Sensacji nie było. Lech nie dał szans Macedończykom

Rywalizacja o awans do drugiej rundy eliminacji Ligi Europy zakończyła się już w pierwszej połowie pierwszego spotkania. FC Pelister walczył dzielnie, ale dał się łatwo pokonać, po czterech bezbłędnie wykonanych przez Lecha stałych fragmentach gry. Nawet trener drużyny gości przyznał po meczu, że wiadomo już, kto wygrał walkę o awans. Rewanż za tydzień jest formalnością. Lech nie jest jeszcze w wysokiej formie, ale wszystko wskazuje, że szybko ją osiągnie.

Długo trwało, zanim Lech wszedł w ten mecz. Grał spokojnie, bez wielkiego zaangażowania, nie tworzył okazji bramkowych, przez pierwsze pół godziny tylko raz zagroził Macedończykom. Goście natomiast po 10 minutach byli bliscy sprawienia sensacji, gdy bardzo dobrze, kombinacyjnie rozegrali rzut rożny, a Putnocky po mocnym i celnym strzale z wielkim trudem sparował piłkę ponad bramkę.

Potem nastąpił szybki nokaut – dwa gole w minutę. Najpierw przedzierający się z piłką Nicki Bille został sfaulowany w polu karnym, ubłagał Jevticia, by pozwolił mu wykonać „jedenastkę” i ją wykorzystał. W następnej akcji Jevtić z rzutu wolnego wrzucił piłkę z boku boiska pod bramkę, gdzie świetnie się znalazł Situm. To nie był jeszcze koniec – po 8 minutach Majewski tak dobrze wykonał rzut wolny, że macedoński bramkarz nie zdążył nawet spojrzeć na wpadającą do siatki piłkę. Mógł paść kolejny gol, piłka jednak strzale Majewskiego odbiła się od słupka.

Trzeba przyznać, że wbrew oczekiwaniom goście nie murowani swojej bramki, grali odważnie, atakowali całą drużyną. Nie mogli jednak zrobić Lechowi krzywdy, bo brakowało im piłkarskiej jakości. Lech natomiast w drugiej połowie dołożył czwartego gola. Po rzucie rożnym znów głową uderzył Situm. Trener Bjelica twierdzi, że ten zawodnik potrafi grać jeszcze lepiej. Był najlepszym graczem spośród trzech nabytków, które kibicom pokazał Bjelica. Dilaver wystąpił jako stoper. Był pewny w interwencjach. Barkroth wszedł na ostatnie 20 minut i już po chwili wykonał rajd, po którym mógł paść gol. To szybki, zwinny, dobrze dośrodkowujący skrzydłowy.

Lech nie jest jeszcze dobrze zgrany, ale znalazł się na właściwej drodze. W drugiej połowie, przy wysokim prowadzeniu piłkarze cieszyli się grą, wymienili mnóstwo podań. To, co zobaczyli kibice w ten deszczowy, czwartkowy wieczór, napawa dużym optymizmem. Goście pokazali się jako zespół grający nieźle, ale byli bez szans na pokonanie drużyny klasy Lecha. Trener Naci Sensoy na pomeczowej konferencji zachował się niestandardowo. Przyznał, że rywalizacja o awans rozstrzygnęła się i pogratulował Lechowi, a potem 20 minut poświęcił pełnej pasji analizie pracy sędziego. Poddał go totalnej krytyce, zapewniając jednocześnie, że nie ma w zwyczaju ocenianie pracy arbitra,

Lech Poznań FC Pelister 4:0 (3:0)

Bramki: Nicki Bille (28), Mario Situm (30), Radosław Majewski (38), Mario Situm (57).

Lech: Matus Putnocky – Robert Gumny, Lasse Nielsen, Emir Dilaver, Volodymyr Kostevych – Abdul Aziz Tetteh, Radosław Majewski, Darko Jevtić (75. Maciej Gajos) – Maciej Makuszewski (72. Nicklas Barkroth), Nicki Bille (69. Marcin Robak), Mario Situm.

Pelister:  Ilche Petrovski – Martin Kowaczew, Goce Todorovski, Radenko Bojović (46. Filip Petrov) – Kristijan Tosevski, Riste Markoski (62. Fernando Silva Dos Santos), Dimitar Ilijew (76. Matej Cvetanoski), Blagoja Ljamchewski – Oliver Peev, Blaze Ilijoski, Lucas.

Widzów: 28.215.

Udostępnij:

Podobne

Za darmo punktów nie przyznają

Chyba jeszcze nigdy w historii na Lecha nie spłynęło tak wiele pochwał. Za dobre i konsekwentne zarządzanie klubem, za rozsądną politykę finansową, za wizjonerstwo, którego

Bez pomysłu, bez pewności siebie, bez goli

Nie tak miała wyglądać inauguracja rozgrywek ligowych przez mistrza Polski. Spłynęło na niego ostatnio mnóstwo pochwał, zaczął się jawić jako wschodząca potęga nie tylko krajowego

Przyjaźń? Byle nie na boisku

Na niczym Lech gorzej ostatnio nie wychodzi niż na tzw. meczach przyjaźni. W poprzednim sezonie przyszły mistrz Polski rozgrywał dwa takie dwumecze, a w każdym