Przyjaźń? Byle nie na boisku

Na niczym Lech gorzej ostatnio nie wychodzi niż na tzw. meczach przyjaźni. W poprzednim sezonie przyszły mistrz Polski rozgrywał dwa takie dwumecze, a w każdym stać go było na ledwo jeden punkt. Spadkowicz Arka łatwo pokonała osłabionego czerwoną kartką Lecha u siebie, a na wyjeździe, żenująco stosując antyfutbol, zremisowała. Cracovia w pierwszym meczu sezonu zdemolowała Kolejorza w Poznaniu. Teraz historia się powtarza – znów trzeba inaugurować ligę spotkaniem z „Pasami”, a sędziować będzie pan Damian Sylwestrzak, o którym można powiedzieć wszystko oprócz tego, że w Poznaniu czekają na niego z otwartymi ramionami.

Kultywowana przez długie lata przyjaźń między kibicami, wzajemne się wspieranie to piękna sprawa. Nie ma jednak prawa przekładać się na wydarzenia boiskowe. Przyjaźń przyjaźnią, a sport sportem. Nie wolno dawać się ogrywać, zwłaszcza na własnym stadionie. To nieprawda, że cios zadany ręką przyjaciela mniej boli. Jest wprost przeciwnie. Rok temu wszystkie cztery gole Lech stracił po katastrofalnych błędach w defensywie. Po prostu podarował je Cracovii. Po tamtym spotkaniu mało kto wierzył, że Kolejorz obroni mistrzostwo. Lepiej nie myśleć, że porażka z przyjaciółmi ponownie okaże się dobrą wróżbą. Punkty są potrzebne od samego początku. Liga nie będzie już tak szalona, jak ostatnio, zbyt wiele ekip powalczy o to samo, co Lech. Dobry start ma duże znaczenie.

Obecna Cracovia nie jest taka sama, jak ta prowadzona przez Lukę Elsnera, która bezlitośnie wykorzystała prezenty od mistrza Polski. Wielu ważnych graczy odeszło, przyszli nowi, zmienił się trener. Niels Frederiksen powiedział poznańskim dziennikarzom, że zdając sobie z tego sprawę, oglądał sparingowe spotkania najbliższego ligowego rywala. Zauważył, że nie jest to zespół słabszy niż rok temu, choć przed rozpoczęciem rywalizacji trudno jego moc należycie ocenić. Żadna analiza nie będzie miała jednak sensu, jeśli piłkarze Lecha znów postąpią niefrasobliwie, wyręczą rywala w tworzeniu okazji bramkowych, będą mu asystować. Bez odpowiedzialności niczego się w futbolu nie wywalczy.

To będzie trzeci mecz Lecha w nowym sezonie, więc chociaż trzeba grać co kilka dni, to mówienie o zmęczeniu piłkarzy byłoby absurdem. Trener zapowiada zmiany w składzie wobec wtorkowego spotkania w Danii, ale będą one nieliczne. Nauczony przykrymi wydarzeniami na przykład w Gibraltarze Frderiksen chyba już nigdy nie wymieni prawie całej drużyny, nawet mając długą i mocną ławkę rezerwowych. Jak zapowiada, w meczu z Cracovią dokona więcej niż jednej zmiany, prawdopodobnie będzie ich kilka. Sztab szkoleniowy musiał zbudować wysoką formę zespołu już na początek rozgrywek, system pracy nad wytrzymałością trzeba było zmienić. Dopiero za kilka miesięcy przekonamy się, jak to wpłynie na formę zawodników.

Pytany przez dziennikarzy o Sayyadmanesha trener poinformował, że nie ma jeszcze mowy o jego 90-minutowej obecności na boisku. Przez dwa tygodnie nie trenował z drużyną, stać go tylko na krótki występ. Alex Douglas wciąż nie wznowił pełnych treningów, jego rekonwalescencja trwa i trwa. Na szczęście obrońców Lechowi nie brakuje, a fantastyczny gol zdobyty we wtorek przez Yegbe podkreśla wartość tego zawodnika. Jeżeli zdrowie dopisze jemu i Mońce Lech będzie miał mocny duet obrońców. Właściciel klubu zapowiedział, że nie chce transferować młodego Polaka już teraz. W grę natomiast wchodzi odejście z klubu Mrozka, Kozubala, Gurgula, oczywiście jeżeli pojawią się korzystne oferty. Na razie takich nie ma, więc nie można wykluczyć, że wszyscy ci piłkarze przetrwają w Lechu okienko transferowe.

Udostępnij:

Podobne

Przyjaźń? Byle nie na boisku

Na niczym Lech gorzej ostatnio nie wychodzi niż na tzw. meczach przyjaźni. W poprzednim sezonie przyszły mistrz Polski rozgrywał dwa takie dwumecze, a w każdym

Kłopot z kręgosłupem

Po wylosowaniu przez Lecha mistrza Danii wydawało się, że gorzej być nie może, że los znów okazał się okrutny. Najtrudniejszy w całej stawce przeciwnik trafił