Ockną się w Zabrzu? Ostatni dzwonek dla Lecha

Briefing prasowy z trenerem Lecha niewiele różnił się od innych takich spotkań z dziennikarzami. Zjawiło się ich zresztą wielu. Niels Frederiksen wypowiadał się w takim samym tonie, jak przed innymi meczami czekającymi Kolejorza, ale atmosfera tym razem wcale nie była radosna, niepokój o najbliższą przyszłość drużyny ujawniał się w każdym pytaniu. Zdaniem trenera, jego zespół ma zły czas, w ostatnich meczach popełniał błędy i zmarnował mnóstwo dobrych okazji bramkowych, ale ma dużo jakości i w końcu musi zacząć wygrywać. – Zachować spokój i kontynuować to, co do tej pory – takie jest jego przesłanie.

Jak to się jednak dzieje, że zespół z tak wielkim potencjałem, z prawdopodobnie najlepszymi piłkarzami w całej lidze, nie wygrywa, przegrywa sam z sobą? Dlaczego Górnik Zabrze, który co sezon musi meblować skład i z trudnością wiąże koniec z końcem, boryka się z nieustannymi problemami organizacyjnymi, zdobył do tej pory o 7 punktów więcej? Nietrudno wyliczyć, ile Górnika kosztuje zdobycie jednego ligowego punktu, a ile Kolejorza. W przypadku tego drugiego klubu możemy mówić o rozrzutności. Widzew staje się ligowym pośmiewiskiem – im więcej milionów euro wydaje na transfery, tym więcej punktów trwoni. A co powiedzieć o Lechu, mającym piłkarzy nie byle jakich, z których trener nie potrafi zbudować dobrze funkcjonującego zespołu?

Jesienią Lech miotał się od ściany do ściany, nie mógł wejść w rytm, przegrywał u siebie mecz za meczem, ale za sprawą wyrównanej ligi utrzymywał się na powierzchni, jego potencjał skazywał go – tak się przynajmniej wydawało – na walkę wiosną o tytuł. Powrót kontuzjowanych graczy i praca w dobrych warunkach nad wyeliminowaniem niedostatków miały w tym pomóc. Okazało się niestety, że drużyna jest teraz słabsza niż jesienią. Lechia Gdańsk rozjechała ją w Poznaniu, wykorzystała błędy w defensywie i żałosną bezradność przy pressingu. Piast był gorszą drużyną, można było mu strzelić kilka bramek, ale rozkojarzeni gracze Lecha nie dali rady, nie wykorzystali choćby jednej „setki”.

Po obozie w Abu Zabi piłkarze Lecha nie są w formie. Przykład – boczni obrońcy. Gurgul, z którym Lech wiąże nadzieje transferowe, jest słabszy niż wcześniej w obronie. Obarczenie go zadaniem powstrzymywania w pojedynkę Carlosa Meny dowodzi taktycznego analfabetyzmu. Podobno, inaczej niż za van den Broma, przy Bułgarskiej analizuje się najbliższych rywali. Jak można było nie zauważyć, kto w Lechii robi całą grę? O tym, co wyprawiał Skrzypczak, lepiej nie wspominać, ale i Milić nie był sobą. Po co było całe to długie zimowe zgrupowanie? Zamienić Pereirę w anty-Pereirę można było równie dobrze w Poznaniu. W meczu z Lechią podawał do nikogo. W Gliwicach zastąpił w końcówce zmęczonego już Gumnego, być może trener liczył na jedno z jego magicznych podań. Przeliczył się boleśnie. Portugalczyk zawalił gola, bo zapomniał, że głównym zadaniem obrońcy jest powstrzymywanie napastników.

Czy mimo tych wszystkich słabości Lech może przywieźć punkty z Zabrza? Choć dziś wydaje się to bardzo trudne, jest realne. Wystarczy sobie uświadomić, jak wiele dobrych okazji poszło na marne w Gliwicach, ile Piast zawdzięcza swemu bramkarzowi. Kolejorz wciąż potrafi tworzyć takie sytuacje, kiedyś musi zacząć je wykorzystywać. Trzy ligowe porażki z rzędu nie zdarzyły mu się od niepamiętnych czasów, już sama statystyka wskazuje, że taka seria nie powinna się powtórzyć. Górnik jest jego przeciwieństwem – drużyną dobrze zorganizowaną, wykorzystującą swoje atuty, zamieniającą graczy przeciętnych w mocne punkty. Dość wymienić Rafała Janickiego, po którym w Lechu, gdzie grał przed laty, nie tęsknią, a bez którego w Zabrzu nie potrafią się obejść. Trener Frederiksen jest jednak dobrej myśli. Zapowiada kontrolowanie meczu, dyktowanie własnych warunków. – Będziemy w stanie ich powstrzymać – zapewnia. I twierdzi, że zdobycie mistrzostwa wciąż jest realne.

Piłkarze Lecha, choć nie mogą się odnaleźć, to chociaż nie łapią kontuzji. Trener twierdzi, że Ouma jest w dobrej dyspozycji i jak każdy zasługuje na drugą szansę. Być może znajdzie dla niego miejsce w meczowej kadrze, mimo obaw o jego odpowiedzialność. Piłkarz ten nie trenował z drużyną w ciepłych karach, więc może chociaż on nie zgubił formy.

Udostępnij:

Podobne

Za darmo punktów nie przyznają

Chyba jeszcze nigdy w historii na Lecha nie spłynęło tak wiele pochwał. Za dobre i konsekwentne zarządzanie klubem, za rozsądną politykę finansową, za wizjonerstwo, którego

Bez pomysłu, bez pewności siebie, bez goli

Nie tak miała wyglądać inauguracja rozgrywek ligowych przez mistrza Polski. Spłynęło na niego ostatnio mnóstwo pochwał, zaczął się jawić jako wschodząca potęga nie tylko krajowego

Przyjaźń? Byle nie na boisku

Na niczym Lech gorzej ostatnio nie wychodzi niż na tzw. meczach przyjaźni. W poprzednim sezonie przyszły mistrz Polski rozgrywał dwa takie dwumecze, a w każdym