Lech do starcia w Belgii podchodził bez większych nadziei na korzystny wynik. Nawet sam Niels Frederiksen nie wierzył w odwrócenie losów tego dwumeczu. Celem było uniknięcie kompromitacji i wyjście z twarzą z pojedynku z Genkiem. To się udało. Kolejorz grając w eksperymentalnym składzie, po trafieniach Kornela Lismana i Leo Bengtssona,pokonał przeciwnika 2:1. Dało to cenne punkty do rankingu krajowego UEFA.
Już przed meczem kibice mogli mieć pierwsze powody do obaw, szczególnie gdy zobaczyli podstawowy skład desygnowany przez Nielsa Frederiksena. Znalazł się w nim od dawna krytykowany Bryan Fiabema, jeszcze niegotowy do gry w pierwszej drużynie Kornel Lisman oraz Pablo Rodriguez i Timothy Ouma, czyli zawodnicy, którzy nie prezentują się najlepiej w swoich pierwszych tygodniach w Poznaniu. Również blok defensywny został ustawiony w mocno eksperymentalnym ustawieniu. Obok Mateusza Skrzypczaka zagrał Wojciech Mońka, a Joao Moutinho z racji nieobecności swojego rodaka – Pereiry – został przesunięty na prawą stronę obrony. Nutką nadziei na uniknięcie kompromitacji był fakt, że również trener Genku postawił w dużej mierze na zmienników.
Lisman uratował pierwszą połowę
Od pierwszego gwizdka niecodzienny wyjściowy skład Kolejorza dawał o sobie znać. Gospodarze, mimo kilku rezerwowych na boisku, poczynali sobie bardzo swobodnie. Mieli dużo miejsca, by konstruować kolejne akcje, a piłkarze Nielsa Frederiksena głównie się temu przyglądali i zaledwie sporadycznie próbowali jakoś odpowiedzieć, jednak robili to w dość nieudolny sposób i nic z tego nie wynikało.
W końcu w 30. minucie wydarzyło się to, czego od dłuższego czasu można było się spodziewać. Po rzucie z autu zawodnicy Genku z bardzo dużym luzem wdarli się w pole karne Bartosza Mrozka. Wykorzystali bierność przeciwnika, który właściwie nie bronił, a stał w dużej odległości od siebie. Junya Ito nawet nie przejął się Michałem Gurgulem. Po odstawieniu młodego lewego obrońcy Lecha płaskim strzałem Japończyk wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Belgowie w spokojnym, wręcz spacerowym tempie w pełni kontrolował wydarzenia na placu gry. Na baczności musieli się mieć tylko przy stałych fragmentach gry pod własną bramką. Po jednym z nich blisko gola był Mateusz Skrzypczak.
Gdy już się wydawało, że przed przerwą nic się więcej nie wydarzy, to Kolejorz w końcu zaprezentował coś godnego pochwały. Bryan Fiabema dobrze poradził sobie z przeciwnikiem na plecach i sprytnym podaniem wypuścił w bój Kornela Lismana. Skrzydłowy popędził w stronę bramki przeciwnika i już nie dał się dogonić żadnemu z piłkarzy gospodarzy. Rozpędzony 19-latek wpadł w pole karne i świetnym strzałem przy bliskim słupku doprowadził do wyrównania i tym samym zdobył swoją drugą bramkę w pierwszej drużynie mistrza Polski. Niedługo później oba zespoły udały się do szatni na kwadrans wytchnienia.
Gol na wagę zwycięstwa
Na drugą połowę Niels Frederiksen na boisko wpuścił Leo Bengtssona oraz Gisliego Thordarsona. To właśnie dzięki tej dwójce po zaledwie 10 minutach Lech objął prowadzenie. Po faulu na Islandczyku sędzia podyktował rzut wolny. Do piłki ustawionej ponad 20 metrów od bramki przeciwnika podszedł Szwed. Zdecydował się na uderzenie i jak się okazało, była to najlepsza możliwa decyzja. Skrzydłowy strzelił idealnie nad murem i na tyle blisko słupka, że bramkarz gospodarzy nie był w stanie interweniować. Dla Bengtssona było to już trzecie trafienie po przenosinach do Poznania.
W 70. minucie skrzydłowy ze Szwecji po wielkim błędzie defensywy Genku był bardzo bliski skompletowania dubletu, jednak uderzył minimalnie niecelnie. Lech po przerwie prezentował się o wiele lepiej niż w pierwszej połowie. Przede wszystkim potrafił bardziej przeciwstawić się przeciwnikowi, który już nie był w stanie tak swobodnie sobie poczynać na placu gry.
Gent był nieco podrażniony wymknięciem się meczu spod kontroli i próbował po raz drugi trafić do bramki Bartosza Mrozka, by przynajmniej uniknąć porażki. Mimo prób to się nie udało, a piłkarze Nielsa Frederiksena też już nie byli w stanie strzelić więcej goli. Lech wygrał po trafieniach Kornela Lismana i Leo Bengtssona. To zwycięstwo jest o tyle ważne, że pozwoliło Kolejorzowi wyjść z twarzą z dwumeczu, a dodatkowo Polska zainkasowała kluczowe punkty do rankingu krajowego UEFA, w którym jako kraj walczymy o najlepszą dziesiątkę w Europie.
Mikołaj Duda



