Robert Lewandowski przychodził do Lecha jako nastolatek, ale z ogromnym potencjałem. Kto z nim się wówczas spotykał, rozmawiał, obserwował jego piłkarski rozwój, ten nie miał wątpliwości, że ten chłopak zajdzie wysoko. Tylko jednak najwięksi optymiści spodziewali się, że aż tak wysoko, że zostanie czołowym piłkarzem świata, najlepszym w historii polskiego futbolu. Jeszcze trudniej byłoby uwierzyć, w jak kuriozalnych okolicznościach rozstanie się z drużyną, której dał tak wiele i jak szybko drużyna ta stanie się przeciwieństwem naszego dobra narodowego.
Robert osiągnął tyle, że już dawno mógłby ograniczyć się do dyskontowania sukcesów, czerpania radości z piłkarskiego życia po życiu. Woli być na topie, wciąż strzelać mnóstwo goli dla jednego z najlepszych klubów w Europie. Takich ludzi się szanuje, mądrze wykorzystuje ich umiejętności. Jeśli ostatnio mniej już dawał drużynie narodowej, to nie jest wina jego wieku, umiejętności, ale głównie tych, co nie potrafią wykorzystać wciąż dużego potencjału, nie tylko zresztą piłkarskiego. Mądry trener uszanowałby taką postać, czerpałby same wartości z jego obecności w drużynie. Nasza reprezentacja nie ma mądrego trenera.
Piłkarze starsi od Roberta wciąż stanowią bardzo ważny element swych reprezentacji. Wystarczy wymieni Ronaldo, Modricia. Lewandowski natomiast czuł się sfrustrowany i zniechęcony prowadzeniem kadry przez Probierza. Kulis nie znamy, ale możemy sobie wyobrazić, dlaczego Robert nie chciał ostatnio grać dla tego trenera. To prawda, że jest tylko piłkarzem, więc powinien się podporządkować, a nie grymasić, obrażać się, nawet jeśli ludzi małych bolą jego dokonania. Piłkarzem jest wielkim. Po odebraniu mu kapitańskiej opaski jak człowiek wielki się nie zachował.
Winę za to, co się porobiło na linii Probierz-piłkarze-Lewandowski ponoszą wszyscy z nich. Skutek jest taki, że do poniedziałku z tą ekipą utożsamiali się nieliczni. Teraz już chyba nikt. Na zachowanie nie przystające nawet chłopcom z piaskownicy nałożyła się katastrofalna postawa sportowa, porażka z jedną ze słabszych drużyn w Europie. Po takim blamażu, poprzedzonym dobrowolnym zanurzeniem się w bagnie, cała ta ekipa powinna zostać rozpędzona na cztery wiatry. Niczego dobrego już nie dokona. Piłkarze (nie tylko bramkarz) stali się obiektem kpin. Selekcjoner nie może się pokazywać na żadnym polskim stadionie, przyjaznych uczuć nie budzi.
Winni są wszyscy, ale najbardziej ludzie głosujący na obecnego prezesa PZPN. Pod jego kierownictwem związek ponosi porażkę za porażką, nie tylko w sporcie. Głównym jego błędem było przyznanie najważniejszej w polskim futbolu posady kumplowi z Jagiellonii. Mamy bez liku ligowych trenerów. Lepsze wyniki sportowe uzyskałoby prawdopodobnie wielu z nich. Probierz okazał się partaczem, a nie selekcjonerem. Degradacja jego ekipy postępuje z meczu na mecz. Nie wypracował niczego pozytywnego. Obrona sama sobie strzela gole, brakuje innego schematu ofensywnego niż podania wszerz boiska na własnej połowie i wycofywania piłki do bramkarza, gdy zbliży się rywal. Ten pan ma dziwny dar powodujący, że piłkarze dobrze grający w mocnych klubach po ubraniu koszulki z orłem zamieniają się w nieudaczników. Na koniec pan trener skłócił się z najlepszym piłkarzem, ikoną polskiej piłki.
Odpowiedzialny prezes próbowałby ratować sytuację. Natychmiast zmienić trenera, bo ten jest już skompromitowany, trzymanie się go to nie upadek, to likwidacja kadry narodowej. Cezary Kulesza, jak można się spodziewać, nie zrobi niczego. Jak zwykle będzie czekał rezygnując z ratowania sytuacji. Każdy inny trener miałby jakieś szanse awansować na mistrzostwa świata. Pozostawienie Probierza, w imię nie wiadomo jakich racji, to świadoma rezygnacja z tej imprezy, z ogromnych pieniędzy, o zaufaniu Polaków nie wspominając.
Fot. Monika Wantoła



