Piłkarze Lecha nie znajdą wielu okazji sprawdzenia formy w sparingach. Pierwszy test, przeciwko Słowakom z Žiliny, mają za sobą. Każdy zagrał jedną połowę. W drugim sparingu, rozłożonym na dwa mecze, zagrają po całym. Żaden ze zmęczonych treningami zawodników nie zawiódł. Potwierdziło się, że drużyna najbardziej ma prawo liczyć na tych, co tego dnia zdobyli gole. Ich jakość może mieć decydujące znaczenie wiosną. Życzmy im zdrowia.
Nie wszyscy nadawali się do gry. Trenerzy i lekarze oszczędzili trenującego już na pełnych obrotach Walemarka. Nikt nie chce przedobrzyć, by nie powtórzyć ostatniego sezonu, gdy kluczowi, mocno eksploatowani gracze przypłaci to zdrowiem. Nie w pełni sił jest już Hakans. Także Douglas potrzebuje więcej czasu, by dojść do siebie, a Radosław Murawski to wielka niewiadoma – nikt nie wie, jak przebiegnie ostatni etap jego kuracji Może zawodnik wróci do pełnych treningów za kilka tygodni. A może nie. Potem jeszcze musi odzyskać formę sprzed kontuzji, czyli sprzed roku.
Kontuzja Thordarsona wyglądała na poważną. Islandczyk wciąż nie jest w pełni sił, ale i tak kuruje się zaskakująco szybko. Nie ma jednak mowy, by w najbliższym czasie był do dyspozycji trenera. Z rezerwami trenuje Ouma, człowiek, najłagodniej to określając, mało odpowiedzialny. Dużą naiwnością było traktowanie go jako pewnego punktu zespołu. Owszem, ma spore umiejętności, dużo może dać drużynie w pojedynczych meczach, ale i potrafi bezmyślnie narazić ją na porażkę lub zupełnie się z niej wypisać. Wszyscy trzej – Murawski, Thordarson i Ouma – to boiskowe „szóstki”. Nikt alarmu z powodu ich braku nie ogłaszał.
O Nielsie Frederiksenie możemy powiedzieć wszystko, tylko nie to, że domaga się piłkarzy, naciska na władze klubu za pośrednictwem mediów. Wprost przeciwnie. Unika wypowiedzi mogących wprawić kierownictwo w zakłopotanie. Przed wyjazdem na zgrupowanie nie wyrażał potrzeby uzupełnienia kadry o „szóstkę”. Mówił tylko, że jeżeli akurat zdarzy się okazja, to klub po takiego gracza sięgnie. Jest to sytuacja nietypowa. Na ogół trenerom zależy na posiadaniu jak najlepszej, a przede wszystkim kompletnej kadry.
Ostatnio słyszymy, że klub jednak zintensyfikował starania o defensywnego pomocnika, ponoć nawet takiego upatrzył. Szkoda, że to nie Szwajcar Fosse, który za stosunkowo małą kasę przeszedł z ligi holenderskiej nie do Lecha, a do Sturmu Graz. Przydałby się tu. Mógłby pograć, pomóc, pokazać się i odejść do bogatszego klubu – jak Karlstrom. Na wyniki pojedynczych meczów wpływ mogą mieć detale, liga jest wyrównana, warto się bić o każdy punkt. To prawda, że jest jeszcze w klubie Kozubal, że można na „szóstkę” wycofać Jagiełłę lub kogoś innego. Wszystko to jednak może wpłynąć na miejsce w tabeli, czyli na finanse klubu.
Przeciwko Žilinie zagrały dwie jedenastki. W żadnej nie zabrakło miejsca dla absolwentów Lechowej akademii. Możemy być zbudowani ich postawą. Patryk Prajsnar ma 16 lat i zadatki na klasową „szóstkę”. Wystąpił na środku obrony, nie zawiódł. Jeszcze bardziej obiecująco pokazał się Karol Delikt, o rok starszy, ale z równie dużym potencjałem. Obserwatorzy meczów rezerw mówią o nim w superlatywach. Szkoda, że nie miał okazji pokazać jednego ze swych atutów – uderzenia z rzutu wolnego.
Po przewie zaprezentowali się, także z ciekawej strony, Tymoteusz Gmur i Sami Dudek. A przecież jest jeszcze napastnik Kamil Jakóbczyk, który być może wkrótce będzie strzelać gole na Bułgarskiej. Transfery wychowanków to ważny element klubowej strategii. W tej chwili pewnymi punktami zespołu są Kozubal i i szybko rozwijający się Gurgul. Być może pograją tu tylko do maja. „Grozi” to także Mońce, ten jednak błysnął dopiero w kilku meczach i chwilę jeszcze w Poznaniu zabawi. Tylko patrzeć, a w pierwszym składzie zaczną się pokazywać Prajsnar, Delikat, Gmur, Dudek, Jakóbczyk, Janyszka. Z piłkarskimi pokoleniami bywa różnie, niczego tu się nie zaplanuje. Jesteśmy jednak spokojni – dla Lechowej młodzieży idzie dobry czas.



