Oczekiwania rosną. Podobnie było po każdym wywalczeniu przez Lecha mistrzostwa. Kończyło się to niestety rozczarowaniem, bo określenie „powtarzalność” odnosiło się w tym klubie do wszystkiego oprócz triumfów. Tym razem ma być inaczej – tak wynika z deklaracji właściciela klubu, dyrektora sportowego. Chęci, jak się wydaje, są szczere. Pozostaje wierzyć, że przy odrobinie szczęścia w losowaniu przeżyjemy piękną jesień i ciekawą, emocjonującą wiosnę.
Wszystkie dotychczasowe próby dostania się do Champions League kończyły się dla Lecha źle, łatwo odpadał na wczesnych etapach eliminacji. Być może łatwiej by mu szło, gdyby klub nie odpuszczał i zachowywał przynajmniej skład mistrzowski. W 2010 roku nie udało się szybko znaleźć następcy Lewandowskiego, w 2015 do eliminacji niemal z marszu przystąpił zespół wyczerpany walką o tytuł i osłabiony personalnie, w 2022 też nie udało się utrzymać mocnego składu zbudowanego na klubowy jubileusz, zrezygnował trener.
Jak słyszymy, idzie nowe. Kolejny tytuł przyszedł szybko, jak na Lechowe zwyczaje, bo już po trzech latach. Poza tym nigdy jeszcze władze klubu tak otwarcie nie mówiły o ambitnych zamierzeniach i nie deklarowały poważnych wydatków na jakościowych piłkarzy. Plany są konkretne. Ujawnił je podczas długiego wywiadu dla portalu „Meczyki” Piotr Rutkowski.
Trwają działania, których kulis nie znamy, ale się ich domyślamy. Lada chwila zobaczymy pierwszych nowych zawodników w drużynie, bo tym razem klub nie chce czekać na koniec okienka transferowego, gdy łatwiej i taniej można pozyskać ciekawych zawodników, dla których przyjście do Lecha jest szansą na zawarcie rzutem na taśmę kontraktu może nie wymarzonego, ale obiecującego.
Najpierw muszą zapaść kluczowe dla kształtu drużyny decyzje, dotyczące przyszłości dotychczasowych piłkarzy. Podobno są jeszcze jakieś szanse, choć niewielkie, na zmianę decyzji przez Carstensena i jego FC Koeln i boczny obrońca jednak przystąpi z Lechem do walki o Ligę Mistrzów. Nie zwalnia to klubu z szukania nowych zawodników. Zawodników, bo konieczne jest wzmocnienie obu boków defensywy. Dziś Lech ma tylko Pereirę i młodego Gurgula, który w poprzednim sezonie popełniał błędy, ale i tak dokonał więcej niż można było oczekiwać.
Ostatecznej decyzji w sprawie swojej przyszłości nie podjął jeszcze Afonso Sousa. Ponoć marzy o graniu we Włoszech lub w Hiszpanii, więc jeśli wpłynie ciekawa oferta, z pewnością skorzysta, bo po udanym wreszcie sezonie jest gotów wkroczyć na nową drogę życia, na czym klub poważnie zarobi. Nie można wykluczyć, że zostanie w Poznaniu przynajmniej na pucharowe eliminacje. Rasowa „dycha” musi się jednak znaleźć w polu widzenia Lecha. Druga linia jest dobrze obsadzona, ale brakuje w niej wysokiej jakości. A to jakość decyduje o powodzeniu. Kilku przeciętnych graczy zdziała mniej niż jeden klasowy. Nie byłoby mistrzostwa bez Gholizadeha, Walemarka, Sousy. W ludzi nieprzeciętnych Lech musi celować, jeśli myśli o czymś nieprzeciętnym. We wspominanym wywiadzie mowa jest o hejcie, z jakim spotyka się Fiabema. Bardziej zasadne byłoby słowo „krytyka”. Nikt tu nie ocenia człowieka, lecz piłkarza o określonych umiejętnościach. A ten chłopak, mówiąc wprost, z piłką sobie nie radzi. Dysproporcja jakości w drużynie była porażająca.
Pojawiają się pierwsze przecieki transferowe. Mówi się o pozyskaniu z drugiej ligi portugalskiej niejakiego Miro, 22-letniego wysokiego napastnika z Angoli, szacowanego na 300 tysięcy euro. Lada chwila pojawią się nowe nazwiska. Dobrze byłoby sfinalizować poważne transfery w czerwcu, by trener Frederiksen miał większe szanse zbudować drużynę przed prawdopodobnie najważniejszymi meczami sezonu. Czołowe polskie kluby zazwyczaj rozgrywają je latem, kształtując pucharową przyszłość. Im bardziej wyrażona w uefowskiej punktacji ranga ekstraklasy będzie rosła, tym krótsza droga przez eliminacje.
Nie tylko transferowe zapowiedzi i nastawienie klubu napawają optymizmem. Także to, że nie przechodzi się do porządku dziennego nad bolączkami z ostatnich miesięcy. Klub chce zapanować nad zdrowiem piłkarzy, by tak licznie nie wypadali ze składu. Nowy, młody członek sztabu szkoleniowego, Duńczyk Markus Søgaard Uglebjerg, ma pomóc w wykorzystywaniu stałych fragmentów gry.



