Na piłce znają się wszyscy. Tylko nie selekcjonerzy

Mamy w Polsce miliony trenerów piłkarskich. Bez uprawnień co prawda, bez żadnego zawodowego doświadczenia, za to znających się na rzeczy, a przede wszystkim potrafiących ocenić dokonania tych, co prowadzą ważne drużyny, z reprezentacją narodową na czele. Wśród tych milionów niewielu znajdziemy takich, co pozytywnie oceniają decyzje aktualnego selekcjonera, a szczególnie powołującego go prezesa PZPN.

W życiorysie Antoniego Brzeżańczyka, urodzonego w 1919 roku, nie wszystko jest pewne, nawet miejsce urodzenia (Łagiewniki pod Krakowem) poddawane jest wątpliwość. Pewny jest natomiast przebieg jego kariery piłkarskiej, a zwłaszcza trenerskiej. Wśród klubów, których koszulkę ubierał, był także Lech Poznań. Trenował m.in. Zawiszę Bydgoszcz, Stal Mielec, Wartę i Olimpię Poznań, GKS Katowice, polską młodzieżówkę. Z Górnikiem Zabrze zdobył mistrzostwo. Potem, w latach siedemdziesiątych, pracował za granicą, m.in. w Feyenoordzie Rotterdam, w najlepszych klubach wiedeńskich, w Grecji. Ta postać dlatego jest ważna, że potem już żaden polski trener klasowych zespołów nie prowadził.

Najlepszy polski trener w historii, Kazimierz Górski, został legendą w Grecji, i tylko tam. W jego ślady próbował iść Jacek Gmoch. Henryk Kasperczak związany był z piłką afrykańską. Jerzy Engel zdobywał trofea na Cyprze. Maciej Skorża odniósł sukces w Japonii. Epizod trenerski miał w USA Piotr Nowak. Kilku Polaków pracowało w krajach arabskich. I to wszystko. Osiągnięć – jak na lekarstwo. Nie ma w tym przypadku. Także dlatego określenie „polska myśl szkoleniowa” brzmi ironicznie.

Od jakiegoś czasu panuje przekonanie, że polską reprezentację powinni prowadzić polscy trenerzy, rzekomo lepiej znający naszą mentalność, łatwiej trafiający do piłkarzy. Selekcjonerami bywały też osoby zza granicy, ale tylko Beenhakkerowi udało się stworzyć coś wartościowego. Kolejni nie poszli w jego ślady tylko dlatego, że prezesi PZPN podejmowali złe decyzje. A podejmowali je jednoosobowo, co biorąc pod uwagę rangę tego stanowiska i gigantyczne zainteresowanie całego kraju, jest absurdem. Cezary Kulesza mógł zatrudnić swego kumpla Probierza, a cała piłkarska Polska musiała to akceptować.

Jan Urban wydawał się najlepszym spośród polskich kandydatów, jego zespół próbował grać z większym polotem, ale tylko trenerskiej niekompetencji zawdzięczamy brak awansu na Mistrzostwa Świata. Pokonała nas osłabiona wówczas Szwecja, bo Urban nie pamiętał, że bez defensywy niczego się w futbolu nie osiągnie. A nasza obrona i bramkarz zrobili wiele, by to rywal cieszył się z awansu. Nie wystarczyło strzelić w Sztokholmie trzy gole, skoro podarowaliśmy gospodarzom jeszcze więcej.

Kiedyś Polska łatwo ogrywała takie zespoły, jak Bośnia. Teraz połamała sobie na niej zęby. Nie tylko dlatego, że trzeba było grać przez niemal cały mecz bez napastnika. Żal było patrzeć, jak nasza ikona, najlepszy piłkarz w historii, męczy się próbując nawiązać do lepszych czasów. Za to akurat trenera winić nie można, ale za inne decyzje – jak najbardziej. Czy jego zasługą jest dokonanie zmian, po których zespół zaczął po przerwie grać lepiej? Trzeba raczej mówić o błędnie zestawionym składzie wyjściowym. Mając kogoś tak obiecującego, jak Nowak, wystawił słabego Ślisza. A co na lewej obronie robił Kiwior? Przy czteroosobowej defensywie trzeba mieć gracza lewonożnego. Takiego, jak Michał Gurgul. Urban za nim nie przepada, tymczasem nie ma wątpliwości, że młody Lechita wypadłby dużo lepiej niż wstydliwie zdjęty w przerwie z boiska, ośmieszany przez Bajraktarevicia Kiwior.

Nie ma kraju, w którym nie pracowaliby trenerzy z Holandii. A jednak drużynę narodową tego kraju prowadzi aktualnie Hiszpan, mówiąc ściślej – Katalończyk. Zagranicznych trenerów mają cieszący się wielką liczbą piłkarskich talentów Belgowie. Nawet zadufani w sobie Anglicy zatrudniają od czasu kogoś z kontynentu, bo to żaden wstyd. Patrząc na to, jak bardzo w koszulce z orłem męczą się piłkarze wyróżniający się w swych zagranicznych klubach, nasuwa się myśl, że i trener powinien pochodzić z lepszego świata. Trzeba tylko dobrze trafić z wyborem. Właśnie z tym jest problem, gdy prezes PZPN, czyli pan i władca polskiego futbolu, nie za bardzo się na nim zna.

Udostępnij:

Podobne

Było ciężko. Będzie jeszcze trudniej

Przerwa na zgrupowania reprezentacji, która wstrzymała wszystkie klubowe rozgrywki piłkarskie, jest dłuższa niż kiedykolwiek, aż trzytygodniowa. To dla piłkarzy Lecha dobra, ale i niepokojąca wiadomość.

Lech miażdży i bawi się grą

W Londynie Kolejorz przekonał się, jak wiele mu brakuje do dobrego europejskiego poziomu. Po trzech dniach sytuacja się odwróciła – teraz on pokazał niekwestionowaną wyższość