Antyfutbol w pierwszej połowie odebrał Lechowi zwycięstwo

Winowajcą straty przez Lecha trzech punktów w meczu z Jagiellonią był trener. Tak ustalił wyjściowy skład, że to coś nie mogło funkcjonować. Nic do siebie nie pasowało, nikt nie grał na pozycji prawego skrzydłowego, odczuwalny był brak defensywnego pomocnika. Jagiellonia panowała na boisku, na grę Kolejorza patrzyło się ze wstydem i wstrętem. Druga połowa była już lepsza, szczególnie po naprawieniu błędów w składzie, ale wystarczyło to tylko do remisu 2:2.

Niels Frederiksen sprawia ostatnio wrażenie człowieka zagubionego. W Częstochowie wymienił trzech graczy tuż przed rzutem rożnym dla rywali, ułatwiając im zadanie. W Poznaniu posłał na boisko drużynę, w której nic się nie kleiło, z jednym skrzydłowym. W miejsce prawego prawdopodobnie miał grać Jagiełło, ale w rzeczywistości nie było tam nikogo. Być może pozostawił miejsce dla wysoko grającego Pereiry, ale dobrze ustawieni i stosujący pressing goście na takie rozwiązanie nie pozwalali. Taki ich sposób gry łatwo było przewidzieć, ale Lech sprawiał wrażenie zaskoczonego, zniechęconego. Obecność w drużynie chaotycznego Thordarsona, a zwłaszcza słabiutkiego, gubiącego piłkę, powolnego Rodrigueza trzeba określić jako nieporozumienie.

Wiadomo, że Lech gra co kilka dni, trzeba rotować składem, ale wypada posłużyć się pomysłem na mecz. W Lechu nie było żadnego, jakby ktoś wylosował takich a nie innych piłkarzy, w dodatku zapomniał im podpowiedzieć, jak się mają szachowywać. Zagubieni zawodnicy Lecha wyraźnie źle się czuli we własnym towarzystwie, nic im nie wychodziło. Do tego raz po raz popełniali dramatyczne błędy. Nawet solidny zwykle Jagiełło nieomal podarował gościom bramkę. Marnie przed przerwą grał Skrzypczak. Powoli się poruszał, nie potrafił podejmować decyzji, czy zaatakować rywala, czy czekać na niego, w rezultacie dawał się wyprzedzać, co mogło Lecha drogo kosztować. Goście szybciej startowali do piłki, przez co mieli przewagę w jej posiadaniu, do tego śrubowali rekordy w przejmowaniu źle adresowanych podań. Nie musieli się trudzić, wystarczyło czekać na niechybny błąd gospodarzy. Seriami wykonywali rzuty rożne. Ich pressing powodował, że Mrozek wywalał piłkę gdzie popadnie, choćby i na aut. Oglądanie tego budziło w widzach wściekłość.

Bramka dla gości mogła paść wcześniej, piłka jednak pechowo dla nich odbiła się od poprzeczki bramki Mrozka. Swą szansę wykorzystali dopiero w czasie doliczonym, gdy fatalnie zachował się Moutinho na lewej stronie boiska. Słabo zrozumiał się z Rodriguezem, ten od razu stracił piłkę. Trafiła ona do Kamila Jóźwiaka, byłego skrzydłowego Lecha, potem do Imaza, który lekkim strzałem z pola karnego, w swoim stylu, wykończył tę akcję. Nie strata gola była fatalną wiadomością dla 35 tysięcy kibiców, ale sposób, w jaki gra Lech. Nie było nadziei na powrót do meczu.

Wszyscy zastanawiali się, w jaki sposób trener skoryguje w przerwie beznadziejny skład. Żadnych zmian jednak nie było, jednak zwrot akcji nastąpił natychmiast. Tylko 16 sekund potrzebował Lech na wyrównanie. Jagiełło przerzucił piłkę na lewe skrzydło, gdzie przejął ją Bengtsson i pewnie uderzył pod poprzeczkę. W pierwszej połowie Szwed był jedynym piłkarzem, do którego nie można było mieć pretensji. Tylko on próbował zagrażać gościom, wychodziły mu rajdy. Był jednak sam, a kiedy po przerwie wreszcie otrzymał dobre podanie, pięknie je wykorzystał.

Wróciły nadzieje, stadion ożył, już nie tylko Kocioł głośno dopingował, Lech wydawał się wracać do meczu i wynik był sprawą otwartą. W piłkarzy Lecha wstąpił nowy duch, jednak zostali skarceni niemal natychmiast. Pięknym strzałem nastolatek Pietuszewski pokonał Mrozka i znów trzeba było odrabiać straty. Trochę czasu zabrało Lechowi złapanie rytmu, pomogła w tym potrójna zmiana, czyli zdjęcie z boiska najsłabszych, niepasujących do całości ogniw. W doprowadzeniu do wyrównania Lechowi pomógł obrońca bezmyślnie szarpiący za koszulkę w polu karnym Skrzypczaka. Ishak zdobył swoją 102. bramkę dla Kolejorza.

Mecz już nie był jednostronny, ale odważna Jagiellonia wciąż zagrażała Lechowi, ten jednak wreszcie grał składnie i osiągnął przewagę. Po wejściu na boisko Oumy zapanował porządek na środku boiska, Jagiełło dawał drużynie więcej niż poprzednio i był dla gości groźny. Ishak grał jako rozgrywający, gdy do ataku wszedł Agnero, ten jednak kolejny raz nie potwierdził swej finansowej wartości. Biorąc pod uwagę to, co działo się przed przerwą, remis i tak jest sukcesem Lecha, a goście mogą żałować, że w pełni nie wykorzystali szansy stworzonej im przez Frederiksena.

Udostępnij:

Podobne

Ali zostaje w Lechu!

Wydawało się, że zerwanie więzadeł w kolanie wyklucza przedłużenie kończącego się w czerwcu kontraktu i nigdy już kibice Lecha nie zobaczą swej irańskiej gwiazdy na

Tych punktów może zabraknąć

To miał być najłatwiejszy z ostatnich w sezonie meczów Lecha. Gdy lider spotyka się na własnym stadionie ze słabeuszem, wynik wydaje się przesądzony. Jednak kandydat