Ten dzień zapamiętamy jako smutny moment w dziejach Lecha Poznań. Piłkarze przeszli do historii kompromitując się odpadnięciem z rywalizacji o Ligę Mistrzów. Wcześniej przyszła wiadomość o śmierci, po długiej walce z chorobą, Jarosława Jechorka, Lechity z krwi i kości, wybitnego koszykarza. Grał w czasach, gdy koszykarze Kolejorza byli niemniej popularni niż piłkarze, a koszykarki Lech odnosił większe sukcesy niż piłkarski, miał najlepszy zespół w kraju.
Jarosław Jechorek przyszedł na świat 31 maja 1961 roku. Jest poznaniakiem od pokoleń, urodzonym na Wildzie, wychowanym na Łazarzu, z dzielnicą tą związał się na całe bez mała życie. Uczęszczał do szkoły położonej opodal Areny, w której grali koszykarze Lecha. Młody Jarek, jak prawie każdy chłopak z Poznania, kibicował Lechowi. Jeździł na stadion wspierać piłkarzy, pojawiał się też na meczach niemniej popularnych koszykarzy. Wtedy jeszcze nawet przez myśl mu nie przeszło, że zwiąże się z tą właśnie dyscypliną, zostanie czołowym polskim graczem.

Ze sportem zetknął się w podstawówce nr 34. Do jego uprawiania zachęcali nauczyciele wuefu. Jarek dał się koledze namówić na trenowanie kajakarstwa. Szczęścia próbował na przystani Budowlanych nad Wartą. Po kilku miesiącach pływania kanadyjką zaliczył zimną kąpiel w rzece i zapał do sportów wodnych minął bezpowrotnie. Przez półtora roku ćwiczył łucznictwo, na tory Surmy miał z domu blisko. Z koszykówką zetknął się dopiero w wieku 15 lat. – Próbowałem grać, ale byłem tak surowy, że nawet dwutaktu nie potrafiłem zrobić – śmiał się opowiadając o swych początkach.
Jego pierwszym trenerem był Lech Drożdżyński, pracujący w szkole współpracującej z Lechem. Prowadził treningi w jednej z hal na „Chwiałce”. Właśnie tam Jarek Jechorek zaczął przygodę z koszykówką. Na początek otrzymał zadanie domowe – naukę dwutaktu. Lech miał umowę z klubami młodzieżowymi o przekazywaniu sobie zawodników, takimi, jak MOS Malta Poznań. Swój pierwszy mecz rozegrał w barwach tego właśnie klubu.
Niewiele brakowało, by jego kariera sportowa zakończyła się, zanim zdążyła się rozwinąć. Darował sobie pójście na trening, gdy ważny mecz rozgrywali piłkarze Kolejorza. Wolał udać się na Bułgarską. Był przekonany, że to koniec przygody z koszykówką. Na szczęście władze sekcji koszykarskiej Lecha okazały wyrozumiałość.
– Późno zacząłem, ale potem poszło błyskawicznie. Przez rok zrobiłem taki postęp, że powołali mnie do kadry juniorów. Niewiele brakowało, by zabrali mnie na olimpiadę do Moskwy, w zastępstwie kogoś, kto wypadł z kadry – wspomina.
Pierwsze ligowe punkty w barwach Lecha zdobył we Wrocławiu. Dobrze przyjęli go starsi zawodnicy, Eugeniuszowie Kijewski i Durejko, czyli gwiazdy Kolejorza. Gdy Lech spadł z ekstraklasy, nie opuścili klubu. Jarek Jechorek zagrał we wszystkich meczach, a tylko jeden z nich nie był wygrany. Lech w tym okresie mocno postawił na piłkę nożną i koszykówkę. Ruszyła współpraca ze szkołami, do drużyny dołączała młodzież, byli i doświadczeni klasowi gracze. Lata osiemdziesiąte to pasmo sukcesów obu gier.
Od kiedy Jarek Jechorek osiągnął wiek poborowy, wzbudzał zainteresowanie wojskowego Śląska Wrocław, czołowego klubu koszykarskiego. Nie tylko on, Śląsk na oku miał także innego Lechitę, Tomasza Torgowskiego. Lata komuny były patologiczne, najlepszych polskich piłkarzy powoływano do wojska i przebierano w koszulki Legii Warszawa. To była jedna z głównych przyczyn kibicowskiej nienawiści wobec centralnego klubu z Warszawy. W koszykówce nie było inaczej. Jeszcze w latach osiemdziesiątych obowiązywała zasada, że Legia zagarnia najlepszych piłkarzy, a Śląsk Wrocław koszykarzy, kierując do Warszawy tych tylko, którymi nie jest zainteresowany. Stan wojenny sprzyjał wojskowym klubom.
Wściekły trener koszykarzy Lecha Wojciech Krajewski napisał list do generała Jaruzelskiego, w którym nie liczył się ze słowami, nie wahał się użyć określenia, że „junta wojskowa” kradnie mu zawodników. Przesłał pismo sekretarzowi z Poznania Skrzypczakowi, a ten przekazał je adresatowi podczas uroczystych obchodów święta państwowego. Szalona szarża trenera przydała się, choć tylko na chwilę. Decyzja o odroczeniu służby wojskowej Jarka Jechorka zapadła ponoć na trybunie honorowej, gdy generał Jaruzelski przekazał sprawę generałowi Oliwie. Tomek Torgowski przed powołaniem do armii ratował się w sposób drastyczny: wycięciem zdrowego woreczka robaczkowego. Niestety, po roku obaj i tak poszli w kamasze. Jarek przez dwa sezony reprezentował barwy WKS Śląsk Wrocław, czego zresztą źle nie wspomina, miał tam dobrych kolegów. Nie dał się jednak namówić na pozostanie we Wrocławiu z wojskowym uposażeniem i innymi przywilejami.
W Poznaniu grał z sukcesami do 1990 roku, do zakończenia przygody w Pucharze Europy, gdy grający w składzie krajowym, a nawet w dużej części poznańskim Lech znalazł się w ósemce najlepszych klubów kontynentu, mierzył się z Maccabi Tel Aviv, Olimpią Mediolan, Barceloną, Jugoplastiką Split, Arisem Saloniki, Limoges. Jako MVP polskiej ekstraklasy Jarek wyjechał na pół roku do Francji. Potem znów był Lech i ciąg dalszy świetnej gry w lidze, wicemistrzostwo Polski. Po kolejnym sezonie przeniósł się na rok do Zastalu Zielona Góra. Potem znów była Francja, Le Mans, gdy błysnął w najwyższej klasie rozgrywkowej.
Lech kończył powoli działalność pod swoją nazwą, wkrótce zniknął z sportowej mapy Polski. Jarek dał się namówić do powrotu do Poznania i gry w sponsorowanym przez browar 10,5 Club. Kolejne jego kontrakty to Elana Toruń, UniaTarnów. Miejsce 10,5 Poznań zajął Black Jack Poznań, z Jarkiem Jechorkiem w składzie. Nastąpił powrót do Zielonej Góry, potem był Alpen Gold Poznań.
W 1984 roku zdobył Puchar Polski. W reprezentacji Polski grał w latach 1981-1993. Debiutował w meczu z Węgrami. Jego dorobek w lidze to cztery mistrzostwa Polski, dwa srebrne medale, cztery brązowe. Pięciokrotnie uczestniczył w mistrzostwach Europy (1981, 1983, 1985, 1987, 1991).
Na podstawie wydawnictwa „100 lat wielkopolskiej koszykówki”



