Jednym z strzelców goli w całkiem niedawnym spotkaniu fazy grupowej Ligi Mistrzów był – wtedy kompletnie anonimowy w Poznaniu – Luis Palma. Fani Lecha, którzy mogli oglądać to spotkanie, mieli prawo sobie wyobrazić takiego skrzydłowego na Bułgarskiej, jednak na tamten moment nie było nawet procenta szans na pozyskanie go. Trochę czasu minęło, kariera Honduranina nie potoczyła się do końca tak, jakby sam chciał i takim sposobem znalazł się w drużynie Nielsa Frederiksena.
Przenosiny do Szkocji i gra w Lidze Mistrzów
Luis Palma swoją przygodę w Europie zaczął od Grecji. Tam zasilił szeregi Arisu Saloniki. Pierwsze pół roku upłynęło mu głównie na adaptacji w nowych warunkach, jednak i tak zdążył w 11 występach dwa razy pokonać bramkarza rywala. Jak się okazało, już następny sezon miał okazać się dla Honduranina przełomowy. Stał się gwiazdą swojego zespołu, grał regularnie, co przełożyło się na 29 rozegranych spotkań, ponad półtora tysiąca minut i aż 11 bramek. Spisywał się na tyle dobrze, że zwrócił uwagę większych klubów i finalnie trafił do szkockiego Celticu Glasgow.
– W swoim pierwszym sezonie, gdy Celtic przechodził z systemu Ange Postecoglou do stylu Brendana Rodgersa, jego mocne strony naprawdę się wyróżniały. Oferował wysoką jakość przy stałych fragmentach gry, miał smykałkę do strzałów z dystansu i wnosił kreatywność podaniami. Jego umiejętność dryblingu również była na plus. Te cechy były dużym atutem w okresie tej zmiany – opisuje początki Palmy w nowym klubie Craig Finn, redaktor naczelny portalu „CeltsAreHere”.
– Dośrodkowania i strzały – to były jego największe atuty. Udowodnił to w swoim pierwszym sezonie, kiedy notował gola lub asystę średnio co 97 minut, w tym 2 gole w Lidze Mistrzów w 5 meczach. Najlepszy okres Palmy w Glasgow to było zaledwie 20 miesięcy temu. Wtedy miał miejsce ligowy mecz z Aberdeen, w którym Honduranin popisał się zdobytą bramką i dwoma asystami. Niestety później już tak dobrze nie było – twierdzi Paul John Dykes, prowadzący podcast „A Celtic State of Mind”, czyli największego medium mówiącego o Celticu.
Rzeczywiście, pierwszy sezon Palmy w barwach klubu z Glasgow przedstawia się imponująco. Szybko wywalczył miejsce w drużynie i stał się jej ważną częścią. Regularnie występował w podstawowym składzie lub przynajmniej wchodził z ławki rezerwowych. Był przy tym skuteczny i odwdzięczał się trenerowi za zaufanie. W 36 meczach zagrał przez blisko dwa tysiące minut, strzelił 10 goli i zaliczył tyle samo asyst. Warto dodać, że dwie z tych bramek zdobył w fazie grupowej Ligi Mistrzów przeciwko Atletico Madryt i Feyenoordowi Rotterdam.
– Czasami zawodziło go podejmowanie decyzji – decydował się na strzał, mimo że lepszą opcją było podanie, albo zagrywał niedokładne piłki, które przerywały obiecujące akcje. Mentalnie wydaje się być zawodnikiem zależnym od pewności siebie. Gdy brakuje mu wiary we własne możliwości, widać to wyraźnie w jego mowie ciała i ogólnym wkładzie w grę, potrafi wyglądać na zagubionego – mówi nam o słabszych stronach skrzydłowego pierwszy wspomniany dziennikarz.
– Jak na skrzydłowego, miał problemy z mijaniem rywali, być może przez brak szybkości, choć technicznie wyglądał dobrze. Dla porównania – skrzydłowi lepiej pasujący do systemu trenera Rodgersa, tacy jak Maeda czy Kuhn, dysponują ogromną szybkością. Wielu z nas uważa, że lepiej pasowałby na pozycję numer „10”, ale Celtic nie gra w takim ustawieniu. Brakuje mu szybkości, by grać na skrzydle, ale ma kreatywność i mógłby sobie poradzić jako ofensywny pomocnik – dodaje Dykes, autor kilku książek na temat Celticu.
