Świetny doping trwający przez cały mecz, tysiące kibiców, atmosfera piłkarskiego święta – w takich warunkach toczył się półfinał Pucharu Polskiej kobiet. Do szczęścia zabrakło tylko awansu Lecha Poznań UAM. Na to nie było szans, wynik rozstrzygnął się jeszcze przed przerwą, gdy GKS Katowice zasłużenie prowadził trzema golami. Skończyło się, mimo ambitnej postawy poznanianek w drugiej połowie, wynikiem aż 0:5.
Ekipa gości to wciąż aktualny mistrz Polski. Już pierwsze akcje ujawniły różnicę w umiejętnościach, szybkości. Katowiczanki były wyższe, sprawniejsze. Lepiej operowały piłką, częściej i łatwiej przedostawały się pod bramkę Jagody Sapor, miały przewagę. Z czasem Lechitki otrząsnęły się z niej, przeniosły grę na połowę rywalek, ale efektem tego były tylko rzuty rożne, po których zagrożenia nie tworzyły. Kiedy natomiast taki stały fragment wywalczyły zawodniczki Gieksy, wykonały go skutecznie wychodząc na prowadzenie.
Poznanianki próbowały się zrewanżować, w dużej liczbie przebywały na połowie rywalek, wciąż jednak nie tworzyły zagrożenia, nie oddawały strzałów, łatwo traciły piłkę. Na domiar złego dały się zaskoczyć kontratakiem. Trzeba przyznać, że wyprowadzony został mistrzowsko, wystarczyło kilka podań i strzał poza zasięgiem bramkarki Lecha. Gola zdobyła Klaudia Maciążka, nieuchwytna dla piłkarek Kolejorza. Klasą błysnęła jeszcze w samej końcówce pierwszej połowy, gdy w pojedynkę wymanewrowała defensywę strzelając do pustej bramki.
Druga połowa była w wykonaniu Lechitek zupełnie inna. Osiągnęły przewagę, tworzyły okazje bramkowe, niestety ich ambicja nic nie dała, katowiczanki potrafiły się obronić, w kilku sytuacjach sprzyjało im też szczęście. Poznanianki o honorowe trafienie walczyły do ostatnich minut, niestety bezskutecznie. W dodatku w samej końcówce straciły czwartego gola, po rzucie rożnym i strzale głową. Po chwili przed podobną szansą stanęły gospodynie, niestety znów jej nie wykorzystały, a co gorsze straciły piątą bramkę po mocnym i celnym strzale z linii pola karnego.





