Nie osiągnie się przyzwoitego wyniku w meczu przeciwko klasowym zespołom, gdy rozdaje się prezenty. Lech w Londynie wyraźnie odstawał umiejętnościami od Crystal Palace, ale nie grał źle, miał nawet okazje bramkowe, oddał tyle samo celnych strzałów co rywale. Cóż jednak z tego, skoro w swoim stylu popełniał tragiczne błędy. Wstyd było patrzyć na wyczyny Yegbe i jego kolegów. Mając tak nieodpowiedzialnych obrońców, nie potrafiąc bronić przy rzutach rożnych, seriami myląc się przy rozegraniu, wstyd pokazywać się Europie, zderzenie ze ścianą zawsze jest bolesne. Pomyśleć, że marzyliśmy o Lidze Mistrzów…
Nawet obiecująco zaczął Lech ten mecz. Przez kilka minut był w posiadaniu piłki, starał się przebywać z nią na połowie przeciwnika, Walemark oddał strzał, z którym jednak bramkarz Orłów łatwo sobie poradził. Wcześniej w dobrej sytuacji był Ishak, nie zdołał jednak oddać strzału. Crystal Palace zaczął mecz ostrożnie, spokojnie, z czujnością, ale i dużą umiejętnością szybkiego inicjowania ataków. Wystarczało im kilka błyskawicznych podań, by stworzyć zagrożenie.
Angielska publiczność ze zdziwieniem przyglądała się niektórym zachowaniom Lecha, jego nieodpowiedzialności, okropnym błędom. Murawski dał sobie odebrać piłkę przed polem karnym, ale potem zrehabilitował się blokując groźny strzał. Po 10 minutach zdarzyło się coś, w co trudno uwierzyć. Wyrzucając piłkę z autu Yegbe podał wprost do przeciwnika. Yeremi Pino nie miał żadnych problemów ze zdobyciem gola.
Po tej stracie Lech w dalszym ciągu starał się mieć piłkę. A gospodarze znów się przyczaili czekając na sposobność do błyskawicznego wyjścia do przodu. Kiedy śmielej zaatakowali, mogli się narazić na stratę gola, gdy Murawski dobrze podał prostopadle do samotnego Ishaka, ten zaś uderzając z dystansu pomylił się nieznacznie i wielka szansa przepadła. Potem jednak gospodarze wykonywali rzut rożny, a Lech w kolejnym meczu dowiódł, że broni je fatalnie. Nikt nie pilnował Richardsa, ten zaś z dziecinną łatwością posłał głową piłkę do bramki.
Nie minęło więc pół godziny meczu, a Lech przegrywał 0:2, a to nie był koniec nieszczęść, bo po chwili Murawski popełnił faul w polu karnym i Larsen pewnie wykorzystał jedenastkę. A po kolejnych kilku minutach niewiele brakowało do jeszcze większego nieszczęścia. Wychodząc z bramki Lis interweniował kierując piłkę w stronę Yegbe, a ten pięknym strzałem umieścił ją w pustej bramce. Na szczęście sędziowie dostrzegli wcześniejszą pozycję spaloną i tym razem Ghańczykowi się upiekło.
W przerwie trener Lecha nie przeprowadził żadnych zmian. Nike było już wielu poważnych pomyłek, więc długo nie padały gole, mimo iż Palace miało kilka okazji. Gospodarze górowali nad poznaniakami opanowaniem piłki, bez problemów ją odbierali i rozgrywali tak, że piłkarze w niebieskich strojach mogli się tylko przyglądać. Choć Lech momentami zdobywał się na ataki i meldował się na połowie rywali, to zwykle podawał bezpiecznie, do najbliższego kolegi, a jeszcze chętniej do tyłu. Kreatywności było w tym tyle, co nic. Trener robił zmiany, które nie mogły nic dać, gdy brakowało umiejętności, wszystkie indywidualne pojedynki zostały przegrane.
A jednak w ostatnich minutach Lech zdołał zamknąć rywali pod ich bramką, oddawał celne strzały, które nie miały wystarczającej jakości, by przynieść gola. Mógł pozostawić trochę lepsze wrażenie, niestety kilka minut przed końcem z boiska za drugą żółtą kartkę wyleciał Murawski, a po chwili kolejna strata Lecha przy wyprowadzeniu piłki okazała się kosztowna. Obrońcy Lecha byli na miejscu, ale z bliska przyglądali się, jak Nketiah umieszcza piłkę w bramce Lisa. Goście już nawet nie próbowali się po tym podnieść, lecz biernie przyglądali się atakującym rywalom.



