Wszystkie polskie kluby z awansem do fazy ligowej europejskich pucharów? Kiedyś było to niewyobrażalne. Powtarzały się lata, gdy już w sierpniu przedstawiciele ekstraklasy byli w komplecie poza rozgrywkami. Mówiąc elegancko – mogli się skupić na rywalizacji w naszej lidze. Dotyczyło to także Lecha, który w dwóch ostatnich dekadach tylko kilka razy pokazywał się jesienią w Europie. Teraz wystarczyło mu ograć Islandczyków, by sobie zaklepać Ligę Konferencji. Na więcej nie wystarczyło szczęścia w losowaniu, ale przede wszystkim piłkarzy.
Lech, jako klub wyjątkowy, ma przypadłości, z których nijak nie może się wyleczyć, nikt nie znajduje na nie sposobu. Nie zdarza się, by drużyna po kolei przegrała tyle finałów Pucharu Polski. Z czego to wynika? Na ten temat można byłoby popełnić niejedną rozprawę z dziedziny teorii sportu, psychologii sportowej, zarządzania klubami piłkarskimi. Nie do pojęcia jest też brak umiejętności skonsumowania sukcesu. Od czasu przejęcia klubu przez koncern z Wronek, czyli od 2006 roku udało się zdobyć cztery mistrzowskie tytuły. Za każdym razem triumfująca w kraju drużyna przystępowała do pucharowych bojów bardziej lub mniej osłabiona, z różnych zresztą przyczyn. Teraz miało być inaczej, władze klubu wcale nie tak nieśmiało mówiły o awansie do Ligi Mistrzów. I znów nic z tego.
Chcąc osiągnąć sukces, trzeba sobie pomóc, nastawić się na skuteczne działania. Nic nie przychodzi za darmo. Losowanie było fatalne, to fakt, ale czy w sytuacji, z którą mieliśmy do czynienia, czyli niezdolności do gry wielu klasowych zawodników, można było nawiązać równorzędną walkę z Crveną zvezdą? Przebieg meczu w Poznaniu pokazał, że nie bardzo, różnica w umiejętnościach i sile fizycznej była zbyt duża. Z drugiej jednak strony FC Pafos nie ma w składzie wielkich gwiazd. Drużyna jest umiejętnie budowana, większość zawodników warta jest ok. miliona euro. Przede wszystkim jest zmotywowana, walcząca do końca, bo taki cel postawili majętni właściciele. W Lidze Mistrzów meldują się kluby z Kazachstanu, Azarbejdżanu. Mistrz Polski nie dał rady, ale co najgorsze nie ma gwarancji, że następnym razem będzie inaczej.
Nie tylko kontuzje okazały się zmorą Lecha. Przegrał też z własnymi słabościami. Z błędami, często na poziomie juniorskim, z fatalnie grającą defensywą, w zadziwiający sposób ułatwiającą zadanie przeciwnikom. Bez solidnych, zgranych obrońców nie ma szans na sukces z przeciwnikami teoretycznie lepszymi. Jak wiemy od dawna, jest to główna broń zespołów ligowych przyjeżdżających na Bułgarską. Dobrze byłoby się dowiedzieć, jakie były prawdziwe przyczyny odejścia Bartosza Salamona. Ktoś taki byłby teraz na wagę złota, wiemy przecież, czego w niemal każdym meczu dopuszczają się Skrzypczak, Gurgul. Douglas, nawet Moutinho. Dziś przydałby się także Hotić ze swymi umiejętnościami i doświadczeniem w rywalizacji na wysokim poziomie.
Inna sprawa, to bardzo późne sprowadzanie do Poznania nowych zawodników. Sousa do dziś nie ma wartościowego następcy, a sprowadzanie zmiennika Ishaka jest już klubową legendą. Za chwilę zamyka się okienko transferowe, a spekulacje wciąż trwają. Czy pozyskanie Pululu to temat zastępczy, podobnie jak inne przecieki? Za kilka dni się przekonamy, ale już dziś możemy powiedzieć z całą pewnością, że jeżeli klub sam sobie nie pomoże, to wielu punktów w Lidze Konferencji, przy obecnych problemach kadrowych, nie zdobędzie.




