Skutków to jednak nie dało żadnych. Lech we Wrocławiu bramki zdobyć nie potrafił, na co wpływ miała nie tyle postawa napastników, co schematyczna, powolna gra całej drużyny, brak kreatywności.- Nasza gra była dobra. Długo utrzymywaliśmy się przy piłce. Potrafiliśmy tworzyć okazje bramkowe. Rezultat był jednak rozczarowujący – przyznaje Nicki Bille.
Duńczyk twierdzi, że jego współpraca z Marcinem Robakiem. Wypracował mu dobrą sytuację, on potrafił podobną stworzyć Kownackiemu, gdy ten pojawił się na boisku w końcówce. – Okazji bramkowych było dużo, nie potrafiliśmy ich jednak wykorzystać. To, że je tworzymy, jest optymistyczne – mówi. Lepiej się czuje, gdy jest jedynym napastnikiem i do niego trafiają piłki w ataku. Woli współpracować ze znajdującym się blisko niego ofensywnym pomocnikiem. Przyznaje jednak, że jeżeli napastników jest dwóch, łatwiej zaszkodzić przeciwnika, obrońcom trudniej upilnować dwóch zawodników.



