Mistrzowski blamaż

Lech ma bardzo dobrą drużynę, ale pod warunkiem, że występuje w składzie z ubiegłego sezonu. Wystarczy nieobecność kilku piłkarzy, by wszystko się posypało. Tak się składa, że akurat tych graczy niebawem w Lechu zabraknie. Zmiennicy w meczu z Pogonią nie potrafili stworzyć żadnej sensownej akcji, popełniali błędy, a przede wszystkim kompletnie się wzajemnie nie rozumieli. Pierwszy mecz nowego sezonu i pierwsza, głęboko zawstydzająca porażka mistrza Polski.

Linetty i Kownacki odnieśli urazy w Sarajewie. Rozchorował się Hamalainen. Uraz ma Kędziora. Innym zawodnikom trener dał odpocząć i w meczu przeciwko Pogoni na boisko wybiegło tylko czterech członków mistrzowskiej drużyny. Skutki były bolesne, a najbardziej zawiedli Tetteh, Holman i przede wszystkim obrońcy. Od niepamiętnych czasów Kolejorz nie grał tak fatalnie. To był najsłabszy występ drużyny Skorży od początku jego pracy w Poznaniu. Początek meczu to długie pasmo nieudanych zagrań, niecelnych podań, niewymuszonych błędów. Gospodarze nie grali w piłkę, w przeciwieństwie do dobrze ustawionej, trzymającej się prostych założeń taktycznych Pogoni.

Dla drużyny ze Szczecina mecz przeciwko Lechowi jest najważniejszym w sezonie. Zagrała ambitnie, by spełnić marzenia kibiców, pewnie w obronie i solidnie w ataku. Skrzętnie też wykorzystała błędy Lecha, który oba gole podał Pogoni na tacy. Po jednej z wielu strat piłki przez Jevticia w środku boiska Małecki prostopadle podał Zwolińskiego, ten wyszedł sam na sam nie miał problemów z pokonaniem Buricia. Lech szybko wyrównał, gdy głową z bliska zamknął akcję Jevtić, ale jeszcze w pierwszej połowie goście znów wyszli na prowadzenie, po katastrofalnych błędach w obronie. Ceesay i Kamiński zachowali się kompromitująco, nie przeszkodzili Lewandowskiemu w oddaniu strzału głową.

Po przerwie trener Skorża wprowadził na boisko drugiego napastnika – Thomallę. O wiele lepiej by było, gdyby zastąpił on bezproduktywnego, ociężałego Robaka. Nie dość, że obaj nie rozumieją się z kolegami, to kompletnie ze sobą nie współpracują. Takie ustawienie było do Pogoni darem z niebios, bo Lech nie przedstawiał w drugiej połowie żadnej siły w ofensywie, nie potrafił stworzyć ani jednej sensownej akcji. Co najbardziej boli, nie przechodził do ataku nawet w doliczonym czasie gry, gdy trzeba było gonić wynik. Wolał zagrywać w szerz na własnej połowie. Inna sprawa, że nieudolny sędzia, pan Kwiatkowski z Warszawy umożliwiał Pogoni, a zwłaszcza jej bramkarzowi grę na czas. Tolerował symulacje urazów, nieuzasadnione przerwy w grze, podczas których piłkarze Pogoni obficie raczyli się napojami.

Wiemy już, jaka jest prawda o wyrównanym i silnym składzie Lecha. Owszem, jest on liczny, ale z zawodników spoza żelaznej jedenastki nie ma żadnej korzyści. Trudno w tej sytuacji grać w lidze i w pucharach. Nowi zawodnicy, a zwłaszcza napastnicy nie są wzmocnieniem drużyny.

Lech Poznań – Pogoń Szczecin 1:1 (1:2)

Bramki: Jevtić 26. – Zwoliński 20, Lewandowski 38

Żółte kartki: Holman, Jevtić – Matras

Widzów: 15.131

Lech: Jamin Burić – Kebba Ceesay, Tamas Kadar, Marcin Kamiński, Barry Douglas – Łukasz Trałka, Abdul Tetteh (46. Denis Thomalla) – David Holman (46. Dariusz Formella), Darko Jevtić, Szymon Pawłowski – Marcin Robak

Pogoń: Dawid Kudła – Adam Frączczak, Jakub Czerwiński, Jarosław Fojut, Ricardo Nuno Dos Santos Nunes – Mateusz Matras, Rafał Murawski – Karol Danielak (80. Takuya Murayama), Takafumi Akahoshi (18. Patryk Małecki), Mateusz Lewandowski (64. Miłosz Przybecki) – Łukasz Zwoliński.

Udostępnij:

Podobne

Czekając na Grbicia polskiego futbolu

Spośród wszystkich Polaków, którzy oglądali poniedziałkowy mecz ze Szwecją,  tylko ludzie Lecha Poznań mogą czuć satysfakcję. Błysnął w nim piłkarz Kolejorza Patrik Walemark. Był nie

Było ciężko. Będzie jeszcze trudniej

Przerwa na zgrupowania reprezentacji, która wstrzymała wszystkie klubowe rozgrywki piłkarskie, jest dłuższa niż kiedykolwiek, aż trzytygodniowa. To dla piłkarzy Lecha dobra, ale i niepokojąca wiadomość.

Lech miażdży i bawi się grą

W Londynie Kolejorz przekonał się, jak wiele mu brakuje do dobrego europejskiego poziomu. Po trzech dniach sytuacja się odwróciła – teraz on pokazał niekwestionowaną wyższość