Pokonanie przez mistrza Polski Górnika Zabrze, zdobywcę Pucharu Polski, wynikiem 3:1 sugeruje, że Lech się nie namęczył, wygrał łatwo, już jest w wysokiej formie. Tak jednak było, w grze Kolejorza nie wszystko się zazębiało, a przede wszystkim nie wyzbył się błędów i łatwych strat. Mimo tego był lepszą drużyną, z klasowymi zawodnikami w składzie, choć potrzebują oni większej liczby meczów, by wszystko zaczęło sprawnie funkcjonować. Tymczasem już we wtorek trzeba rozegrać mecz być może decydujący o najbliższej przyszłości klubu.
Lech zaczął starcie o Superpuchar z dużym animuszem, ujawniał wielkie możliwości, łatwo wchodził w pole karne rywala i już po kilku minutach Ishak stanął przed świetną okazją. Strzelił mocno, ale zbyt wysoko. Kilka minut później gola mógł zdobyć Kozubal, jednak pogubił się w decydującym momencie. Trener Gasparik wyspecjalizował się w zaskakiwaniu Lecha kontratakami, ogrywaniu go nie jakością gry, ale mądrą taktyką. Wydawało się, że stanie się tak i tym razem. Fatalny błąd popełnił Rodriguez i trzech graczy z Zabrza popędziło na bramkę Lisa. To się musiało zakończyć wyjściem gości na prowadzenie.
To nie był ostatni taki przypadek w tym meczu. Wielokrotnie gracze Górnika starali się odebrać piłkę prowadzącemu ataki pozycyjne Lechowi i wykorzystać wolną przestrzeń. To nauczka przed meczem w Aaarhus. Górnikowi takie kontry nie wychodziły. Lepszej drużynie łatwiej będzie zaskoczyć wysoko ustawioną defensywę Lecha. Po raz pierwszy kibice mogli obejrzeć grę Yegbe. Jest to obrońca szybki i sprawny, ale wielokrotnie musiał uciekać się do fauli, przegrał niejeden indywidualny pojedynek, choć zdarzało mu się w pojedynkę powstrzymywać groźne ataki Górnika, pokazać wielkie możliwości.
Jeszcze przed przerwą Lechowi udało się wyrównać, a stało się po szybko przeprowadzonej akcji, podaniu Walemarka do Kozubala i strzale tego drugiego. W drugiej połowie jakość Kolejorza ujawniła się bardzo szybko. Nie wszyscy kibice zdążyli zająć po przerwie miejsca, a już rozegrał szybką i płynną akcję, Ishak znalazł się w dobrej sytuacji i pewnie strzelił. Nie wiemy, czy takie było zalecenie trenera, ale od tego momentu inicjatywa należała do dążącego do wyrównania Górnika. Lech był mniej skory do atakowania, bronił się mądrze i spokojnie, szukał możliwości wyprowadzenia szybkiego ataku skrzydłami.
Kilka takich akcji było groźnych, szczególnie ciekawie zaczęło się dziać, gdy nastąpiły zmiany w składzie Lecha. Wprowadzony na boisko Agnero nareszcie pokazał się jako dobry, aktywny napastnik, grający intensywnie, agresywnie, nie popełniający strat. Szybko popisał się kilkoma dobrymi odbiorami, przerywał akcje rywali, inicjował ataki, celnie podawał. Wywalczył też gola. Oddał mocny strzał z kilkunastu metrów. Bramkarz odbił piłkę, ale na miejscu był Rodriguez i nie mógł w tej sytuacji nie trafić do bramki, odkupując winę za stratę jedynego (jak się okazało) gola.
Górnik ambitnie atakował do samego końca. Lis musiał bronić trudne strzały. W pierwszej połowie odbijał piłkę, zamiast ją łapać, czym zaniepokoił kibiców. W drugiej stanął na wysokości zadania, efektowną paradą zatrzymał piłkę zmierzającą pod poprzeczkę. Ofensywna gra Górnika miała konsekwencje – Lech znajdował przestrzeń do atakowania. Krótko przed końcem ośmieszył defensywę Górnika szybkimi podaniami. Agnero otrzymał piękny prezent od kolegów i strzelił bardzo łatwego gola. Niestety, we wcześniejszej fazie ataku sędziowie VAR-u wyłapali pozycję spaloną i gol uznany nie został. Jednak po kilku minutach Lech mógł triumfować, ku radości kibiców wypełniających niemal cały stadion wzniósł talerz stanowiący trofeum, pierwszy dla niego w nowym sezonie.



