Kibice Lecha na to nie zasłużyli

Niełatwo być kibicem Lecha, a ten klub ma ich prawdopodobnie najwięcej w Polsce. Gotowi są wybaczyć mu wszystkie te upiorne upokorzenia, licznie przychodzą na stadion, gdy dzieje się coś dobrego. Tej jesieni ustanowili nawet ligowy rekord frekwencji. A klub daje im w zamian kopniaka za kopniakiem, jakby się za coś mścił. Nie szkoda tych biednych ludzi? Nie zasłużyli na to!

Porażkę z klubem ze środka tabeli ligi hiszpańskiej, jednej z najmocniejszych, najbardziej jakościowych w świecie, można było zakładać, nawet na się na nią nastawić. Jednak okoliczności, w jakich zadziwiający w pierwszej połowie Kolejorz dał się dogonić i rzucić na kolana, woła o pomstę do nieba. Z drużyny, która daje się tak sponiewierać, nic już dobrego raczej nie będzie. Lech jest w ślepej uliczce, co powinno zmusić do poważnej refleksji tych, co tym biznesem zawiadują.

Mecz na stadionie w Vallecas nie jest wyjątkiem. Nie pierwszy raz Lech traci punkty tuż przed końcem meczu, przestaje walczyć. Tak stało się choćby na Gibraltarze. Nie pierwszy raz na wysokości zadania nie staje defensywa. Nie pierwszy raz wejście na boisko zmienników powoduje, że zespół natychmiast idzie w rozsypkę. Nie pierwszy raz trenerskie decyzje zamieniają drużynę w grupę ludzi sprawiających wrażenie, że właśnie spotkali się pierwszy raz. Trudno zaakceptować brak jakości u zmienników kosztujących miliony, ale czymś jeszcze gorszym jest brak charakteru, brak odpowiedzialności za wynik.

Hiszpański zespół przystąpił do meczu bez kluczowych swych graczy. Wszyscy w jego kadrze prezentują wysoką, hiszpańską jakość, więc przewaga w posiadaniu piłki, sprawność w przedostawaniu się pod bramkę Mrozka były niekwestionowane. Wtedy jeszcze obrona Lecha nie pozwalała się zaskakiwać. Hiszpanie owszem, ogrywali ją łatwo, ale strzałów nie oddawali. Jednak zapędzając się na połowę przeciwnika zostawiali wolne przestrzenie, a goście skwapliwie z tego korzystali. Wychodziły im prostopadłe podania i ataki prawą stroną boiska. Efekt – dwa gole. Tuż po przerwie powinien być trzeci, ale Rodriguez nie zachował się jak poważny piłkarz. Jego brak przytomności umysłu, zła decyzja zamieniły drugą połowę w koszmar jego drużyny.

Gdy z boiska zeszli ważni zawodnicy, zwłaszcza Palma i Ishak, nie było już groźnych ataków Lecha, nie udawały się kontrataki. W Rayo było dokładnie odwrotnie, bo po to się robi zmiany, by drużynie pomóc, a nie ją sparaliżować.  Gospodarze tłamsili Lechitów, którzy wybijali piłkę na oślep, przegrywali wszystkie bezpośrednie starcia. Duża w tym „zasługa” trenera. Musiał przeprowadzić zmiany, ale dlaczego wszystko zdemolował? Jego decyzje trudno zrozumieć. Wpuścił na boisko Lismana, bo potrzebował szybkości. Szybko go zdjął, bo potrzebował obrońcy. Ani Lisman nie dał niczego dobrego drużynie, ani jego zejście nie zapobiegło kompromitacji.

Gdyby nawet trener się nie zagubił, to i tak nie ma wartościowych zmienników. Nie on decydował o transferach, więc czynienie go jedynym sprawcą kolejnej katastrofy jest niesprawiedliwe. Może kiedyś dowiemy się, czym Agnero tak bardzo zachwycił specjalistów z Lecha, że wydali na niego majątek. To była o tyle zadziwiająca decyzja, że podjęli ją ci sami ludzie, którzy stoją za transferami Palmy, Walemarka, Sousy, Gholizadeha, nie wspominając już o Ishaku.

Udostępnij:

Podobne

Odszedł Jarek Jechorek, legenda Lecha

Ten dzień zapamiętamy jako smutny moment w dziejach Lecha Poznań. Piłkarze przeszli do historii kompromitując się odpadnięciem z rywalizacji o Ligę Mistrzów. Wcześniej przyszła wiadomość

Kompromitacja wszechczasów

Warto zapamiętać datę 29 lipca 2026 roku. To jeden z najczarniejszych dni w historii polskiego futbolu, za sprawą Lecha Poznań. Zaliczył już sporo okropnych kompromitacji,

Nie dzielą skóry na niedźwiedziu

Mimo wysokiego zwycięstwa Lecha w Danii, który jest teraz niewątpliwym faworytem rywalizacji, sprawa awansu nie została rozstrzygnięta. Trener Freferiksen przekonuje swych graczy, że wszystko może