Szczęście wraca do Lecha

Wynik – pokonanie 3:1 Górnika Łęczna – wskazuje na bezdyskusyjne zwycięstwo Kolejorza. Przez dużą część meczu wisiało on jednak na włosku. Pomogły niebywała nieskuteczność gości w pierwszej połowie, gdy Lech dawał się żałośnie ogrywać i liczebne osłabienie rywala po przerwie. Aż nie chce się wierzyć, ale to dopiero drugie zwycięstwo mistrza Polski na własnym boisku w rundzie jesiennej. Więcej nie będzie. Po przerwie na mecze reprezentacji zacznie się runda rewanżowa.

„Specjalnością” Lecha jest w tym sezonie błyskawiczne tracenie bramek, czasami nawet kilku. Tym razem było odwrotnie. Ledwo upłynęły trzy minuty meczu, a udało się rozegrać efektowną akcję. Z lewego skrzydła na prawe poszło bardzo dokładne podanie do Lovrencsicsa. Ten dośrodkował, a Maciej Gajos głową strzelił gola. Wydawało się, że Lech pójdzie za ciosem. W pierwszych minutach meczu miał zdecydowaną przewagę, grał z rozmachem, szturmował bramkę Górnika. Potem wszystko „siadło”, wróciły demony z początku sezonu.

Goście zabrali się do odrabiania straty, a czynili to mądrze i dokładnie, choć na szczęście dla Lecha nieskutecznie. Dobrze się ustawili, często przechwytywali piłkę i natychmiast kierowali ją do przodu. Wystarczyło kilka sekund i kilka podań, by obrona gospodarzy znalazła się w poważnych opałach. Drużyna z Łęcznej grała tak, jak powinien Lech – z polotem, umiejętnie wyprowadzała kontry. Mogła strzelić kilka bramek, nie dopisało jej jednak szczęście, brakowało też dokładności. Na katastrofalnym poziomie grało dwóch zawodników Lecha: Ceesay, który raz po raz tracił piłkę albo kierował ją byle gdzie, żałośnie dawał się ogrywać i Kamiński, po którego szkolnych błędach kilka razy pod bramką Buricia było bardzo groźnie.

Jakimś cudem Lech dotrwał do przerwy bez straty gola. Na drugą połowę wyszedł w zmodyfikowanym ustawieniu. Gajos został wycofany na pozycję defensywnego pomocnika, rozgrywającym został Linetty, zszedł z boiska Trałka. Zastępujący go Tetteh uporządkował grę drużyny w środku pola. Odbierał rywalom piłkę, dobrze ją wyprowadzał do przodu, obsługiwał kolegów długimi i celnymi podaniami. To teraz czołowy gracz swojej drużyny. Łęczna nie radziła już sobie tak dobrze, jak w pierwszej połowie, a kiedy za drugą żółtą bramkę zszedł z boiska jej pomocnik Pruchnik, natychmiast się poddała. Lech osiągnął dużą przewagę i choć ciągle brakuje mu dokładności w rozgrywaniu piłki, a poczynaniami ofensywnych graczy rządzi przypadek, to mnożyły się dobre okazje bramkowe.

Mecz został rozstrzygnięty, gdy Linetty obsłużył Gajosa, a ten oddał strzał, po którym piłka wturlała się do bramki tuż przy słupku. Pewny już swego Lech grał na luzie, tworzył sytuacje bramkowe. Jedną z nich wykorzystał, gdy Ceesay podał z prawej strony do czekającego pod bramką Linettego, ten zaś z bliska zdobył gola wieńcząc swoją bardzo dobrą grę w tym spotkaniu. Powinny paść kolejne bramki dla Lecha, bo Górnik stracił chęć do gry. Uśpił tym Lecha i w samej końcówce wyprowadził skuteczną kontrę. Po długim rajdzie Nowaka, któremu nikt nie potrafił odebrać piłki gola zdobył lewy obrońca Leandro.

Lech Poznań – Górnik Łęczna 3:1.

Bramki: Gajos (5, 71), Linetty (81) – Leandro (90).

Kartki – Trałka (żółta) – Piesio (żółta), Pruchnik (czerwona za dwie żółte).

Widzów: 23,2 tysiąca (w tym ponad 10 tysięcy gimnazjalistów)

Lech:  Jasmin Burić – Kebba Ceesay, Marcin Kamiński, Paulus Arajuuri, Barry Douglas – Łukasz Trałka (46. Abdul Aziz Tetteh), Karol Linetty – Gergo Lovrencsics (76. Dariusz Formella), Maciej Gajos, Szymon Pawłowski – Kasper Hamalainen (71. Denis Thomalla).

Górnik: Silvio Rodić – Paweł Sasin (83. Wojciech Kalinowski), Tomislav Bożić, Lukas Bielak, Leandro – Maciej Szmatiuk (75. Przemysław Pitry), Rafał Próchnik – Grzegorz Bonin, Tomasz Nowak, Grzegorz Piesio – Bartosz Śpiączka.

Udostępnij:

Podobne

Czekając na Grbicia polskiego futbolu

Spośród wszystkich Polaków, którzy oglądali poniedziałkowy mecz ze Szwecją,  tylko ludzie Lecha Poznań mogą czuć satysfakcję. Błysnął w nim piłkarz Kolejorza Patrik Walemark. Był nie

Było ciężko. Będzie jeszcze trudniej

Przerwa na zgrupowania reprezentacji, która wstrzymała wszystkie klubowe rozgrywki piłkarskie, jest dłuższa niż kiedykolwiek, aż trzytygodniowa. To dla piłkarzy Lecha dobra, ale i niepokojąca wiadomość.

Lech miażdży i bawi się grą

W Londynie Kolejorz przekonał się, jak wiele mu brakuje do dobrego europejskiego poziomu. Po trzech dniach sytuacja się odwróciła – teraz on pokazał niekwestionowaną wyższość