Złoty gol Mikaela Ishaka, strzelony już na początku spotkania, przesądził o trzech punktach przywiezionych z Zabrza. Przez całe spotkana Górnik dwoił się i troił, by wyrównać, Lech był jednak tym razem dużo lepiej niż ostatnio zorganizowany. Szło mu jak po grudzie, gwiazdy nie błyszczały, brakowało im zrozumienia w rozgrywaniu ataków, mnożyły się straty, ale w defensywie wszystko działało dobrze i po tym bardzo trudnym pojedynku mistrz Polski wciąż jest w grze o wszystko. Ma o co walczyć.
Palma, Gholizadeh, Jagiełło w meczu przeciwko współliderowi na ławce rezerwowych. Kogo innego w tej lidze byłoby na to stać? To zresztą nie rozrzutność, skoro w wyjściowym składzie ofensywę tworzą Walemark, Ismaheel, Bengtsson, Rodriguez, Ishak. Trener Lecha ma komfort, o którym słowacki trener Górnika może tylko pomarzyć. Przede wszystkim ma szwedzki tercet, który sprawił mu złotego gola.
Gospodarze zaczęli od środka, ale Lech przejął piłkę i spróbował zaatakować. Nie powiodło się, a w odpowiedzi Górnik niespodziewanie stworzył sytuację sam na sam, nie wykazał determinacji i szansa przepadła. Po kilku minutach i wrzucie piłki w pole karne Rakoczy trafił do siatki Mrozka, na szczęście dla gości z pozycji spalonej. Górnik osiągnął przewagę, w pierwszych minutach Lech nie miał wiele do powiedzenia, bronił się tylko, sprawiał wrażenie przygaszonego. Wystarczyło jednak wyprowadzić jedną akcję, by uciszyć widownię. Po strzale Walemarka i rykoszecie Lech bardzo dobrze rozegrał rzut rożny. Podawał Szwed Walemark, piłkę piętą podbił Szwed Bengtsson, a Szwed Ishak nie miał problemu ze strzałem głową dającym jego drużynie prowadzenie.
Na grę gości w następnych minutach patrzyło się z ulgą. To była inna drużyna niż w poprzednich meczach. Lech poczuł pewność siebie, dobrze bronił, wyprowadzał ciekawe akcje. Szybkością i dynamiką imponował Walemark, wracający do swej najwyższej formy. Dobrze rozgrywał, ale nie zawsze, niekiedy nadużywał cierpliwości kolegów strzelając mocno, ale niecelnie, gdy można było obsłużyć któregoś ze skrzydłowych. Nie był to dla Lecha łatwy mecz, Górnik grał ambitnie, twardo, ofensywnie, raz po raz przedostawał się pod bramkę Mrozka. Próby kontrataków najczęściej kończyły się ostrożnymi, ale i tak złymi zagraniami Kozubala, chaotycznie grał Rodriguez.
Pod koniec pierwszej połowy Lech przestał grać w piłkę. Wycofał się, pozwalał Górnikowi na ataki pozycyjne z wieloma podaniami. Nawet nie próbował ofensywy, co nie było obiecujące. W dodatku próbujący wyprowadzić piłkę spod własnego pola karnego Ishak wdał się w przepychanki z rywalami i nabawił się żółtej kartki eliminującej go z następnego spotkania. Druga połowa przyniosła jeszcze większą przewagę Górnika. Tym razem Lech się odgryzał, próbował wyprowadzać ataki. Szybko się one kończyły, najczęściej po stratach gasnącego z minuty na minutę Ismaheela.
Odpowiedzią na narastającą determinację gospodarzy były zmiany w drużynie Lecha – słabego Ismaheela i wartościowego Walemarka zastąpili Palma, który wciąż szuka formy sprzed kilku tygodni i Gholizadeh. Ożywili grę ofensywną Lecha, ale i tak ofensywy tej nie było dużo, ze względu na stały nacisk Górnika, który nie ustawał ani na chwilę w dążeniu do wyrównania. Mnożyły się stałe fragmenty przeciwko Lechowi, sędzia Sylwestrzak chętnie i nie zawsze zasadnie przyznawał rzuty wolne dla gospodarzy. Nie można było powiedzieć, że Lech kontroluje wydarzenia na boisku, wprost przeciwnie, momenty posiadania piłki były krótkie, Zabrzanie nastawili się na natychmiastowe jej odbieranie i im się to udawało.
Kiedy już Lech zrywami przedostawał się pod pole karne, to na chwilę. Nie udawały się próby gry kombinacyjnej. Palma, Gholizadeh, Rodriguez, Ishak, dopóki nie zmienił go Agnero, sprawiali wrażenie zupełnie niezgranych. Iworyjczyk w 90 minucie stanął przed fantastyczną szansą. Na przeszkodzie stanęła nieopisana nieudolność tego gracza. Ostatnie pudło Rodrogueza to nic w porównaniu do tego, co teraz zrobił napastnik kupiony za ogromne pieniądze. W dodatku po chwili sfaulował rywala przed własnym polem karnym i jego koledzy musieli stawać na głowie, by nie stracić zwycięstwa.