I kontynuuje: – To mentalność była głównym powodem, dla którego się nie przebił w Celticu. Tutaj wymaga się zaangażowania przez całe 90 minut, niezależnie czy to mecz z niżej notowanym rywalem czy Liga Mistrzów. Sama technika to za mało – Palma ją miał, ale brakowało mu mentalności zawodnika Celticu. Kibice cenią zawodników, którzy zawsze dają z siebie wszystko. Można mieć wielkie umiejętności, ale jeśli ktoś nie przykłada się do gry, nigdy nie zostanie zapamiętany z sympatią.
Drugi sezon Palmy w Szkocji to zdecydowanie gorszy czas. Właściwie spędził tam tylko rundę jesienną, bo w zimie został na pół roku oddany na wypożyczenie. Przez swoje ostatnie pół roku w Celticu przez zdecydowaną większość czasu siedział na ławce rezerwowych. Szans dostawał o wiele mniej, co przełożyło się na liczby w ataku, których zwyczajnie nie było – zero goli i zero asyst. Dlatego pytamy naszych obu rozmówców, skąd ich zdaniem wzięła się ta różnica w formie pomiędzy początkiem, a ostatnim okresem Honduranina w klubie
– Brendanowi trochę zajęło ustalenie swojej wyjściowej jedenastki. Żeby Palma mógł grać od początku, często przesuwano Maedę na prawą stronę – co nie jest jego naturalną pozycją – ale z powodu ograniczonych opcji ofensywnych, zdarzało się to często. Po przyjściu Nicolasa Kühna w styczniu Celtic zyskał bardziej naturalnego skrzydłowego na prawą stronę, a Maeda mógł wrócić na lewą flankę w pierwszym sezonie Rodgersa po powrocie. Luis stał się też mniej regularny, a jego początkowe obietnice zaczęły wygasać. W miarę upływu sezonu jego wpływ na grę był coraz mniejszy. Brakuje mu szybkości jak na skrzydłowego Celticu. Zespół stosuje wysoki pressing i mocno naciska rywali, a to zupełnie nie jest styl gry Luisa. Maeda został wybrany Piłkarzem Roku Celticu w poprzednim sezonie, kiedy Luis miał najmniej minut na boisku i ostatecznie został wypożyczony. Daizen był bezsprzecznie najlepszym zawodnikiem sezonu i nawet gdyby Luis grał dobrze, trudno byłoby go wygryźć ze składu – twierdzi Craig Finn.
– Brak minut, do tego Rodgers preferował innych skrzydłowych – wpływ miało też doświadczenie Forresta, waleczność Yangi i forma Kuhna. To nie była kwestia, że nagle „zapomniał jak się gra”. Prawie wszystkie jego dobre występy miały miejsce w pierwszych 6 miesiącach debiutanckiego sezonu. Czy był przykładem zawodnika grającego dobrze tylko wtedy, gdy wszystko sprzyja? Latem 2024/25 wyglądał obiecująco – strzelał gole w sparingach z Chelsea i Manchesterem City – ale w ciągu sześciu miesięcy rozegrał tylko 267 minut, po czym trafił na wypożyczenie do Olympiakosu.
Dla wielu punktem krytycznym był jego bezbarwny występ przeciwko Falkirk w Pucharze Ligi – opiniuje Dykes.
Jeden bardzo dobry sezon i zdecydowanie słabsza kolejna runda oraz wiosna na wypożyczeniu – o tym więcej w dalszej części tekstu. Mimo to Celtic decyduje się spróbować kolejnego transferu czasowego z opcją, że Lech wykupi go definitywnie. Pytamy o powody takich działań i czy w Glasgow wciąż pokładają nadzieje w swoim zawodniku.
– Klub nadal chce odzyskać dużą część zainwestowanych pieniędzy, a ponieważ nie odchodzi po świetnym sezonie, Celtic stosuje sprawdzoną metodę – wypożyczenie, by pokazać go potencjalnym chętnym przed ewentualną sprzedażą – mówi prowadzący podcast. – Nawet gdy Celtic potrzebował impulsu z ławki, Luis miał problem z uzyskaniem większej liczby minut. Powrót Joty w styczniu jeszcze bardziej zepchnął go w hierarchii, przez co nawet wejścia z ławki stały się rzadkością. Ostatecznie wypożyczenie było najlepszym rozwiązaniem zarówno dla zawodnika, jak i dla klubu – dodaje Craig Finn.
