Stanisław Atlasiński, najstarszy Lechita, nie żyje

Urodził się w 1912 roku, był więc o trzy lata starszy od Lecha Poznań, czyli klubu, który przez całe życie nosił w sercu. Jako napastnik w barwach Kolejorza rozegrał ok. 300 spotkań, nikt nie zliczy tych, które potem oglądał jako wierny kibic. Jeszcze kilka lat temu pojawiał się, pod opieką rodziny, przy ulicy Bułgarskiej. Śledził wydarzenia związane z Lechem, sporządzał notatki, chętnie dzielił się przemyśleniami. Zmarł 28 października.

Na świat przyszedł w Niemczech, bo tam rzuciły losy rodzinę Atlasińskich. Po powrocie do Polski osiedli w Poniecu koło Leszna, potem w Poznaniu. Młody Staś związał się z Ligą Dębiec, protoplastą Lecha, potem z KPW, klubem mającym już formalne koneksje z koleją. Podczas wojny uczestniczył w nielegalnych rozgrywkach piłkarskich, w drużynie Dębca, ryzykując sankcjami nakładanymi przez okupanta. Po wojnie, jako piłkarz już legalny, był czołowym napastnikiem kolejarskiej drużyny, choć musiał przedwcześnie zakończyć czynne uprawianie sportu – zerwał więzadła w kolanie, a ówczesna medycyna nie radziła sobie z takimi kontuzjami.

Pan Stanisław chętnie uczestniczył w spotkaniach z wszystkimi, którzy byli zainteresowani dawnymi czasami Kolejorza. Opowiadał, jak wyglądał futbol przed półwieczem, jak niewygodnie podróżowało się na mecze w wagonach kolejowych z twardymi siedzeniami, jak trudno się grało podczas deszczu, gdy skórzana piłka nasiąkała wodą, a sznurowanie potrafiło boleśnie zranić w głowę. Podczas takich spotkań nosił sygnet otrzymany od swego klubu za rozegranie w jego barwach 200 spotkań.

Pogrzeb pana Stanisława Atlasińskiego, legendy Kolejorza, odbędzie się 4 listopada o godzinie 13 na cmentarzu w Puszczykowie.

Rysunek autorstwa Jarka Czyża pochodzi z Alfabetu Lecha Poznań.

Udostępnij:

Podobne

Nie dzielą skóry na niedźwiedziu

Mimo wysokiego zwycięstwa Lecha w Danii, który jest teraz niewątpliwym faworytem rywalizacji, sprawa awansu nie została rozstrzygnięta. Trener Freferiksen przekonuje swych graczy, że wszystko może

Za darmo punktów nie przyznają

Chyba jeszcze nigdy w historii na Lecha nie spłynęło tak wiele pochwał. Za dobre i konsekwentne zarządzanie klubem, za rozsądną politykę finansową, za wizjonerstwo, którego

Bez pomysłu, bez pewności siebie, bez goli

Nie tak miała wyglądać inauguracja rozgrywek ligowych przez mistrza Polski. Spłynęło na niego ostatnio mnóstwo pochwał, zaczął się jawić jako wschodząca potęga nie tylko krajowego

Przyjaźń? Byle nie na boisku

Na niczym Lech gorzej ostatnio nie wychodzi niż na tzw. meczach przyjaźni. W poprzednim sezonie przyszły mistrz Polski rozgrywał dwa takie dwumecze, a w każdym