Mission impossible? W ojczyźnie futbolu sensacje też się zdarzają

W Londynie będzie bez porównania trudniej niż w Zabrzu. Grając równie słabo w obronie, popełniając dramatyczne błędy podczas rzutów rożnych, poddając się w ostatnim kwadransie, można doprowadzić do sytuacji, której boją się kibice Lecha, czyli do wysokiej porażki. Cristal Palace nie jest w wysokiej formie, w lidze radzi sobie marnie, ale na gorsze wydanie Lecha Poznań jakości ma aż nadto.

Piłkarze Lecha, którzy kilka dni przed inauguracją rozgrywek Ligi Europy spotkali się z dziennikarzami zgodnie twierdzą, że nie są bez szans w konfrontacji z ekipą występującą w najbogatszej, znajdującej się w centrum zainteresowania całego świata lidze. Możliwość gry z mocnym zespołem traktują jako rodzaj nobilitacji i szansę sprawdzenia się. W futbolu nikt nikomu niczego nie daje z góry, wszystko można sobie wywalczyć, choć nie będzie łatwo sprostać zawodnikom wartym po 20-30 milionów euro. Sam Ismaila Sarr, reprezentant Senegalu, jest warty niemal tyle, na ile szacuje się całą kadrę Kolejorza.

– Zmierzymy się z bardzo, bardzo mocną drużyną, rywalizującą w najlepszej lidze świata. Jakość piłkarzy Cristal Palace jest bardzo wysoka, ale jeśli mamy się rozwijać, to gra z nimi ma dla nas dużą wartość. My, jako Skandynawowie dorastaliśmy piłkarsko obserwując Premier League, to zainteresowanie i ten podziw pozostały do dziś, więc rozegranie takiego meczu będzie dla nas szczególnie ciekawe – mówi Mikael Ishak, kapitan Lecha.

W Szwecji, z której się wywodzi, liga angielska jest bardzo popularna. Trafia tam wielu Skandynawów, dla których jest to spełnienie życiowego marzenia. Dlatego najbliższy mecz będzie dla kapitana Lecha i jego skandynawskich kolegów wyjątkowym doświadczeniem. Mika nie chce spekulować, na ile punktów w Lidze Europy Lech może liczyć. Gra jeszcze się nie zaczęła, trzeba kroczyć od meczu do meczu. Grupa jest bardzo mocna, ale nawet w takiej wiele można ugrać.

To, że po czterech kolejkach Cristal Palace zajmuje dopiero 16, czyli piąte od końca miejsce z dorobkiem trzech punków za jeden wygrany mecz, że w pozostałych schodził z boiska pokonany, nie ma dla zespołu z polskiej ekstraklasy żadnego znaczenia. Ostatnio uległ u siebie beniaminkowi Ipswich Town 2:3 tracąc gola w samej końcówce, ale od 34 minuty musiał występować w osłabieniu. „Orły”, bo taki przydomek ma ekipa występująca na londyńskim Selhurst Park, nie słynie z gry ofensywnej. Często oddaje rywalom piłkę, próbując strzelać gole po szybkich atakach.

Lechowi w ostatnio rozgrywanych pucharowych meczach wyjazdowych udawało się zaskakiwać mocne ekipy. Tak było w Belgradzie, w Genk, w Krakowie, gdzie występował w poprzednim sezonie Szachtar. Także mistrz Danii nie miał u siebie w meczu z Kolejorzem wiele do powiedzenia. Trudno będzie teraz taki scenariusz powtórzyć, choć Lech ma graczy ofensywnych, których stać na wiele. Sayyadmanesh i Walemark nie przestraszą się angielskich obrońców, potrafią ich zaskoczyć. Pytanie tylko, czy nie powtórzą się błędy w defensywie. I czy w pewnym momencie nie posypie się taktyka. W Zabrzu Lech przestał grać w piłkę. W czwartek takie zachowanie miałoby skutki bardzo przykre.

Lech nie udaje się na Wyspy, by tam zadebiutować. Mierzył się już z potęgami angielskiego i szkockiego futbolu – z Liverpoolem, ManCity, Rangers FC. Za każdym razem daleki był od zdobycia choćby punktu. To nie może trwać w nieskończoność, nawet jeśli ugranie czegokolwiek jawi się jako mission impossible.

Udostępnij:

Podobne

Wojciech Mońka pokaże się w Europie

Podczas spotkania z dziennikarzami, poprzedzającego pierwszy mecz Lecha w Lidze Europy, obrońca Wojciech Mońka podzielił się przemyśleniami na temat konfrontacji z mocnymi drużynami, wysokiej częstotliwości

Mistrz zagra z wicemistrzem. Prawo serii?

Gdyby Lechowi udało się pokonać w Zabrzu Górnika, zanotowałby sześć kolejnych ligowych zwycięstw. Biorąc pod uwagę specyfikę ekstraklasy, gdzie każdy może wygrać z każdym, wyrównany