Do wypracowania pełnego obrazu Luisa Palmy w Celticu postanowiliśmy zapytać o opinie na temat tego zawodnika także inne osoby doskonale zorientowane w temacie klubu z Glasgow.
– Dla mnie głównym wspomnieniem związanym z Palmą jest frustracja. Widać było, że ma talent, ale po prostu nie potrafił grać z taką regularnością i jakością, jakiej potrzebowaliśmy. Nie był wystarczająco szybki, by minąć rywala i dojść do linii końcowej. To sprawiało, że często po prostu oddawał piłkę i zabijał tempo akcji, albo ścinał do środka, gdzie obrona już na niego czekała, bo nie miała problemów, by odczytać jego następny ruch. Mimo to czasami potrafił być na tyle kreatywny, by zakończyć akcję asystą lub golem, ale szczególnie po kilku pierwszych miesiącach nie był w stanie utrzymać formy. Sprawiał też wrażenie bardzo obojętnego w podejściu do porażek czy słabych występów. Kibice Celticu tego nie zaakceptują u żadnego piłkarza. Ten klub opiera się na bezwzględnym dążeniu do zwycięstw. To wymaga wyjątkowego nastawienia, którego Palma – jak się wydaje – nie ma – opisuje przygodę Honduranina w Szkocji John Hughes.
– Palma ma instynkt strzelecki i niepodważalne umiejętności techniczne. Świetnie dośrodkowuje. Brakuje mu szybkości, sprawia wrażenie powolnego i leniwego – czy to przez braki kondycyjne, czy podejście. Inni zawodnicy byli bardziej regularni, więc wyprzedzili go w hierarchii. To dobry piłkarz, ale nie pasował do systemu Celticu. Lepiej sprawdzi się w zespole grającym wolniej i pozwalającym na więcej czasu przy piłce. Trener go chwalił, ale i tak nie był uwzględniony w planach drużyny – twierdzi Liam Carrigan, bloger w „A Celtic State of Mind”
– Palma dysponuje świetną techniką, ale brakowało mu szybkości i siły fizycznej. Na początku wyglądał, jakby miał stać się ważnym zawodnikiem, ale rywale szybko go rozszyfrowali, a jego pewność siebie i zaangażowanie zniknęły. Po odejściu Harry’ego Kewella (członka sztabu szkoleniowego) Palma, podobnie jak koledzy, także stracił formę – mówi Sean Michel Connolly, australijski sympatyk wielokrotnego mistrza Szkocji.
– Nie trafił karnego i się z tego śmiał – dla mnie to było nie do zaakceptowania. Potem wykonał nieudane zagranie piętą w meczu z Aberdeen, co skończyło się stratą gola – to w moich oczach całkowicie go pogrążyło. Brakuje mu szybkości, fizyczności i mentalności, by grać na najwyższym poziomie. Wypożyczamy go, bo nie prezentuje poziomu, którego oczekujemy od zawodnika takiego klubu jak Celtic – dosadnie odpowiada Kevin Graham, współzałożyciel „A Celtic State of Mind”.
Zbierając w całość wszystkie opinie wyłania się dość spójny obraz nowego zawodnika Lecha. Luis Palma poza kilkoma miesiącami był mocno nieregularny w grze, brakowało mu też cech ambicjonalnych, zaangażowania i nie pracował dostatecznie w odbiorze piłki, co frustrowało kibiców, jednak w Glasgow podkreślają, że był dobrym duchem drużyny i nawet, gdy nie grał, podtrzymywał dobrą atmosferę w szatni. Swoim stylem zdecydowanie bardziej przypomina Aliego Gholizadeha, czyli jest świetnie wyszkolony technicznie, potrafi popisać się kreatywnością, jednak nie jest tak szybki i mobilny jak choćby Daniel Hakans. Przez to wiele osób sugeruje, że 25-latek z lepszym skutkiem mógłby poradzić sobie jako ofensywny pomocnik. W systemie Celticu nie mógł w pełni pokazać atutów.
