Strzelanina w Ogródku

Aż pięć bramek padło w meczu drugoligowej Warty z Gryfem Wejherowo, z czego dwie najważniejsze w ostatnich minutach. Zielonym udało się ograć Gryfa Wejherowo 3:2 i zachować pozycję lidera z przewagą jednego punktu nad Chrobrym Głogów. Mecz był widowiskiem ciekawym, a goście wcale nie musieli wyjeżdżać z Poznania bez punktów.

Zaczęło się od gola dla Warty Pawła Piceluka, któremu pomogli obrońcy Gryfa i niepewnie interweniujący bramkarz. Gościom udało się wyrównać jeszcze w pierwszej połowie, po dobrze rozegranym rzucie rożnym. Wydawało się, że wynik ten utrzyma się do końca spotkania, ale kwadrans przed ostatnim gwizdkiem na dobrą pozycję wyszedł Grzegorz Rasiak, który pewnym strzałem uzyskał prowadzenie dla Zielonych. Nie utrzymali oni jednak korzystnego rezultatu. Kilka minut przed końcem spotkania, po kolejnym rzucie rożnym, Gryf znów wyrównał. Warta nie poddała się, przeprowadziła udany atak w ostatnich sekundach. Karol Gregorek wpadł w pole karne, wymanewrował obrońców i bramkarza zapewniając swojej drużynie zwycięstwo.

Warta zagrała w składzie: Adrian Lis – Dawid Jasiński (71’ Michał Ciarkowski), Łukasz Jasiński, Alain Ngamayama, Przemysław Kocot – Błażej Nowak, Maciej Scherfchen, Artur Marciniak (56’ Michał Goliński), Karol Gregorek, Mateusz Maruniak (90’ Dawid Czerniejewicz), Paweł Piceluk (61’ Grzegorz Rasiak).

Udostępnij:

Podobne

Nie dzielą skóry na niedźwiedziu

Mimo wysokiego zwycięstwa Lecha w Danii, który jest teraz niewątpliwym faworytem rywalizacji, sprawa awansu nie została rozstrzygnięta. Trener Freferiksen przekonuje swych graczy, że wszystko może

Za darmo punktów nie przyznają

Chyba jeszcze nigdy w historii na Lecha nie spłynęło tak wiele pochwał. Za dobre i konsekwentne zarządzanie klubem, za rozsądną politykę finansową, za wizjonerstwo, którego

Bez pomysłu, bez pewności siebie, bez goli

Nie tak miała wyglądać inauguracja rozgrywek ligowych przez mistrza Polski. Spłynęło na niego ostatnio mnóstwo pochwał, zaczął się jawić jako wschodząca potęga nie tylko krajowego

Przyjaźń? Byle nie na boisku

Na niczym Lech gorzej ostatnio nie wychodzi niż na tzw. meczach przyjaźni. W poprzednim sezonie przyszły mistrz Polski rozgrywał dwa takie dwumecze, a w każdym