Rozczarowanie przy Bułgarskiej. Odzyskane prowadzenie uciekło tuż przed końcem

Niezwykłe emocje w meczu Lecha. Rozegrał jeden z najlepszych meczów tej jesieni, oddał mnóstwo strzałów, grał szybko i momentami porywająco, cóż jednak z tego, skoro w meczu z Pogonią Szczecin w niewiarygodnych okolicznościach stracił punkty. Tuż przed końcem wyszedł na prowadzenie, ale nie dowiózł go do końca – goście zdołali wyrównać na 2:2 w czasie doliczonym, ku rozpaczy prawie 40 tysięcy kibiców.

Lech wygrał trzy ostatnie mecze z tym rywalem bez straty bramki. Serię tę przerwał, ponieważ w tym sezonie strzelić mu gola nie jest dużą trudnością. Nie mógł przez to wygrać, mimo oddania wielu strzałów, stworzenia ogromnej liczby okazji bramkowych. W nieprawdopodobnych sytuacjach gości ratował bramkarz Cojocaru, tylko dzięki niemu nie wracali do Szczecina z bagażem wielu bramek. Atakowanie Lech zaczął od pierwszych minut. Uzyskał przewagę, nacierał wszystkimi siłami, na skrzydłach szaleli Ismaheel i Palma. Honduranin grał tak, jakby zamierzał wygrać w pojedynkę. Dryblował, strzelał, rozgrywał.

Pogoń wreszcie się otrząsnęła, ale i tak musiała liczyć na pomoc Lecha, a konkretnie Douglasa, który stracił piłkę w strefie środkowej podczas jej wyprowadzania prowokując szybki atak gości. Do tego skuteczny, bo Grosicki otrzymał piłkę stojąc w polu karnym i skierował ją obok Mrozka do siatki. Prawdopodobnie sytuacja byłaby uratowana, gdyby Lech miał w składzie „szóstkę”. Bardzo jej w pierwszej połowie brakowało. Trzeba było dalej nacierać, by wrócić do meczu. Lech to robił, oddawał strzał za strzałem. Kiedy wydawało się, że piłka musi znaleźć drogę do bramki, jak po strzale z bliska Ismaheela, na jej drodze pojawiała się noga lub ręka wyciągniętego Cojocaru. Trzeba przyznać, że Pogoń nie tylko się broniła. Była groźna, stworzyła kilka okazji bramkowych, mogła podwyższyć wynik stawiając Lecha w jeszcze trudniejszej sytuacji.

Od początku zagrał Rodriguez. Widać było, że jest mocno zmotywowany, że bardzo mu zależy. Nie wiedział jednak, w której części boiska powinien się znajdować, przez co panował chaos w ofensywie, dzięki czemu Pogoń wychodziła z zagrożenia obronną ręką. Hiszpan próbował rozgrywać, oddawał też strzały, niemal zaskoczył bramkarza uderzeniem z dystansu. Do przerwy wynik się nie zmienił. Mecz był szybki, żywiołowy, emocjonujący, ale nie przebiegał tak, jak by tego chcieli ludzie obecni na trybunach. Dopiero 5 minut po przerwie Lech wreszcie dopiął swego. Palma idealnie obsłużył Ishaka, a ten wpakował piłkę do bramki. Cojocaru tym razem nie miał nic do powiedzenia.

W kibiców Kolejorza wstąpiła wielka nadzieja, bo gospodarze wciąż nacierali. Dominowali, raz po raz zagrażali Pogoni, a przede wszystkim mieli w składzie grającego za kilku Palmę. Otrzymał on piłkę na lewej stronie boiska, zrobił charakterystyczny dla siebie zwód i oddał piękny, skuteczny strzał, po którym stadion oszalał za szczęścia. Niestety, nie na długo, strzelec bramki przyjmując piłkę minimalnie akcję spalił.

W drugiej połowie Lechowi grało się lepiej, bo w końcu miał w składzie „szóstkę”. Ouma trochę zasiedział się w Afryce po meczu swej reprezentacji, prawdopodobnie dlatego zaczął mecz na ławce, ale kiedy pojawił się na boisku, zapanował nad środkiem pola, Pogoni nie było już tak łatwo odzyskiwać tam piłkę. Mecz był pięknym widowiskiem, bo Lech nie rezygnował ze zwycięstwa, a i Pogoń miała okazje do odzyskania prowadzenia.

Drużyny nie godziły się na remis do ostatnich minut, kiedy na boisku rozegrał się prawdziwy dramat. Tuż przed końcem czasu regulaminowego kontratak Lecha wyprowadził Jagiełło. Świetnie podał na prawe skrzydło do rezerwowego Bengtssona, a ten umiejętnym strzałem wyprowadził Kolejorza na prowadzenie. Kibice triumfowali, byli przekonani, że mecz jest wygrany, ale był jeszcze czas doliczony. Pogoń rzuciła się do ataku i zostało jej to wynagrodzone. Mukairu wpadł w pole karne, objechał obrońców Lecha i pokonał Mrozka ustalając wynik. Gospodarze próbowali pójść w ślady Pogoni, ale ich ataki były nieskoordynowane, na ławce siedział już Palma. Były i takie chwile, gdy to goście zaatakowali, jakby zdawali sobie sprawę, że przy „klasie” Lechowej defensywy można zdobyć jeszcze jednego gola.

Udostępnij:

Podobne

Pucharowa droga Lecha Poznań

We wtorkowy wieczór Lech zagra pierwszy mecz w eliminacjach do Ligi Mistrzów. Jego rywalem będzie Aarhus GF. Rewanż w przyszłą środę przy Bułgarskiej. Właśnie się