Trudno oceniać przygotowanie do wznowienia sezonu na podstawie meczu sparingowego, ale jeśli gracze i trenerzy Lechii Gdańsk oglądali ostatni, przegrany 0:1 test swego najbliższego ligowego przeciwnika, to musieli nabrać optymizmu. Lechowi nic nie wychodziło, popełnił masę błędów. Brakowało zrozumienia, dokładności, wyczucia. Ekipa Kolejorza ma za sobą dwutygodniowe treningi, świeżość z pewnością wróci. Oby też wróciła piłkarska jakość, której tydzień przed meczem z Lechią nie było widać, jeśli nie liczyć momentów efektownej gry, a raczej zabawy z piłką Gholizadeha.
FC Noah z Armenii był trzecim, ostatnim przeciwnikiem Lecha na zgrupowaniu w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Przeciwników było trzech, ale każdy Lechita rozegrał tylko dwa mecze sparingowe, bowiem w dwóch ostatnich Kolejorz pokazał się w innych zestawieniach. To z meczu ostatniego jest najbliższe optymalnemu i prawdopodobnie nieznacznie, jeśli w ogóle, będzie się różnić od drużyny, która wybiegnie na boisko w ligowym starciu z Lechią.
Gra, delikatnie mówiąc, nie była piękna i płynna, mecz trzeba określić jako wyrównany, choć przeciwnik nie popełniał równie wielu pomyłek. Akcje rwały się po niecelnych podaniach, zbyt często rywale odzyskiwali piłkę po zagraniach Lechitów bez wyczucia. Długie podania do skrzydłowych tylko czasami były pożyteczne. Zespół z Armenii często uzyskiwał przewagę, wykorzystywał pasywną postawę Kolejorza, zamykał go w polu karnym. Po jednej z takich akcji Mrozka uratowała poprzeczka. W odpowiedzi Lech zagroził przeciwnikom, źle jednak zachował się Pereira nie dostrzegając dobrze ustawionych kolegów. Naciskani przez FC Noah Lechici ratowali się częstym wybijaniem piłki na rzut różny.
Jeśli cokolwiek mogło się podobać w tych fragmentach meczu, to efektowne zagrania Gholizadeha, popisującego się zwodami, nietypowymi podaniami. Działo się to jednak daleko od bramki rywala. A kiedy piłka trafiała na drugą stronę boiska, mnożyły się kolejne nieporozumienia. Największym grzechem był brak czucia dystansu, podania prawie zawsze okazywały się zbyt mocne. Najczęściej mylił się Pereira, ale i Gurgul niejedno ma na sumieniu. Kibice Kolejorza mogli tylko mieć nadzieję, że to efekt zmęczenia, bo trudno podejrzewać zamiar zmylenia ligowych rywali.
W 37 minucie bezsensowny, brutalny faul na Rodriguezie spowodował ostre spięcie, mogło dojść do powszechnej bijatyki, rezerwowi i członkowie sztabów trenerskich wbiegli na boisko, sędzia rozdawał żółte kartki. Sfaulowany Rodriguez długo dochodził do siebie. Kilka minut później Ishak znalazł się sam przed bramkarzem, który wyszedł przed pole karne. Napastnik próbował go przelobować, zrobił to jednak bardzo źle. Chwilę później w takiej samej sytuacji znalazł się rywal, Mrozek na szczęście zdołał go zatrzymać.
Pierwszą połowę trudno określić jako udaną. Można się było zżymać na przerywane akcje Lecha, pomyłki, liczne błędy, czyli na brak jakości w grze. Druga zaczęła się jeszcze gorzej, od nieudanych akcji Lecha, który potem musiał się bronić przed graczami FC Noah, którzy ostrzeliwali bramkę Mrozka. Koncert nieudanych zagrań Kolejorza trwał. Podania nie w tempo, złe zachowanie podczas kontrataków, zwlekanie z podaniami na wolne pole – tym wszystkim grzeszyli Lechici.
Kilka minut przed końcem kapitan Ishak zszedł z boiska zastąpiony przez młodziutkiego Wojciecha Szymczaka, który grał tego samego dnia przeciwko zespołowi z Uzbekistanu. Kiedy wydawało się, że mecz zakończy się wynikiem bezbramkowym, nastąpił błąd Periery w środku pola. Podkreślił słabą postawę w tym spotkaniu pozwalając sobie łatwo odebrać piłkę. W konsekwencji w 90 minucie nastąpił atak FC Noah i strzał, przy którym Mrozek był bezradny.
Skład Lecha:
Mrozek, Pereira, Skrzypczak, Milić, Gurgul, Gholizadeh, Jagiełło, Kozubal, Palma, Rodriguez, Ishak (82 Szymczak).



