Mimo meczu zaległego, Lech jest liderem tabeli po szóstej ligowej kolejce. Raków, jego niedzielny przeciwnik, też rozegrał pięć spotkań, ale jako jedyny wszystkie przegrał. Na stadion wybiera się ponad 30 tysięcy kibiców mocno wierzących, że mistrz Polski, który w czwartek ograł mocną Jegiellonię, tym łatwiej sobie poradzi z dołujący Rakowem. Co więc może pójść nie tak? Niestety, znając Lecha i polską ligę – wszystko, bo wszystko jest tu złudne. Kiedyś Częstochowianie muszą się przełamać, a najlepiej się to robi właśnie w Poznaniu. Można nawet powiedzieć, że specjalnością Lecha jest podawanie pomocnej dłoni klubom pogrążającym się w otchłani.
Oczywiście tak przykry scenariusz nie musi się spełnić. Wciąż zdecydowanym faworytem jest Lech. Musi tylko uniknąć tego, co stało się jego znakiem firmowym – popadania ze skrajności w skrajność. W ciągu kilku dni i cały zespół i najważniejsi jego gracze mogą zamienić się w swoje przeciwieństwo. Przykładem jest Pereira. Jego defensywne wyczyny o mały nie kosztowały straty punków w Łodzi, a w czwartek był jednym z najlepszych zawodników na boisku. W meczach pucharowych Kolejorz konsekwentnie zmieniał oblicze co tydzień. Zagrał świetnie w Aarhus, by popełnić samobójstwo w rewanżu. Był słaby w starciu domowym z Farerami, by po tygodniu zdmuchnąć ich z boiska. Zdemolował FC Thun, by w rewanżu ratować remis.
Taką właśnie drużyną jest Lech Poznań. Teraz w dodatku ma za sobą dwa mecze szczęśliwie rozstrzygnięte w końcówce. To nie jego patent, wahadło może się odwróć. Tym bardziej, że Raków będzie zdesperowany, koniecznie chce przerwać fatalną serię. Jego nowemu trenerowi nie szło w Poznaniu, niezależnie od tego, czy prowadził Radomiaka czy Legię. On też ma prawo liczyć na przerwanie fatum. Wszyscy w Poznaniu wierzą, że może kiedyś tak będzie, ale jeszcze nie teraz.
Oprócz takich poza piłkarskich dywagacji, warto zwrócić uwagę na okoliczności merytoryczne. Rakowowi z różnych powodów nie idzie, ale nie ma drużyny, której pisany byłby spadek z ligi. Wciąż tam grają zawodnicy klasowi, na czedle z Emrelim, głównym ostatnim strzelcem. W niektórych meczach Raków rzeczywiście prezentował się marnie, ale w innych nie musiał tracić punktów. Potrzebuje impulsu, by wyjść na prostą. Ma papiery na wygrywanie, a przynajmniej na nieprzegrywanie.
A Lech? Jeśli tylko jego piłkarze unikną niespodziewanych obniżek formy, mogą ograć każdego. Kadra nie jest rozległa, na domiar złego wciąż jest osłabiona, bo nawet wracający po kontuzjach piłkarze mają problem z odnalezieniem się. Najlepszym tego przykładem jest Bengtsson, który niby wszedł na boisko, ale do gry nie wniósł niczego pozytywnego. Jagiellonia przywiozła do Poznania aż 12 rezerwowych, gdy na ławce Lecha zasiadło ośmiu graczy, lecz na wynik się to nie przełożyło, bo liczy się jakość. Byle była ona stała. Jeśli już czyjaś postawa ma się ustabilizować, to niech to będzie Palma. Przedmeczowe treningi powinien poświęcić na celowanie w nogi bramkarza, wtedy być może podczas meczu trafi pod poprzeczkę.



