Na oczach tylu ludzi nie wypada zagrać źle

Niedzielny pojedynek z Pogonią rozpocznie dla Lecha okres dużej intensywności rozgrywania meczów. Wszystkie będą atrakcyjne, na swój sposób wyjątkowe. Rolą piłkarzy jest sprawić, by były też niezapomniane. Klub stoi przed wielką szansą zapewnienia sobie awansu do wiosennej części rozgrywek Ligi Konferencji, utrzymywania bliskiego kontaktu z ligową czołówką, umożliwiającego atak na najwyższe pozycje wiosną, po odzyskaniu piłkarzy, których mięśnie nie wytrzymały trudnych przygotowań do nowego sezonu.

Wiemy już, że kibice Kolejorza wyśrubowali średnią ligową frekwencję w sezonie na poziomie ponad 30 tysięcy. Kiedyś wydawało się to nie osiągalne. Lech rozwijał się skokowo, regularnie wykonywał kroki wstecz, wpadał w kryzysy, zmieniał trenerów w trakcie sezonu celem ratowania sytuacji i zaczynania od początku. Zniechęcało to do przychodzenia na stadion. Dziś wciąż nie ma gwarancji, że Lech nie wpadnie w kolejny kryzys, że znów wszystko się nie posypie. Rośnie jednak moda na kibicowanie, na przychodzenie na stadion. Lechowi daleko do ustabilizowania formy, ale zawsze może się zdarzyć mecz porywający, obfitujący w gole, generujący niezwykłe pozytywne emocje. Warto widzieć to na własne oczy. Po prostu trzeba przy tym być.

Dwa dni przed spotkaniem z Pogonią w sprzedaży pozostały marne 2 tysiące wejściówek. Wyprzedanie stadionu, czyli dobicie do prawie 40 tysięcy sprzedanych biletów jest więc wielce prawdopodobne. Pojemność stadionu została ograniczona koniecznością pozostawienia strefy buforowej przy sektorach gości. Z pewnością przyjedzie ich co najmniej tysiąc, może nawet prawie dwa razy tyle. Dla kibiców Pogoni mecz ze znienawidzonym Lechem to najważniejsze wydarzenie w sezonie. Każde zwycięstwo, zwłaszcza wysokie świętowane jest w Szczecinie długo i hucznie, wspominane latami, a każda porażka, zwłaszcza wysoka powoduje rozpacz i wściekłość na własny klub, którą najlepiej widać na forach dyskusyjnych.

Mecz jest dla Lecha szczególny, bo rozegrany zostanie po przerwie reprezentacyjnej, podczas której trener Frederiksen tym razem zafundował swym graczom długi odpoczynek licząc, że wyzwoli to u nich dodatkowe siły, zapewni świeżość. Nie dotyczy to licznych kadrowiczów, mających za sobą okres intensywny, zakończony kilka dni przed niedzielnym meczem. Trener obiecał, że da im odpocząć w terminie późniejszym. Wszystko wskazuje, że w niedzielę zapomni o eksperymentach ze składem, które kosztowały stratę dwóch punktów w ważnym meczu z Jagiellonią, bezpośrednim rywalem w walce o ligowe podium, a może i o tytuł. Pojedynek z Pogonią trzeba wygrać. Nie tylko z powodów prestiżowych i dlatego, że rywala poprowadzi duński kolega Frederiksena, którego wypada ograć. Liczą się przede wszystkim punkty.

W czwartek Lecha czeka mecz wyjazdowy w Lidze Konferencji, ale tym razem nie ma co oszczędzać zawodników. Rywalem pucharowym nie będzie europejska potęga, lecz mistrz Gibraltaru, który wysoko poprzeczki raczej nie zawiesi. Odniesienie drugiego z rzędu zwycięstwa w rozgrywkach postawi zespół w dobrej sytuacji. O wiele trudniej będzie już w listopadzie, gdy trzeba jechać w tym samym kierunku, pod Madryt. Przed tą drugą podróżą trzeba grać w Polsce, na początek w Warszawie, gdzie odbędzie się jeden z najważniejszych dla Lecha, a prawdopodobnie i najtrudniejszych meczów w całym sezonie. Pokonać w domu Motor Lublin będzie znacznie łatwiej niż rok temu, gdy beniaminek sprawił przy Bułgarskiej sensację. Teraz jest cieniem tamtego zespołu. W Pucharze Polski szczęście w losowaniu dopisało, ale zwycięską wyprawę do Słupska trzeba pod koniec miesiąca po prostu zaliczyć.

Dobre wyniki wszystkich tych spotkań sprawią, że na przełomie jesieni i zimy, gdy przy Bułgarskiej frekwencja zazwyczaj z przyczyn obiektywnych spada, może być odwrotnie – średnia zostanie jeszcze bardziej wyśrubowana. Początek należy zrobić w niedzielę, na oczach (prawie) 40 tysięcy ludzi.

Udostępnij:

Podobne

Przetrwał. Wrócił. Zostaje w Lechu

Fatalny, najgorszy okres w przygodzie Radosława Murawskiego z futbolem wreszcie za nim. W meczu z Legią wrócił na boisko po dokładnie 364 dniach zmagania się