówi trener Lecha.
Sposób gry przeciwnika to tylko jedna niewiadoma przed niedzielnym meczem. Inną jest postawa podopiecznych Frederiksena. Nawet kiedy znajdują się w rytmie meczowym, trudno przewidzieć ich formę i nastawienie. Teraz są po dwutygodniowej przerwie w rozgrywkach. Niegdyś fatalnie im się w takiej sytuacji grało. Poprawiło się to w okresie pracy duńskiego trenera, ale i tak bywa różnie. W tym przypadku sytuacja o tyle się dodatkowo zmieniła, że dał on podopiecznym dużo wolnego, by mogli wypocząć, złapać oddech. Trenowali mniej niż zwykle. Trener twierdzi, że wrócili do klubu z lepszym samopoczuciem, z głodem gry. Nie dotyczy to jednak kilkunastu kadrowiczów, którzy wolnego nie mieli.
Z poprzedniego meczu swych reprezentacji Ouma i Palma wrócili w przeddzień spotkania ligowego. Teraz Kolejorz gra nie w piątek lecz w niedzielę, obaj powinni być już wypoczęci, choć nie zapadła decyzja, czy wystąpią od początku. Prawdopodobnie okaże się to dopiero w dzień meczowy.



