Koncert Lecha w Danii. Do awansu tylko krok

Był niemrawy, niepewny początek, była zaskakująca niemoc i nerwowość na początku drugiej połowy, ale były i cztery piękne gole, w tym nieprawdopodobne uderzenie Yegbe. Lech wykorzystał osłabienie mistrza Danii po wyrzuceniu bramkarza, pewnie zwyciężył 4:1 i za tydzień mecz rewanżowy będzie formalnością. Nowe koszulki w niebiesko-białe pasy okazały się szczęśliwe.

Do bólu przewidywalnym okazał się Niels Frederiksen wyznaczający skład na pierwszy w sezonie mecz w europejskich rozgrywkach. Walkę o Ligę Mistrzów Lech zaczął w takim samym składzie, jak mecz o Superpuchar Polski. Można było spekulować, czy da szansę lepszemu w defensywie od Pereiry Gumnemu, czy na „dziesiątce” zamiast Rodrigueza pojawi się Palma, a na skrzydle Bengtsson. Wszystko jednak zostało po staremu.

Już pierwsze fragmenty meczu pokazały, że Lechowi nie będzie w Danii łatwo. Aarhus pokazało się jako drużyna dobrze zorganizowana, opanowała środkową strefę boiska, łatwo rozgrywała, utrzymywała się przy piłce, a gdy ją traciła, natychmiast przechodziła do pressingu. Lechowi z dużym trudem przychodziło utrzymywanie się przy piłce, a próby szybkich ataków źle się kończyły. Często piłkę tracił Walemark, koledzy wyrażali dezaprobatę do jego poczynań.

Lech miał górować doświadczeniem i spokojem, ale to Duńczycy pewniej się czuli, byli agresywni, silni, wygrywali indywidualne pojedynki. Goście zamykani byli na swojej połowie, nie radzili sobie z wyprowadzaniem piłki, bezładnie ją wybijał. Źle się to oglądało, można było czuć poważny niepokój, ale tylko przez pół godziny. Wreszcie nastąpił przechwyt piłki, została ona szybko rozegrana, Pereira uruchomił Ishaka, ten zaś oddał piękny strzał pod poprzeczkę i Lech wyszedł na prowadzenie.

Po pięciu minutach duński bramkarz, próbując powstrzymać szarżującego Palmę, odbił piłkę ręką poza polem karnym. Sędzia obejrzał tę sytuację na wideo i nie miał wątpliwości – ukarał winowajcę czerwoną kartką. Już było jasne, że Duńczykom trudno będzie stosować założoną taktykę, a goście potrafili liczebną przewagę zdyskontować.  Co prawda rezerwowy bramkarz zatrzymał piłkę po rzucie wolnym Palmy, ale chwilę później Kolejorz wygrał walkę o piłkę w polu karnym i Walemark pięknym strzałem wykorzystał krótkie odegranie Kozubala.

W drugiej połowie Lech próbował zwalniać grę, grać spokojnie, miał przecież wysokie prowadzenie i przewagę osobową. Jednak już po kilku minutach zachował się najgorzej, jak mógł. Najpierw nie popisał się Murawski, łapiąc najgłupszą możliwą żółtą kartkę przytrzymując piłkę. Został szybko zmieniony przez Jagiełłę. Potem prosta strata zakończyła się szybkim atakiem gospodarzy i golem. Przewaga szybko stopniała. Co gorsze, Lech długo nie potrafił się odnaleźć i grający w osłabieniu Duńczycy raz po raz meldowali się pod polem karnym Lisem. Mistrz Polski nagle zaczął grać elektrycznie, niepewnie, gubić się.

Źle to wyglądał, aż Lech wreszcie zagrał trochę spokojniej, wyprowadził akcję, asystę zaliczył środkowy obrońca Mońka, a drugi środkowy obrońca Yegbe popisał się kapitalnym strzałem z 30 metrów. Piłka leciała jak pocisk, otarła się o spojenie słupka i poprzeczki i wpadła do bramki. To było coś fantastycznego. Co więcej – koncert Kolejorza trwał. Fantastycznie zachował się Walemark przyjmując dalekie podanie, uprzedzając obrońcę i pewnie strzelając obok bramkarza.

Do końca nic się już nie zmieniło. Lech pokazał w Danii klasę, ale i miał momenty słabości. Jest nad czym pracować, ale i jest się z czego cieszyć

Udostępnij:

Podobne

Pucharowa droga Lecha Poznań

We wtorkowy wieczór Lech zagra pierwszy mecz w eliminacjach do Ligi Mistrzów. Jego rywalem będzie Aarhus GF. Rewanż w przyszłą środę przy Bułgarskiej. Właśnie się