Fatalny, najgorszy okres w przygodzie Radosława Murawskiego z futbolem wreszcie za nim. W meczu z Legią wrócił na boisko po dokładnie 364 dniach zmagania się z ciężką kontuzją, długą rehabilitacją. Niełatwo było mu przetrwać ten trudny czas, który w końcu okazał się złym, ale tylko wspomnieniem. Właśnie związał się z Lechem nowym, dwuletnim kontraktem.
Kontuzja dopadła go w momencie, gdy bardziej myślał o zakończeniu piłkarskiej kariery niż o jej rozwoju. Miał 31 lat, gdy mimo problemów zdrowotnych wszedł na boisko w Radomiu zmieniając w 58 minucie Filipa Jagiełłę, który w pierwszej połowie zagrał świetnie, uczcił narodziny dziecka golem, ale na więcej niż godzina gry nie było go stać. Lech walczył o mistrzostwo, chciał dowieźć prowadzenie do końca spotkania, występ Radka był ryzykowną koniecznością. Piłkarz nie mógł się spodziewać, że następny raz pokaże się w koszulce Lecha dopiero za rok.
Brak Radosława Murawskiego w drużynie był dojmujący. Na jego pozycję klub wypożyczył Oumę, który okazał się zawodnikiem z równie dużym potencjałem, jak nieodpowiedzialnością i przez niemal cały sezon zespół musiał sobie radzić bez defensywnego pomocnika, z awaryjnie grającym na „szóstce” Kozubalem. Tydzień temu nastąpił przełom. Ouma rozegrał wreszcie świetny mecz, był jednym z głównych aktorów fantastycznego widowiska, a w dodatku na ostatni kwadrans w zespole pojawił się Radosław Murawski. Możemy tylko się domyślać, że przy niepewnym wyniku trener nie zdecydowałby się na taki krok, także na debiut 17-letniego Janyszki. Tej niedzieli wszystko się jednak dla Lecha układało idealnie.
– Miałem trudny moment, straciłem rok grania. Jestem jednak szczęśliwy, że cały czas miałem wsparcie całego klubu. Szefostwa, pracowników, a także oczywiście sztabu szkoleniowego i drużyny. Nie było żadnego dnia, żebym czuł, że zwątpili we mnie, że chcą zrezygnować. Wręcz po tym, jak się wydarzyło nieszczęście i był potrzebny zabieg, to dostałem zapewnienie, że rozpoczniemy rozmawiać o nowym kontrakcie. I to było dla mnie wspaniałe uczucie. Jedno to oczywiście słowa, a drugie czyny. Ale po tym, kiedy musiałem mieć drugi zabieg i szła ta rehabilitacja trochę wolniejszym tempem, klub wciąż obstawał przy swoim. Doszliśmy zresztą do porozumienia bardzo szybko. Mi na tym też zależało, bo czuję się tutaj bardzo dobrze, jakbym był w domu – powiedział piłkarz klubowym mediom.