Półroczne wypożyczenie do Grecji
Luis Palma po słabej rundzie w Celticu został oddany na półroczne wypożyczenie do Olimpiakosu Pireus. W Grecji, w której w przeszłości bardzo dobrze sobie radził, tym razem zawiódł. Nie można powiedzieć, że nie grał, bowiem dość regularnie dostawał szansę od trenera, ale nie było z tego wielu konkretów. W 12 meczach strzelił jednego gola i dorzucił jedną asystę, tylko że obie liczby zanotował w spotkaniu krajowego pucharu przeciwko AEK-owi Ateny. Mimo możliwości mistrz Grecji nie zdecydował się na definitywny wykup skrzydłowego.
– Najlepsze cechy, jakie zapamiętałem z pobytu Palmy w Olympiakosie, to jego technika i przyspieszenie przy kontratakach na zaawansowanej wysokości boiska. Tym, co wymaga poprawy, jest jego regularność, a z tym miał duży problem podczas krótkiego pobytu w Pireusie. Miał obiecujący początek. Choć nie był podstawowym zawodnikiem, robił postępy i odegrał dużą rolę w naszym zwycięstwie 6:0 z AEK w pierwszym meczu półfinałowym Pucharu Grecji. Jednak później jego forma zaczęła się chwiać, a Jose Luis Mendilibar pod koniec sezonu coraz mniej mu ufał. W rezultacie Olimpiakos nie zdecydował się na wykupienie go po zakończeniu wypożyczenia – mówi nam Stephen Kountourou, ekspert od greckiej piłki, specjalizujący się w Olimpiakosie.
Wydawało się, że Pireus to odpowiednie miejsce, gdzie Honduranin może odbudować formę, bo właśnie swoją dobrą postawą w Grecji zwrócił na siebie uwagę szkockiego giganta. Z drugim podejściem do gry w tym kraju było zupełnie inaczej. W Olimpiakosie nawet w najmniejszym stopniu nie nawiązał do swoich wyczynów z czasów gry w Arisie Saloniki.
– W Arisie Palma był centralną postacią zespołu. Cała gra ofensywna przechodziła przez niego, był prawdziwym talizmanem drużyny. Może właśnie dlatego nie odnalazł się ani w Celticu, ani w Olympiakosie. W styczniu uznano go za niezły ruch transferowy, ponieważ dobrze znał grecką Superligę. Ale u Mendilibara nigdy nie miał szansy otrzymać roli podobnej do tej z Arisu . Trener miał już swoich zaufanych zawodników, a drużyna funkcjonowała jako jeden spójny organizm – porównuje przygody Palmy w Arisie i Olimpiakosie prowadzący podcast „Hellas Football”.
Ciekawostka: jednym z konkurentów do gry na skrzydle dla Palmy był Kristoffer Velde, który przeniósł się do greckiego hegemona bezpośrednio po grze dla Lecha. Według statystyk Norwegowi szło nieco lepiej, jednak i tak niektóre informacje medialne wskazują na to, że jeszcze tego lata zmieni pracodawcę. Pytamy eksperta, jak można porównać obu zawodników i który z nich dysponuje większą jakością.
– Palma z Velde są do siebie bardzo podobni. Zarówno pod względem stylu gry, jak i pozycji. Co ciekawe, może właśnie dlatego obaj nie sprawdzili się w Olimpiakosie. Obaj to techniczni zawodnicy, którzy potrafią zdobywać bramki, gdy mają na to przestrzeń i okazję. Ale żaden z nich nie zdołał złapać rytmu ani regularności w Pireusie, i być może lepiej odnaleźliby się gdzieś indziej. Jeśli chodzi o wykończenie, Velde jest lepszym strzelcem, ale pod względem czysto technicznym Palma jest bardziej utalentowany – odpowiada Kountourou.
Luis Palma nie poradził sobie w klubach z naprawdę wysokiej półki, ale jego gole w Lidze Mistrzów, udane występy w Arisie Saloniki czy dobry początek w Celticu pozwalają wierzyć, że jak na warunki Ekstraklasy będzie to zawodnik robiący różnicę. Oczywiście ma swoje problemy, jednak w innym wypadku nigdy nie trafiłby do Polski. Małą próbkę umiejętności dał już w debiucie przeciwko Lechii Gdańsk, co pokazało, że z biegiem czasu Honduranin będzie stopniowo stawał się coraz istotniejszym elementem Nielsa Frederiksena. Zadania łatwego mieć nie będzie, bowiem jego bezpośrednim konkurentem ma być Leo Bengtsson, który od początku pokazuje się z bardzo dobrej strony.
Mikołaj Duda



