Niewiele brakowało, by początek sezonu był dla Lecha wymarzony. Jeden tragiczny występ pogrzebał szanse na historyczny sukces pucharowy, czyli wejście do piłkarskiej elity. Ten koszmar zostanie w Poznaniu na lata, nikt go nie zapomni, ale i tak obecnej sytuacji nie można nie oceniać pozytywnie. W pucharach udało się ocalić to, co pozostało do ocalenia, a w lidzie, po lekkim potknięciu się na inaugurację, wszystko przebiega nadzwyczajnie. Pięć kolejnych zwycięstw dowodzi, że godzenie jednych rozgrywek z drugimi, co kiedyś wydawało się problemem nie do przezwyciężenia, zostało opanowane.

To nie znaczy, że wszystko funkcjonuje należycie. Frederiksenowi wciąż nie wychodzi przygotowanie zespołu na sam początek rozgrywek. Można spekulować, jaka jest tego przyczyna. Zbyt mocne treningi? Niewłaściwie dobrane obciążenia? Brak wystarczającej liczby jakościowych sparingpartnerów? Ludzie w klubie mają o czym myśleć, co analizować, być może zmieniać. Kto wie, czy właśnie sposób letnich przygotowań nie wpłynął na dramatyczne wahania formy w meczach pucharowych. Nie chodzi tylko o pojedynek z mistrzem Danii. W każdej następnej fazie było dokładnie tak samo. Po świetnym pierwszym meczu, w rewanżu następowało jego przeciwieństwo. Albo na odwrót.

Na razie mówimy tylko o udanym początku sezonu, o pucharowym awansie i liderowaniu w lidze. To, co najważniejsze i najtrudniejsze, dopiero przed Lechem, czeka go nie lada wyzwanie. Po zwycięstwie nad Rakowem zapanowała cisza przed burzą, czyli cały tydzień bez meczów. Nie można oczekiwać, że to drużynie pomoże w najbliższym spotkaniu, bo najlepiej jej idzie, gdy jest w rytmie meczowym, z wysiłkiem podejmowanym co trzy-cztery dni. Im dłuższa przerwa, tym trudniej piłkarzom Kolejorza się pozbierać, zgrupowania reprezentacyjne wybijają ich z uderzenia, nigdy po nich nie demonstrują ani większej świeżości, ani płynniejszej gry.

Prawdziwe wyzwanie dopiero czeka. W sobotę Lecha ma trudny mecz w Zabrzu. To gorący teren, Górnik punktuje niemal równie dobrze, jak Lech, mimo mniejszej jakości piłkarzy. Będzie chciał wyprzedzić obecnego lidera. Po kilku dniach trzeba rozegrać prawdopodobnie najtrudniejsze wyjazdowe spotkanie w Lidze Europy – na londyńskim Selhurst Park. Nie jest to ani duży, ani nowoczesny obiekt, ale kibice potrafią stworzyć tam wyjątkową atmosferę. Będzie ich prawdopodobnie o połowę mniej niż przy Bułgarskiej, więc Lech nie zostanie przytłoczony. Trudno mu natomiast będzie sprostać umiejętnościom zespołu z Premier League. Wystarczy przypomnieć, że wartość piłkarzy Cristal Palace przekracza pół miliarda euro.

Już po kilku dniach trzeba wrócić na ziemię, czyli na domowy mecz z Radomiakiem i doczekać demobilizującej przerwy reprezentacyjnej. Po niej nastąpi kolejna dawka meczów co trzy-cztery dni, w tym dwa arcytrudne domowe potyczki z Bayerem Leverkusen i Sunderlandem. I tak już będzie do końca roku, czyli do odrobienia krótko przed świętami ligowej zaległości w Płocku. Mecze w ekstraklasie będą się przeplatać z pucharowymi, a nie wolno zapominać o Pucharze Polski. Dopiero późną jesienią przekonamy się, czy klubowa kadra jest wystarczająco liczna i jakościowa.

Przerwy świąteczno-noworocznej prawie nie będzie. Już w połowie stycznia trzeba grać w Lidze Europy. Nigdy jeszcze Lech nie musiał się zmagać z tak wymagającym terminarzem. Przypomnijmy, że w nie tak bardzo zamierzchłej przeszłości, gdy nie wszystkie polskie boiska były podgrzewane, piłkarze kończyli granie pod koniec listopada, by wrócić na stadiony w marcu.

Udostępnij:

Podobne

Cisza przed burzą

Niewiele brakowało, by początek sezonu był dla Lecha wymarzony. Jeden tragiczny występ pogrzebał szanse na historyczny sukces pucharowy, czyli wejście do piłkarskiej elity. Ten koszmar

Sztuka nieprzewidywalności

Mimo meczu zaległego, Lech jest liderem tabeli po szóstej ligowej kolejce. Raków, jego niedzielny przeciwnik, też rozegrał pięć spotkań, ale jako jedyny wszystkie przegrał. Na