Gdyby Lechowi udało się pokonać w Zabrzu Górnika, zanotowałby sześć kolejnych ligowych zwycięstw. Biorąc pod uwagę specyfikę ekstraklasy, gdzie każdy może wygrać z każdym, wyrównany poziom rywalizacji, byłby to rzadki wyczyn. W ubiegłym sezonie w zdobyciu mistrzostwa Lechowi nie przeszkodziło sześć porażek, kilka remisów w kluczowej części rozgrywek, uzbieranie zaledwie 60 punktów.
Póki co Lech wygrał pięć kolejnych spotkań w samej lidze. Jedzie jednak na bardzo trudny teren, gdzie kontynuowanie dobrej passy łatwe nie będzie. Górnik, do niedawna ligowy średniak, choć nie nastąpiły w tym klubie znaczące zmiany organizacyjne i finansowe, jeśli nie liczyć niedawnej inwestycji Łukasza Podolskiego, stał się jednym z najpoważniejszych rywali Kolejorza. Do końca bił się o mistrzostwo, drugie miejsce to poważny sukces, a jeszcze większym jest zdobycie Pucharu Polski.
To nie był jednorazowy zryw. W nowym sezonie klub z Zabrza nie gra gorzej, punktuje nawet lepiej, też wygrał pięć spotkań, też podejmie w sobotę walkę o szóste. Do niedawna wydawało mu się, że po oddaniu ważnych zawodników, a dzieje się tam właściwie co rok, ekipa ta spuści z tonu. Znów udało się jednak pozyskać jakościowych graczy i umiejętnie wprowadzić ich do drużyny. Górnik gra widowisko, ofensywnie, z wykorzystaniem szybkich skrzydeł, solidnej defensywy z weteranem Janickim, umiejętności opanowywania środka boiska.
Pokonanie takiego przeciwnika, w dodatku na jego terenie, w gorącej atmosferze, przy zapełnionych trybunach nowego stadionu, jest niezwykle trudne. To nie znaczy, że niemożliwe. Trener Niels Frederiksen zdaje sobie sprawę ze skali wyzwania. W wigilię meczu przyznał poznańskim dziennikarzom, że szykuje się na trudne starcie. Jakość Górnika, sposób zbudowania tej drużyny i struktura gry robi nam nim duże wrażenie. Przewiduje, że mecz będzie interesującym widowiskiem.
Przed meczem z Jagiellonią mówiło się, że pojedynek stoczą dwie najlepsze drużyny w kraju. Teraz słyszymy podobne opinie. Pozycje w tabeli mogą się jeszcze zmieniać, ale kibice jednej i drugiej drużyny, którzy zajmą trybuny stadionu w Zabrze, z pewnością zobaczą bardzo ciekawy mecz. Lech dobrze grał w Łodzi, dobrze w Poznaniu z Jagiellonią i Rakowem, nie powinno się to odmienić i teraz. Dzięki takim właśnie zespołom poziom w ekstraklasie rośnie, a kibice mogą oglądać coraz ciekawsze widowiska. Fani Lecha mogą się cieszyć, że dzieje się tak głównie dzięki ich drużynie, zresztą zwycięskiej w tych dość wyrównanych starciach. Oby w sobotę nie musieli zmienić zdania.
W poprzednich kolejkach ławka rezerwowych Lecha, z mniejszą liczbą zawodników niż u rywali, nie imponowała. A jednak nie kto inny, jak zmiennicy gwarantowali Lechowi decydujące bramki i zwycięstwa, asystowali przy golach. Tak się działo w czterech ostatnich spotkaniach. Trener Frederiksen staje się specjalistą od dawania szansy takim jokerom, jak Robert Gumny. Wszystko to w sytuacji, gdy drużyna wciąż jest osłabiona kontuzjami. Ishak i Bengtsson nie mogą jeszcze rozegrać pełnych 90 minut. Hakans do Zabrza nie pojechał, choć prawdopodobny jest jego występ w Londynie.
Do tego spotkania Lech mógł się przygotowywać przez cały tydzień. To akurat nie jest zwiastunem dobrego występu. Lepiej mu się gra w okresie, gdy nie zwalnia meczowego rytmu. Trener cieszy się jednak, że była okazja potrenować dłużej niż w poprzednich okresach.



