Osłabiony Lech będzie trochę mocniejszy. Na otarcie łez

Docierają do nas informacje o zakupach, na które na sam koniec okienka transferowego wyruszył Lech. Nie wiemy, ile prawdy jest w pogłoskach o zainteresowaniu napastnikami z ligi szwedzkiej. Dobrze poinformowany portal transfermarkt prawdopodobieństwo przeprowadzki do Poznania Ibrahima Diabate z GAIS Goeteborg, a także Jusefa Erabiego z Hammarby, ocenia ma 80 procent, w każdym z tych przypadków. Sensacyjnie brzmią informacje o przyjściu do Lecha Pululu z Jagiellonii, ponoć za 2 miliony plus Filipa Szymczaka. W tym przypadku piłkarski portal jest ostrożniejszy, mówi o 44 procentach szans.

Wszyscy trzej z pewnością do Lecha nie trafią. Gracze ze Szwecji to klasyczni środkowi napastnicy. Najlepiej na tej pozycji czuje się też Pululu, ale Lech widział go niegdyś u siebie w roli skrzydłowego. A wiemy, że oprócz napastnika, chciałby pozyskać skrzydłowego. Jednego z nich miałby wypożyczyć, z drugim związać się stałym kontraktem. Erabi jest wart 6 milionów. O takim transferze możemy zapomnieć. Wartość Diabate szacuje się na milion. Wiedząc, z jaką ostrożnością postępuje Lech, jak ważne jest tu unikanie ryzyka, najprawdopodobniej w Poznaniu zobaczymy tylko jednego z tej trójki. Przyjście Pululu byłoby sensacją. Gdyby udało się ją spełnić, a na dodatek wypożyczyć któregoś gracza z Allsvenskan, zmasakrowani w czwartek kibice mogliby odzyskać część wiary w klub.

Działania te i tak zostaną ocenione jako mocno spóźnione. Lech już nie walczy o Ligę Mistrzów, choć wcale nie stał na straconej pozycji. Postawiłby się Serbom mając więcej jakości w drużynie. Stracił jednak definitywnie Sousę, a robiący różnicę zawodnicy długo jeszcze będą leczyć urazy mięśniowe. Teraz z kretesem przegrał walkę o Ligę Europy, KRC Genk pomiatał nim przy Bułgarskiej, dotkliwie obnażył wszystkie braki, szczególnie w defensywie. Co ciekawe, obronę Lech skompletował szybko, ale właśnie ta kluczowa formacja najbardziej zawodzi. W dodatku straciła doświadczonego Milicia, oczywiście z powodu urazu mięśnia.

Bez obrony niczego się w Europie nie zwojuje. Musi być szczelna, skoordynowana, zdeterminowana. I szybka. Poznańska jest dziurawa, ślamazarna. Nie trzeba się wysilić, by ją ograć. Piłkarze KRC Genk wchodzili w nią jak w masło, wystarczyło szybciej rozegrać akcję i celnie podać, by Mrozek wyjmował piłkę z siatki zanim Skrzypczak, Douglas, Mońka, Gurgul zdążyli mrugnąć. Klub pozbył się Salamona, czego kulis nie znamy, ale pamiętamy, jak dobry i doświadczony był to zawodnik, gdy występował co tydzień.

Oprócz Milicia, którego chyba szybko na boisku nie zobaczymy, w meczu przeciwko KRC Genk Lech nie mógł korzystać z Gumnego, Pereiry, Murawskiego, Gholizadeha, Walemarka, Hakansa. Odejście za niezłe pieniądze Sousy było przesądzone. Nie brakowało czasu na szukanie jego następcy. Lech został jednak z zarobionymi milionami, ale bez klasowego gracza. Nie wydaje się, by Rodriguez mógł Portugalczykowi kiedykolwiek dorównać, na razie prezentuje się mizernie. Z klubu odszedł Hotić, niezadowolony ze swej roli w drużynie. Dziś, przy tak licznych ubytkach, ze swymi umiejętnościami byłby na wagę złota. Chyba, że mięśnie odmówiłyby mu posłuszeństwa.

Na urazy mechaniczne nie ma sposobu, ale nie tylko one dotykają graczy Lecha. Chyba możemy mówić o niewłaściwym trenowaniu. Latem dyrektor sportowy zapowiadał zbadanie przyczyn częstych kontuzji, naprawę sytuacji. Skutek? Kolejne urazy, a każdy grymas bólu u piłkarza budzi obawę, że przyszła kolej na niego. Gdy ubytki w kadrze są tak potężne, można stawiać na wychowanków. Nie mają jednak jeszcze kwalifikacji. Akademia Lecha oceniana jest jako najlepsza w kraju. Jej absolwenci, Gurgul i Skrzypczak, przekonali się, ile im brakuje do rówieśników z Genk. Tam szkolą inaczej, korzystają też z lepszego tzw. materiału ludzkiego, by sprzedawać graczy za dziesiątki milionów. Jak ich porównać do mistrza Polski, któremu trudno sklecić skład i który szturmował Ligę Mistrzów z jednym solidnym bramkarzem i jednym napastnikiem?

Udostępnij:

Podobne

Podwójna rywalizacja z GKS Katowice

Ponad 30 tysięcy kibiców przyjdzie w niedzielę na Bułgarską, by obejrzeć ważny i ciekawie się zapowiadający mecz Lecha z GKS Katowice. To nie będzie jedyny

Taktyczna innowacja się broni. Póki co

Nie udało się przywieźć zwycięstwa z Białegostoku, choć niewiele do niego brakowało – determinacji i trochę szczęścia. Strata punktów nie przełożyła się na sytuację w