Cenny remis z niedosytem

Grą na czas ratowała się przed porażką w Poznaniu drużyna z Bundesligi. Mecz zakończył się wynikiem 1:1 dającym Lechowi niemal murowaną grę w pucharach wiosną. Przed spotkaniem uznane by to zostało za wartościowe osiągnięcie, ale wydarzenia układały się nieprawdopodobnie. Gdy ekipa 1 FSV Mainz wyszła na dwubramkowe prowadzenie wydawało się, że marzenia fanów Lecha prysły. Szybko jednak zrobił się remis, a w drugiej połowie, dzięki grze w przewadze, realne było zwycięstwo. Kolejorz nacierał, Niemcy się jednak wybronili.

Już pierwsze, wyrównane minuty pokazały, że nie taki diabeł straszny, jak go malują. Owszem, gracze z Bundesligi sprawnie operowali piłką i potrafili przyspieszyć akcje w decydujących momentach, ale i Lech rozgrywał ciekawe akcje ofensywne. Po dobrym wrzuceniu piłki w pole karne przez Palmę w idealnej sytuacji znalazł się Ishak, niemiecki bramkarz nie dał się jednak pokonać. Widać było, że choć zawodnicy z Bundesligi mają poważne problemy jako zespół, nie są dobrze zorganizowani, to jakości w tej drużynie nie brakuje.

A potem wystarczyło kilka akcji Mainz, by obnażyć defensywne braki Lecha. Gdy piłka trafiała do najlepszego wśród gości Hollerbacha, trzeba było bić na alarm. Niemcy sprawnie i prawie niezauważalnie przemieszczali się pod bramkę Mrozka i za każdym razem było groźnie, dośrodkowania dochodziły do celu. W jednej z takich akcji Pereira udawał, że przeszkadza Hollerbachowi we wrzuceniu piłki na drugi słupek. Mrozek nie bardzo wiedział, jak się zachować i Kawaski, który chwilę wcześniej zastąpił kontuzjowanego kolegę, strzałem z bliska dał swej drużynie prowadzenie.

To nie był koniec nieszczęść, bo szybko padł drugi gol dla Niemców, którzy nie mieli żadnych problemów z ominięciem beznadziejnej obrony Kolejorza. Umiejętności Mońki, Gurgula, Skrzypczaka, Pereiry wystarczają na polską ligę, ale trochę lepsi zawodnicy obnażali wszystkie braki tych zawodników. Gdy Hollerbach pokonał Mrozka, nastroje na stadionie zrobiły się minorowe. Na szczęście pierwszy raz tego wieczoru szczęście dopisało Lechowi: po długich obradach VAR dopatrzył się pozycji spalonej. W graczy Lecha wstąpił nowy duch, przenieśli się na połowę gości. I choć trwonili wiele dobrych sytuacji za sprawą niechlujstwa w rozegraniu, to szanse bramkowe mieli, oddawali celne strzały, a w dodatku znów im dopisało szczęście. Palma został sfaulowany w polu karnym i rumuński sędzia wskazał na jedenasty metr.

Wszystko zawisło na włosku, gdy znów do akcji przystąpił VAR – wcześniej bowiem piłki ręką dotknął Palma. Ostatecznie, jakżeby inaczej, szczęście dopisało i Ishak stanął przed dużą szansą. Okazało się, że ma żelazne nerwy, jego podcinka ośmieszyła bramkarza. Wszystko jeszcze było tego wieczoru możliwe. Niemcy szybko spostrzegli braki w grze swego przeciwnika – liczne błędy w rozegraniu, niecelne podania, niepewna obrona. Już do końca meczu nie forsowali tempa. Czekali, aż gracz Lecha popełni kolejny błąd, a po przejęciu piłki ruszali w kilku do ataku i byli bliscy celu. Potem sytuacja się powtarzała, tylko kwestią czasu było, kiedy piłkarze Lecha znów podarują rywalom piłkę.

Choć Lech atakował schematycznie, powoli, wymieniał niezliczone podania po obwodzie, to od czasu do czasu stwarzał zagrożenie. No i miał szczęście – Niemiec, który otrzymał żółtą kartkę w sytuacji z rzutem karnym, dopuścił się ponownego faulu na kartkę i wyleciał z boiska. Przez większą część drugiej połowu Kolejorz grał w liczebnej przewadze. Piłkę miał prawie bez przerwy, ale z ogromnej przewagi nie potrafił zrobić użytku. Nie pomagało mu to, że rozgrywał akcje w panice, bo rywale od czasu do czasu przejmowali piłkę i ruszali do kontry. To były jednak nieliczne sytuacje. Lech stworzył kilka bardzo dobrych okazji, rozgrywał głównie w środku, ale Bengtsson i Ismaheel, którzy zmienili wcześniej grających skrzydłowych, siali popłoch w szeregach Mainz. Zażarta walka toczyła się pod niemiecką bramką. Niewiele w samej końcówce zabrakło do straty punktu, gdy spanikowani Lechici tracili piłkę na własnej połowie.

Wywalczony punkt prawdopodobnie zapewni Lechowi awans w Lidze Konferencji, ale dla pewności warto wrócić z przedgwiazdkowej wyprawy do Ołomuńca z jakimkolwiek dorobkiem punktowym.

Udostępnij:

Podobne

Odszedł Jarek Jechorek, legenda Lecha

Ten dzień zapamiętamy jako smutny moment w dziejach Lecha Poznań. Piłkarze przeszli do historii kompromitując się odpadnięciem z rywalizacji o Ligę Mistrzów. Wcześniej przyszła wiadomość

Kompromitacja wszechczasów

Warto zapamiętać datę 29 lipca 2026 roku. To jeden z najczarniejszych dni w historii polskiego futbolu, za sprawą Lecha Poznań. Zaliczył już sporo okropnych kompromitacji,

Nie dzielą skóry na niedźwiedziu

Mimo wysokiego zwycięstwa Lecha w Danii, który jest teraz niewątpliwym faworytem rywalizacji, sprawa awansu nie została rozstrzygnięta. Trener Freferiksen przekonuje swych graczy, że wszystko może