Mogli mieć wszystko, skończyli z niczym. Lech przegrał (prawie)wygrany mecz

Po pierwszej połowie Lech sensacyjnie prowadził z Rayo Vallecano 2:0 i wydawało się, że swój los trzyma w garści, tym bardziej, że jego kontry mogły dać jeszcze dużo dobrego. Po przerwie, a zwłaszcza po zmianach zaordynowanych przez obu trenerów wszystko się odwróciło. Hiszpanie grali coraz lepiej, gnietli Lecha, ten zaś stał się bezradny, wystraszony, pozbawiony sił i piłkarskiej jakości. Stracił trzy gole, decydującego w ostatnich sekundach.

Nie było zaskoczeń w składzie Lecha. Można się było zastanawiać tylko nad tym, czy wystąpią Moutinho, Ismaheel, Jagiełło. Trener zostawił ich na ławce wystawiając Gurgula, Bengtssona, Rodrigueza. Jak się okazało, było to solidne zestawienie, jednak gdy na boisko weszli zmiennicy, wszystko się posypało.

Dużo działo się już od pierwszych minut. Gospodarze demonstrowali, jak bardzo są groźni, jak szybko potrafią atakować, tworzyć wielkie zamieszanie w polu karnym Lecha. Przetrwał on te ataki i skontrował. Rodriguez prostopadłym podaniem wyprowadził Palmę na pozycję sam na sam, Honduranin przewrócił się jednak, a sędzia pokazał obrońcy żółtą kartkę i podyktował rzut wolny z linii pola karnego. Potem jednak obejrzał powtórkę i wydawało się, że zmieni kolor kartki. Jednak stwierdził, że faulu nie było i szansa przepadła.

Jednak po chwili Lech znów skontrował, tym razem skutecznie. Periera dośrodkował, a Palma pięknym strzałem głową dał Lechowi sensacyjne prowadzenie. Gospodarze starali się wyrównać grając w swoim stylu – zdobywając teren długimi podaniami, a potem gubiąc obronę gości szybko wymieniając się piłką. Po 20 minutach trzeba było drżeć o zdrowie jedynego napastnika Kolejorza. Doznał urazu mięśnia bez ataku rywala. Wydawało się, że zespół na długo stracił Ishaka, na szczęście kapitan wrócił do gry.

W miarę upływu czasu rosła przewaga Rayo i w polu karnym Mrozka raz po raz się kotłowało. Tyle, że nie było z tego strzałów. Lech natomiast rzadko zapuszczał się na połowę gospodarzy, ale kiedy po pół godzinie wyprowadził kontrę, od razu zrobiło się groźnie. Palma oddał dobry, ale obroniony przez bramkarza strzał. W kolejnych minutach Lech wykorzystał przerwę w atakowaniu przez Rayo i przejął inicjatywę. Przyniosło to piękny skutek, znów po akcji prawą stroną. Rodriguez płasko dośrodkował, a Kozubal uderzył z pierwszej piłki, też płasko, poza zasięgiem bramkarza. 2:0 dla Lecha!

Mimo bezpiecznego wydawało się prowadzenia, mecz wciąż trwał, a jakość gospodarzy była niepodważalna. Robili co chcieli z defensywą Lecha, kilka razy byli blisko złapania kontaktu, zwłaszcza w czasie doliczonym do pierwszej połowy, a było tego aż 4 minuty. Udało się to przetrwać bez straty, ale była jeszcze druga połowa. Ona jednak mogła zacząć się dla Lecha fantastycznie. Po prostopadłym podaniu na pozycję sama na sam wyszedł Rodriguez. Mógł strzelić obok bramkarza, wolał się z nim jednak pojedynkować i wielka szansa na faktyczne zamknięcie meczu przepadła. To było karygodne zachowanie piłkarza Lecha.

Trener hiszpańskiej drużyny zmienił po kilkunastu minutach aż trzech zawodników, a jeden z nich już po chwili zdobył kontaktową bramkę, bardzo zresztą łatwą, po dośrodkowaniu. Strzelcowi w żaden sposób nie przeszkadzał stojący obok Pereira. Przewaga gospodarzy zrobiła się jeszcze większa, Lech znalazł się w głębokiej defensywie. Frederiksen też zrobił trzy zmiany, było się więc czego obawiać – tym bardziej, że jednym z nowych graczy był zupełnie bezużyteczny, jak się okazało, Agnero. Anemiczny, zrezygnowany, nie podejmujący walki.

Mecz do jednej bramki wciąż trwał, przewaga gospodarzy była ogromna. Lech już nie był groźny w kontratakach, po wejściu nowych graczy brakowało mu jakości. Kilka minut przed końcem stało się – Rayo wyrównało, po serii błędów obrońców, na końcu Milicia. Wyglądało to coraz gorzej. Lech stracił kontrolę nad wydarzeniami, jakby czekał na wyrok. Powtarzały się błędy w rozegraniu, a co najgorsze w obronie. Jeszcze w ostatnich minutach zebrał się w sobie, zaatakował, jednak brakowało umiejętności, zdecydowania, więc szanse przepadły.

Wystarczyło przetrzymać piłkę, przetrwać doliczony czas i uzyskać przynajmniej remis. Nic z tego. Słaby, zmęczony, sponiewierany Lech stracił gola, czyli punkty w ostatnich sekundach meczu. Pereira przegrał pojedynek biegowy i stało się.

Udostępnij:

Podobne

Taktyczna innowacja się broni. Póki co

Nie udało się przywieźć zwycięstwa z Białegostoku, choć niewiele do niego brakowało – determinacji i trochę szczęścia. Strata punktów nie przełożyła się na sytuację w

Wielki mecz w Wielką Sobotę

Choć wiele jeszcze spotkań do końca rozgrywek, starcie Lecha Poznań z Jagiellonią może mieć duży wpływ na końcową klasyfikację. Gdyby Kolejorz wygrał w Białymstoku, jego

Idą jak po swoje? Nie w tej lidze

Piłkarze Lecha wywołali tak duże oczekiwania, że lepiej sobie nie wyobrażać rozczarowania, gdyby coś poszło nie tak, gdyby drużyna „odzyskała” formę z początku sezonu. Lider