Losy mistrzostwa i spadku z ligi jeszcze się w niedzielę nie rozstrzygną, ale dużo się wyjaśni. Niezależnie od wyniku meczu z Legią Lech utrzyma się na szczycie tabeli przez co najmniej tydzień. Ale nie to jest teraz jedynym jego celem, lecz dowiezienie prowadzenia do końca rozgrywek. Wydawało się, że będzie o to walczył głównie z Jagiellonią, ta jednak zmniejszyła swe szanse ulegając u siebie Górnikowi. Zabrzanie zadziwiają. Mając problemy organizacyjne i skład słabszy niż rywale awansowali do finału Pucharu Polski, utrzymują się w ligowej czołówce. Mogą wywalczyć nawet dublet, ale to i owo do powiedzenia mają jeszcze Raków i Lech, „Jaga” też nie powiedziała ostatniego słowa.
Mecz Kolejorza z Legią to zawsze jedno z najważniejszych wydarzeń piłkarskich w Polsce, bez względu na sytuację obu klubów. Teraz jest ciekawiej niż kiedykolwiek. Jedni i drudzy mają o co walczyć, choć cele są zupełnie inne. Najstarsi stołeczni kibice nie pamiętają, kiedy ich klub desperacko walczył o utrzymanie się w lidze. Wydaje się, że katastrofa Legii już nie grozi, Marek Papszun opanował sytuację, uzbiera punkty wystarczające do pozostania w ekstraklasie. Pewne to jednak nie jest, po ewentualnej porażce w Poznaniu znów rozlegną się dzwonki alarmowe. Lech też będzie, a przynajmniej powinien być zdeterminowany, bo mierzy najwyżej, jak to możliwe. Biorąc pod uwagę zdobywane w ostatnich meczach punkty, spotkają się czołowe polskie ekipy.
Prowadząc przez długie lata Raków Papszun nauczył się gry Lecha, znajdował na niego sposób. Niewiele brakowało, by na koniec pracy w Częstochowie został wreszcie rozbity przez zespół Fredereksena, który prowadził na wyjeździe 2:0 do przerwy, a wynik mógł być nawet wyższy, gdyby uznane zostały kolejne gole. Potem jednak nastąpiło nieszczęście w postaci czerwonej kartki dla Palmy i Lech w charakterystyczny dla siebie sposób poddał się, stracił dwa punkty, a niewiele brakowało, by do Poznania wrócił z niczym.
Niels Frederiksen zauważył, że Papszun zaimplementował swoją ulubioną taktykę. Legia jest solidna w defensywie, trudno jej strzelić gola, dlatego tak rzadko przegrywa. Raków zwyciężał w Poznaniu stosując pressing, nie pozwalając Lechowi na wyprowadzanie piłki z własnej połowy. Podobny sposób dwa tygodnie temu znalazł na Kolejorza GKS Katowice. Gospodarze mieli ogromne problemy, zwłaszcza w beznadziejnej pierwszej połowie. Jest bardzo prawdopodobne, że Legia zastosuje w Poznaniu ten sam taktyczny wariant. Pytanie tylko, czy wystarczy jej zdrowia, bo niełatwo tak grać przez cały mecz. I czy Lech potrafi wydostać się spod czułej opieki przeciwników.
Trener Kolejorza przewiduje, że Legii będzie trudno powstrzymać najlepszą ofensywę w lidze. To prawda, że stać ją na wiele, że Ishak, Gholizadeh, Palma, Walemark, a także kilku innych graczy potrafią rozprawić się z każdym polskim zespołem. Ostatnio Pogoń miała ogromne szczęście, mogła stracić na własnym stadionie pół tuzina bramek. Skuteczność nie była mocną stroną Lecha. Brakowało przytomności umysłu, spokoju, pewności siebie, by sfinalizować akcje, które powinny się zakończyć łatwo zdobywanymi golami.
Dobra wiadomość jest taka, że skończyły się problemy w defensywie. Podobno Milić może już zagrać. Przed wyjazdem do Szczecina trener, z wykorzystaniem nieświadomych poznańskich dziennikarzy, próbował zmylić przeciwnika. Nie poinformował o absencjach ważnych swych graczy. Teraz pierwszy kwadrans treningu był otwarty, więc wiemy, że Milić i Mrozek są już na chodzie. Nawet Murawski i Thordarson mogą się pojawić na boisku jeszcze w tym sezonie.
Lech zagra w niedzielę w optymalnym składzie. Nie wiadomo jednak, w jakim dokładnie. Trener wybierze Gumnego lub Pereirę na prawej obronie. Prawie pewny jest występ na środku defensywy Mońki i Milica. Na lewej stronie zagra Gurgul. Do drużyny, po meczu przerwy, wraca Mrozek. Ukarany kartką w Szczecinie Rodriguez odpocznie, ale wariantów ustawienia pomocy jest kilka. Kto wie, czy Kozubal nie zagra wyżej, jeśli trener zechce mieć prawdziwą „szóstkę” i odważy się wystawić Oumę. Jeśli nie, na „ósemce” może pokazać się Jagiełło. Wiele wskazuje, że ofensywa nie zmieni się w stosunku do meczu w Szczecinie. Legii trudno będzie ją zatrzymać.



