Napięcie rośnie. A potem nastąpi eksplozja, oby radości

Lech Poznań tak rzadko staje przed szansą zdobycia trofeum, że każde takie wydarzenie budzi ogromne emocje i nadzieje, jest głównym tematem rozmów z udziałem nie tylko osób na co dzień interesujących się wynikami meczów. Tak właśnie dzieje się w tych dniach. Nawet gdyby Enea Stadion miał dwukrotnie większą pojemność, prawdopodobnie i tak nie pomieściłby wszystkich chętnych obejrzenia meczu decydującego o mistrzostwie Polski.

Tysiące osób obejrzą to wydarzenie w lokalach gastronomicznych, w organizowanych w okolicznych miejscowościach strefach kibica (np. w Plewiskach). Trzeba się liczyć z tym, że mnóstwo kibiców pojawi się na ulicach otaczających stadion, by dołączyć potem do mistrzowskiego pochodu na teren Targów, gdzie piłkarze będą fetowani na placu św. Marka. Mają spod stadionu wyruszyć ok. godziny 21.30, przejazd piętrowym autobusem, z przerwą przy lokomotywie, potrwa mniej więcej do godziny 23. Tę wyjątkową podróż zebrani na Targach będą mogli oglądać na telebimie, a potem wspólnie z przebywającymi na scenie piłkarzami sztabem szkoleniowym czcić sukces. Zabawa potrwa kilka godzin.

Jeżeli jednak wszystko to ma się spełnić, trzeba wygrać mecz z Piastem Gliwice. Do szczęścia brakuje tak niewiele, a jednocześnie tak dużo, biorąc pod uwagę dobrą w ostatnich tygodniach grę dobrze zorganizowanej, zwłaszcza w defensywie, ekipy z Gliwic. Dwa dni przed tymi wydarzeniami trener Niels Frederiksen sprawiał wrażenie wyluzowanego, pewnego siebie. Zapewniał, że w zespole nie widać nerwowości. Panuje spokój, jest tylko skupienie i świadomość wykonania celu.

– Wszyscy wiemy, że przed nami jest mecz wyjątkowy, mający ogromne znaczenie dla klubu, dla nas, ale i dla całego miasta. Do gry o taką stawkę nie podchodzi się często, ale nam się to podoba. Cieszymy się, że wszystko zależy od nas. Zrobimy absolutnie wszystko, co możliwe, by wygrać, nie możemy się już tego doczekać – mówi trener.

Nie będzie dodatkowego zgrupowania przed tym meczem, procedura przygotowań nie zmieni się. Zawodnicy spotkają się w klubie, pójdą na spacer do lasu, udadzą się do hotelu, gdzie zjedzą obiad, przez kilka godzin odpoczną, przejdą odprawę taktyczną, wrócą na stadion. – Czeka nas rozgrzewka, potem zacznie się mecz, strzelimy jednego gola, potem drugiego i wygramy – żartobliwie zapowiada trener.

Pytany, czy zaprosił na ten mecz swych bliskich, odpowiedział, że tego nie zrobił, ale oni sami się zaprosili i będą na stadionie. – To zawsze dobrze mieć w takich chwilach blisko siebie rodzinę. Obecni będą liczni znajomi, krewni, przyjaciele piłkarzy, to im pomoże – mówi Frederiksen.

Lista piłkarzy, z których nie będzie można skorzystać, wydłuża się. Już nie tylko Murawski, Salamon, Jagiełło, Hakans figurują na niej, ale i Walemark, ukarany ostatnio czwartą żółtą kartką. – To nam utrudnia zadanie, ale i przez to znaków zapytania, jeśli chodzi o skład, jest mniej. W podobnym zestawieniu występowaliśmy ostatnio pięciokrotnie wygrywając i dwa razy remisując, więc i teraz powinniśmy dać radę. Widząc nastawienie moich piłkarzy, mam dobre przeczucia – zapewnia trener.

Udostępnij:

Podobne

Tych punktów może zabraknąć

To miał być najłatwiejszy z ostatnich w sezonie meczów Lecha. Gdy lider spotyka się na własnym stadionie ze słabeuszem, wynik wydaje się przesądzony. Jednak kandydat

Sobotnie granie Lechitek

W sobotnie południe zespół seniorek Lech Poznań UAM rozegrała w Plewiskach mecz przeciwko SMS Łódź ( to byłe mistrzynie i wicemistrzynie Polski). Po golu Alicji