Zwycięstwo Lecha okupione dramatem Gholizadeha. Złoty gol Bengtssona

Kolejny krok Lecha w stronę mistrzostwa Polski zrobiony. Pokonał w Lublinie Motor i jest trzy kroki do mistrzostwa. A nawet mniej, bo nie musi wszystkiego wygrywać. Pokazał klasę tylko w kilku akcjach, gdy prostopadłymi podaniami rozjeżdżał gospodarzy. Decydujący gol Bengtssona padł po jednej z takich błyskawicznych akcji. I wszystko układałoby się pięknie, gdyby nie fatalnie wyglądająca kontuzja Gholizadeha, który być może sezon już zakończył.

Bez zaskoczeń w składzie Lecha. Do drużyny wrócił Milić, świetna gra przeciwko Legii spowodowała, że trener zaufał Oumie i znów się nie zawiódł, Kenijczyk był pewnym punktem drużyny, panował w środku boiska. W drugim kolejnym meczu w jedenastce nie znalazł się Rodriguez, tym razem nie z powodu zawieszenia. Linia ofensywna pozostała nietknięta, ale brak Gholizadeha bardzo skomplikuje sytuację w ostatnich spotkaniach. Występ Irańczyka w Lublinie trwał ledwo kwadrans. Zdążył stworzyć poważne zagrożenie pod bramką Motoru, gdy zwodami minął kilku rywali i gdy w idealnej sytuacji składał się do strzału, który dałby murowanego gola, obrońca zatrzymał go z udziałem rąk. Rzutu karnego nie było. Kilka minut później zdarzył się dramat. Interweniując w defensywie źle postawił nogę, kolano nie wytrzymało, musiał opuścić boisko na noszach.

Zanim to się wydarzyło, mecz był dość wyrównany, obie drużyny prowadziły akcje ofensywne, choć te Lechowe były groźniejsze, prowadzone na większej szybkości. Nie wszystko gościom wychodziło, gubił się Walemark, któremu wciąż daleko do dawnej formy, raz po raz oddawał strzały, ale wszystkie były spudłowane. Do pewnego momentu wszystkie zagrania Bengtssona były nieudane. Źle dośrodkowywał Pereira. Powtarzały się niecelne podania, z których na szczęście Motor nie robił użytku. Piłka rzadko przebywała w środku boiska, obie drużyny starały się ją jak najszybciej przenosić na połowę rywala, więc na boisku wiele się działo.

Wszystkie niedostatki Lecha poszły w niepamięć pod koniec pierwszej połowy, gdy wreszcie zagrał w swoim stylu i na swoim poziomie. Ouma ze środka boiska podał do Pereiry, ten prostopadle uruchomił Bengtssona grającego po prawej stronie, odkąd Hakans zmienił Gholizadeha. Szwed przyjął piłkę ze zwodem uwalniając się od obrońcy i z chirurgiczną precyzją, plasowanym strzałem w długi róg, wyprowadził Lecha na prowadzenie. W doliczonym czasie do pierwszej połowy piłkę na nodze w idealnej sytuacji miał Kozubal, niestety bramkarz jego strzał instynktowną interwencją zatrzymał.

Druga połowa nie przyniosła zmiany obrazu gry. Nadal mecz był wyrównany, ale z wyższą jakością akcji Lecha, który jednak miał problemy z tworzeniem kolejnych okazji bramkowych. Wciąż niezborny i nieskuteczny był Walemark, który po kwadransie boisko opuścił. Co ciekawe, towarzyszył mu Hakans, który przecież wszedł na boisko jako rezerwowy. Do gry w ich miejsce weszli Palma i Jagiełło.

Im dłużej trwał mecz w drugiej połowie, tym gorzej grało się Lechowi. Nie wychodziły mu firmowe akcje z użyciem prostopadłych podań. Natomiast Motor robił wszystko, by doprowadzić do wyrównania. Często meldował się w polu karnym, obrońcy byli w opałach. Gospodarzy wreszcie oddali pierwszy i jedyny w tym meczu celny strzał, to było jedyne ich osiągnięcie mimo płynnej gry w ofensywie.

Bywały momenty, że Lech bronił się głęboko. Gurgula łapały skurcze, aż opuścił boisko zmieniony przez Gumnego, który zresztą był bliski zdobycia gola, bowiem w ostatnich minutach Lech nie tylko się bronił, ale stworzył kilka okazji bramkowych, których wykorzystać nie zdołał. Grał pewnie, nie panikował w defensywie, dlatego zdołał dowieźć bezcenne zwycięstwo do ostatniego gwizdka.

Udostępnij:

Podobne

Tych punktów może zabraknąć

To miał najłatwiejszy z ostatnich w sezonie meczów Lecha. Gdy lider spotyka się na własnym stadionie ze słabeuszem, wynik wydaje się przesądzony. Jednak kandydat na

Sobotnie granie Lechitek

W sobotnie południe zespół seniorek Lech Poznań UAM rozegrała w Plewiskach mecz przeciwko SMS Łódź ( to byłe mistrzynie i wicemistrzynie Polski). Po golu Alicji