Dokąd zmierza Niels Frederiksen ze swoją drużyną? Następne tygodnie to zweryfikują 

Przed każdym meczem sporą zagadką jest, jak akurat zaprezentuje się Lech. W jeden wieczór efektownie poradzi sobie z solidnym europejskim przeciwnikiem, by kilka dni później trzy punkty musiał ratować Bryan Fiabema, który mimo irytującej, pozostawiającej sporo do życzenia gry, wciąż cieszy się zaufaniem trenera. Zespół Nielsa Frederiksena jest mocno niestabilnyNastępne tygodnie najprawdopodobniej dadzą odpowiedź na pytanie, jaka jest realna siła tej ekipy.

Utrudnienia, tłumaczące początkowe perturbacje

Od początku sezonu – który z racji na zdobyte mistrzostwo jest zawsze trudniejszy niż inne – trener Kolejorza zmaga się z różnymi turbulencjami. Przede wszystkim stracił kilku kluczowych zawodników, jednak nie było to spowodowane wyprzedażą przeprowadzoną przez klub. Takiej nie było, bowiem pracodawcę zmienił tylko Afonso Sousa, którego niebyło możliwe zatrzymać Poznaniu. Poważną przeszkodą okazały się urazy, wykluczające z gry na kilka miesięcy Patrika Walemarka, Daniela Hakansa, Radosława Murawskiego czy Aliego Gholizadeha. Także inni gracze przez krótszy lub dłuższy czas nie byli w pełni zdolni do gry. 

W głównej mierze przez niespodziewaną falę kontuzji Lech był zmuszony przeprowadzić więcej transferów niż pierwotnie zakładał. Gdyby wszyscy podopieczni Nielsa Frederiksena byli zdrowi, z pewnością w Wielkopolsce nie znalazłby się choćby Taofeek Ismaheel, którego umiejętności były doskonale znane z występów w Górniku Zabrze. Wszystkie te perturbacje sprawiły, że zespół Duńczyka tworzą w dużej mierze inni zawodnicy, niż obecni na majowej fecie z okazji dziewiątego mistrzostwa w historii klubu.

Od początku zmagań widać, że ten zespół przeszedł spore zmiany i nie do końca potrafi stworzyć jedność. Umiejętności indywidualne są na wysokim poziomie u wielu graczy, ale nie raz mieli oni problem, by je połączyć, tworząc spójną całość. To odbija się na meczach, które układają się w bardzo różny sposób. Przed pierwszym gwizdkiem mało kto jest przekonany, jak zaprezentuje się Lech. Gdy przeciwnik będzie się dobrze bronił i czekał na swoje szanse, to można zakładać, że się doczeka, bowiem defensywa Lechitów niejednokrotnie popełniała proste, kosztowne błędy. Z kolei, gdy na Bułgarską przyjechał nastawiony na wymianę ciosów Rapid Wiedeń, to zakończyło się to bolesną lekcją futbolu dla Austriaków, którzy przekonali się o ofensywnym potencjale Kolejorza. 

Atak tego lata został mocno zmieniony, ale udało się sprowadzić godnych partnerów dla Mikaela Ishaka. Ulubieńcem trybun zasłużenie stał się Luis Palma, dużo pożytku jest też z poczynań Leo Bengtssona, a i Taofeek Ismaheel zaczyna coraz lepiej się czuć po zmianie barw klubowych. Wciąż zagadką są Pablo Rodriguez i Yannick Agnero, którzy jeszcze nie dali powodów do zapamiętania ich z udanych zagrań. To ta pierwsza trójka ze swoim kapitanem jest powodem ofensywnej mocy Lecha, jednak nie wystarcza to do całkowitego odrzucenia problemów, z jakimi cały czas musi zmagać się Niels Frederiksen. Drużyna duńskiego trenera jest niestabilna i wciąż nie do końca można stwierdzić, jaka jest jej realna siła. Trzeba tego dowieść w najbliższych tygodniach, w których okazji do gry nie zabraknie.

