Ból głowy trenera Lecha. Kim zastąpi napastników?

Agnero, po spędzeniu tygodnia w Afryce, gdzie bezproduktywnie czekał na polską wizę, wraca właśnie do Poznania. Mało prawdopodobne, by przydał się już w czwartek, w meczu, którego stawką jest gra w Lidze Europy. Kapitan, lider zespołu i najlepszy strzelec w jednej osobie, Mikael Ishak, przez miesiąc na boisko nie wejdzie, musi leczyć uraz mięśnia. Trzeba szukać rozwiązań alternatywnych, być może z wykorzystaniem Sayyadmenesha. Sezon jest długi i intensywny. Podobne problemy mogą pojawiać się częściej i krzyżować plany klubu.

Duże szczęście mieli w ubiegłym sezonie i Lech, i jego kapitan, któremu udało się uniknąć poważniejszych problemów zdrowotnych. Ludzie władający klubem mocno zaryzykowali i się nie rozczarowali. Zdobyć mistrzostwo kraju z jednym jedynym napastnikiem w składzie to wyczyn nie byle jaki. Yannick Agnero to też napastnik, pokazywał się w końcówkach meczów, strzelił nawet kilka bramek, ale zmiennikiem Ishaka zostać nie mógł. Nie ta klasa. Bywał uzupełnieniem składu, mimo iż kosztował niemało. Nowy sezon zaczął lepiej, kilka razy zagrał na miarę oczekiwań, rozbudził nadzieje. Może grać jeszcze lepiej, choć takiej gwarancji nie ma.

Kapitanowi Lecha bliżej do końca kariery niż do wielkiej formy i indywidualnych sukcesów. Nie można go bezkarnie eksploatować. Wciąż strzela gole, nawet gdy nie jest w optymalnej dyspozycji, jak u progu nowego sezonu. Zapewni Lechowi niejedno zwycięstwo, ale nie ma ludzi niezniszczalnych. A pełnoprawnego zmiennika brak. Tym bardziej, że kapitan to nie tylko snajper, ale człowiek walczący na całym boisku, aktywny, przebywający tam, gdzie najbardziej może się przydać. Agnero to napastnik klasyczny, może być kiedyś specjalistą od kończenia akcji. Na razie może o sobie powiedzieć, że ciągle się uczy.

Sytuacja Lecha byłaby jeszcze gorsza, gdyby nie przyjście Sayyadmanesha. To teraz główna postać w ofensywie. Chwilę trzeba było na niego poczekać, bo nie przygotowywał się z drużyną, ale z meczu na meczu coraz lepiej czuje się wśród nowych kolegów. Wkrótce powiemy, że jest niezastąpiony. Nieustępliwością i zaangażowaniem zapewnia drużynie intensywność i piłkarską jakość. Niemal natychmiast zaczął strzelać gole, asystować, a co dziś najważniejsze, może grać jako napastnik. I chyba na niego postawi trener decydując o obsadzie „dziewiątki”. Oprócz niego w ofensywie Lech na Palmę, Walemarka, Hakansa, więc może jakoś uda się stworzyć solidną ekipę na mecz przeciwko mistrzom Szwajcarii. FC Thun lepiej gra u siebie. Lech wprost przeciwnie, więc awans i tak rozstrzygnie się po tygodniu, o ile mistrz Polski tym razem nie zawiedzie boleśnie tych, co zjawią się na jego stadionie.

Być może bardziej niż o zestawienie ofensywy członkowie sztabu szkoleniowego martwią się o obsadę bramki, ale to zupełnie inna historia.

Udostępnij:

Podobne

Wpatrzeni w niebo. A powinni w boisko

Jeszcze nie wiemy, w jakich nastrojach piłkarze Lecha wrócą z Wysp Owczych, ale ta wyprawa już przeszła do historii. Dalekich i skomplikowanych wyjazdów było mnóstwo,