Nie warto na sobotni mecz Lecha z Lechią Gdańsk zabierać termosu z gorącym napojem. Każdy chętny kibic zostanie na stadionie poczęstowany herbatą. Bardzo natomiast przyda się koc, zwłaszcza gdy zajmie się miejsce na trybunie im. Teodora Anioły, czyli twarzą do wiejącego mocno ze wschodu, potęgującego odczuwanie lodowatego chłodu wiatru. Żaden z piłkarzy Lecha prawdopodobnie nigdy nie grał przy kilkunastostopniowym mrozie, a taki jest prognozowany. Z pewnością będzie to nowość dla pochodzącego z zimnej Skandynawii trenera.
Niels Frederiksen zauważył przy tym, że nietypowa będzie tylko temperatura. Nie zmienią się zasady gry w piłkę nożną, rozmiary boiska. Nie można jednak wykluczyć, że piłkarze będą mieć problem z oddychaniem, muszą sobie jednak poradzić, zresztą obie drużyny znajdą identyczne warunki. Trudno przewidzieć, jak na nie zareagują, ale nie tylko to jest niewiadomą. Jest to pierwszy mecz w roku, rozegrany zostanie po półtoramiesięcznej przerwie i kilkutygodniowych przygotowaniach. I Lechia, i Lech mają za sobą obozy treningowe zorganizowane w ciepłych krajach. Lechia była w Turcji, a Lech w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, gdzie panowały warunki kompletnie inne od tych, z jakimi piłkarze będą się zmagać w sobotę. Formę drużyn trudno określić. Gdańszczanie, mający mniej liczną kadrę, rozegrali cztery sparingi, gdy każdy piłkarz Lecha mógł się sprawdzić tylko przez półtora meczu. Ostatni występ w Abu Zabi, rozegrany tuż przed powrotem do Poznania, był całkowicie nieudany.
Wynik ligowego starcia trudno byłoby przewidzieć nawet gdyby warunki były wiosenne. Pierwsze mecze zawsze są niewiadomą, nie ma znaczenia, że jedna z drużyn jest faworytem, a w takiej roli z pewnością wystąpi Lech. Jest mistrzem Polski, ma w składzie bez porównania wartościowszych zawodników. Zagra u siebie, wygrał dwie poprzednie konfrontacje. Jest mocniejszy niż jesienią, mimo iż tylko jeden kontuzjowany zawodnik wraca do gry. Jest nim jednak Patrik Walemark, jeden z tych graczy Kolejorza, o których się mówi, że potrafią zapewnić zwycięstwo niemal w pojedynkę. Przez pół roku nie grał w piłkę lecząc poważny uraz mięśniowy, ale pokazał się już przez 23 minut w sparingu. Jego występ był obiecujący, akcją w swoim stylu i dośrodkowaniem wywalczył gola. Teraz ma zagrać dłużej, choć trener podkreśla, że wciąż trzeba stopniowo dawkować mu wysiłek.
Lechia nie jest łatwym przeciwnikiem. Gra ofensywie, strzela najwięcej w lidze bramek, ma w składzie najskuteczniejszego aktualnie ligowego snajpera, Słowaka Bobcka. Zaczęła rozgrywki z punktami ujemnymi za wykroczenia finansowe, ale straty stopniowo odrabia i jest na dobrej drodze, by wygrzebać się ze strefy spadkowej. Z pewnością nie zastosuje w Poznaniu taktyki defensywnej, nie ograniczy się do przeszkadzania. Lechowi w to graj, bo kiepsko sobie radzi z zespołami nisko broniącymi i szukającymi szczęścia w fazach przejściowych. Niels Frederiksen twierdzi, że przy swoim stylu, gdy chce dominować, Lech zawsze będzie narażony na kontrataki. Jednak i przez całą jesień, i podczas ostatniego sparingu w Abu Zabi widzieliśmy, jak wiele błędów podopieczni duńskiego trenera popełniają głupio tracąc piłkę podczas akcji ofensywnych. Każda taka pomyłka stwarza rywalom szansę na szybki atak.
Trener nie widzi problemu z brakiem w klubowej kadrze „szóstki”. W sobotę ma szansę to potwierdzić. Rolę tę pełni z konieczności Kozubal, który nie jest typowym defensywnym pomocnikiem. Thordarson dopiero kończy kurację, w sobotę na ławce Lecha już zasiądzie. Radosław Murawski potrzebuje jeszcze tygodni, by w pełni się wyleczyć i wrócić do drużyny. Ouma z przyczyn dyscyplinarnych trenował zimą z rezerwami. Nie ma jeszcze decyzji, czy wróci na Bułgarską, a jeżeli nawet tak się stanie, to trudno liczyć na człowieka pozbawionego poczucia odpowiedzialności. Według doniesień medialnych klub zabiega o transfer „szóstki”, i to nie na pół sezonu, ale na dłużej, padają nawet nazwiska piłkarzy, którzy mogliby do Poznania trafić. Póki co trener musi panować nad środkiem pola wykorzystując tych graczy, których ma w kadrze.