Tygodnie, które wiele powiedzą

Do końca rundy mistrz Polski ma przed sobą siedem meczów w Ekstraklasie, pięć w fazie ligowej Ligi Konferencji oraz przynajmniej jedno spotkanie w Pucharze Polski – lub dwa w przypadku pokonania Gryfa Słupsk – jednak to będzie głównie okazja do pokazania się dla zmienników na tle drużyny występującej na niższym szczeblu rozgrywkowym niż rezerwy Kolejorza. Łącznie daje to 13 występów, które dadzą odpowiedź na pytanie, w którym kierunku podąża Lech. Najprawdopodobniej właśnie na tej podstawie będą zapadać decyzje dotyczące przyszłości. Także trenera, któremu z końcem sezonu wygasa kontrakt i obie strony w najbliższym czasie będą decydowały, czy są zainteresowane przedłużeniem tej umowy.

Przy tak napiętym terminarzu miejsc na potknięcia jest wyjątkowo mało. Nikt w Poznaniu nie wyobraża sobie, by nie zająć miejsca dającego prawo gry na wiosnę w europejskich rozgrywkach. Zresztą po zwycięstwie z wiedeńskim Rapidem, żeby tego dokonać, trzeba byłoby wybitnie się skompromitować. Niejako trzeba byłoby dorównać „wyczynowi” zespołu Johna van den Broma ze słowackiej Trnawy, a tego raczej nikt się nie spodziewa. W gwarze międzynarodowych zmagań łatwo można zapomnieć o rywalizacji na krajowym podwórku, jednak oddalenie się na zbyt dużą odległość od uciekającej czołówki Ekstraklasy mogłoby spowodować późniejsze problemy z zajęciem dobrego miejsca i awansem do kolejnej edycji europejskich pucharów, co dla klubu byłoby sporym ciosem – także finansowym. Również kolejna wtopa w Pucharze Polski byłaby przyjęta ze sporą dawką frustracji, lecz niejako usprawiedliwieniem, że od wielu lat Lechowi te rozgrywki zdecydowanie nie leżą.

Poza odpowiednio zwiększającym się dorobkiem w tabelach w końcu kibice przy Bułgarskiej mają doczekać się swojego zespołu w najlepszym wydaniu, tym finalnym, które od początku sezonu jest szykowane. Gdy styl podopiecznych Nielsa Frederiksena zawodził, a wynik się zgadzał, to spokojnie można było to tłumaczyć okresem przejściowym, tworzącym zespół na nowo i skupieniem się na regularnym dopisywaniu kolejnych zwycięstw. Teraz powinno się to zmienić. Wymówek już wiele nie będzie, a zaczną się oczekiwania. Co do notowanych rezultatów, jednak też do sposobu ich odnoszenia. Do efektywnej gry ma wkraść się pierwiastek efektowności, doskonale pamiętany choćby z zeszłej jesieni i pewnie wygranego starcia w Poznaniu z warszawską Legią. 

Klub od dłuższego czasu walczy o jak najlepszą frekwencję na trybunach, ale to przede wszystkim zależy od poczynań piłkarzy. Nawet najlepsze akcje marketingowe nie mają szans w porównaniu do atrakcyjnej dla widza gry, która przynosi także kolejne powody do radości i świętowania pięcia się w górę tabeli i czy awansów do kolejnych rund Pucharu Polski czy Ligi Konferencji. Teraz mistrz Polski te wrażenia wizualne ma za zadanie dostarczyć i na koniec rundy rozbudzić nadzieje na kolejną udaną wiosnę, zakończoną trofeum i ekscytującą międzynarodową przygodą.

Właśnie po październikowej przerwie reprezentacyjnej, podczas której było sporo czasu na dopracowanie jeszcze nie w pełni funkcjonujących elementów, powinny przyjść efekty pracy Nielsa Frederiksena i jego sztabu. Przed kluczowym momentem bieżącej rundy forma jego drużyny powinna wejść na najwyższy poziom. Trenerzy tak przygotowują swoje zespoły, by ten szczyt dyspozycji przyszedł właśnie na te najbardziej istotne mecze, przypadające na środek i końcówkę danego półrocza. Jeśli z jakichś powodów Lecha na jesień to nie spotka i w dalszym ciągu będzie kompletnie niestabilny i nieprzewidywalny nawet dla samego szkoleniowca i wszystkich kibiców, to mimowolnie rozgorzeje dyskusja, czy ten projekt w obecnym kształcie powinien być kontynuowany w następnych sezonach.

Mikołaj Duda

Udostępnij:

Podobne

Przetrwał. Wrócił. Zostaje w Lechu

Fatalny, najgorszy okres w przygodzie Radosława Murawskiego z futbolem wreszcie za nim. W meczu z Legią wrócił na boisko po dokładnie 364 dniach zmagania się