Po zawodach? Nie! Nie takie szanse można roztrwonić

Podobno jest już posprzątane. Nikt Lecha nie dogoni, jego mistrzostwo staje się faktem. Rzeczywiście, wiele i coraz więcej na to wskazuje. Ale niestety nie wszystko. Jeszcze nie. Szanse są rzeczywiście duże, przede wszystkim trzyma los we własnych rękach. Marzący o doścignięciu go rywale muszą liczyć nie tylko na siebie, ale i na wpadkę Lecha. I to niejedną. A Lech, to jest zawsze Lech. Niejednego psikusa sprawiał tym, co gotowi byli stawiać na niego wszystkie pieniądze.

Chcąc być mistrzem, z trzech pozostałych meczów musi wygrać dwa, i to przy założeniu, że Górnik Zabrze w czterech swych spotkaniach wywalczy komplet punktów. W tej lidze to się nie zdarza. Przeciwników łatwych nie ma. Bardzo zdeterminowana, niezależnie od piątkowego meczu w Poznaniu, będzie Arka. Ten mecz zostanie rozegrany w Gdyni za tydzień, wcześniej Górnik podejmie Zagłębie Lubin, potem pojedzie do Płocka, by na koniec zmierzyć się u siebie z Radomiakiem. Wygranie wszystkich tych spotkań przez zespół z niezbyt mocną kadrą byłoby sensacją. Mający gorszy bilans meczów bezpośrednich z Lechem Górnik musi zdobyć cztery punkty więcej niż on. Wykonalne?

Szanse na tytuł wciąż mają Jagiellonia i Raków, które zagrają między sobą, a chcąc marzyć o tytule, w czterech meczach muszą zdobyć siedem punktów więcej niż Lech w trzech. Prawdopodobnie nikt już w to nie wierzy ani w Białymstoku, ani w Częstochowie, gdzie zresztą trener Łukasz Tomczyk stracił pracę za porażkę w Pucharze Polski. Komunikat klubu głosi, że za całokształt, ale po zdobyciu trofeum nikt by go od drużyny nie odsuwał.

Lech nie musi oglądać się ani za siebie, bo wszystko zależy od niego, ani przed siebie, bo nie ma tam nikogo. Wygrał trzy ostatnie spotkania, w tym dwa na trudnym terenie w Szczecinie i Lublinie, a u siebie nie pozostawił złudzeń Legii. Sztab szkoleniowy musi teraz czuwać, by zespół ani nie zgubił pewności siebie, ani nie poczuł się przedwcześnie mistrzem, bo jedno i drugie to zguba. Trzeba tylko grać swoje, wykorzystać atuty. Jeden z nich właśnie stracił. Gholizadeha, który w Lublinie przeżył dramat, być może w barwach Lecha już nie zobaczymy, choć kolejne kłopoty z kolanem mogą go skłonić do przedłużenia umowy. Jest to piłkarz niemal samodzielnie wygrywający mecze, ale o kruchym zdrowiu, w Poznaniu leczył się miesiącami.

Tylko na własne życzenie Lech może stracić inny atut – ofensywną jakość, umiejętność rozprawiania się z rywalami za sprawą prostopadłych podań. Przeciwnicy nie mogą się temu oprzeć. To poważna broń, wypracowana przez sztab szkoleniowy w najważniejszej części sezonu. Rywale wiedzą, jak Lech zagra, a jednak są bezradni. W arsenale Kolejorza jest i inna oręż, taka jak szybka gra skrzydłami, umiejętności strzeleckie Ishaka. Nawet gra defensywna, największa słabość Lecha w tym sezonie, w ostatnich meczach przestała szkodzić, i to mimo kłopotów personalnych i konieczności stosowania wariantu ratunkowego.

Udostępnij:

Podobne

Tych punktów może zabraknąć

To miał najłatwiejszy z ostatnich w sezonie meczów Lecha. Gdy lider spotyka się na własnym stadionie ze słabeuszem, wynik wydaje się przesądzony. Jednak kandydat na

Sobotnie granie Lechitek

W sobotnie południe zespół seniorek Lech Poznań UAM rozegrała w Plewiskach mecz przeciwko SMS Łódź ( to byłe mistrzynie i wicemistrzynie Polski). Po golu Alicji