Legia jeszcze przed sezonem rezerwowała dla siebie mistrzowski tytuł. Cieszy się najwyższym budżetem, stać ją na piłkarzy drogich, co nie zawsze znaczy cennych. Rzeczywiście szybko wysforowała się na czoło tabeli, na co jednak wpływ miała nie tyle klasa tej drużyny, co słabość pozostałych, w tym niestety i Lecha. Jesienią i już tej wiosny kibice Kolejorza przeżywali traumę. Nasi piłkarze dokonywali prawdziwych cudów zaskakując porażkami, w które nikt by przed faktem nie uwierzył. Potem punkty zaczęła gubić także Legia pokazując, jak dużo jej brakuje do klasy prezentowanej w ubiegłych sezonach przez te drużyny, które tytuły wywalczały z wielką przewagą, ciesząc się nimi długo przez ostatnią kolejką.
W ubiegłym sezonie Lech znakomicie grał na wyjazdach, gubiąc mnóstwo ważnych punktów u siebie. W nowym przegrał u siebie tylko raz, za to marnie spisuje się poza Poznaniem. Już sam fakt, że dla piłkarzy Lecha ma znaczenie, gdzie rozgrywają mecz, świadczy o słabości tego zespołu. W sobotę trzeba to przełamać. Dowieść własnej klasy i odwagi, umiejętności wykorzystania własnej siły, zniwelowania atutów rywala. Kibice Kolejorza są wyposzczeni. Długo nie mogli przeżywać wielkiej radości. Kiedyś musi ona przyjść. Jeżeli nie w sobotę, to kiedy? W następnym sezonie? A może jeszcze później, skoro drużynę wzmacnia się niezauważalnie?
Lech ma wielkie szczęście. Funkcjonuje w Poznaniu, gdzie zapotrzebowanie na sukces jest gigantyczne, gdzie kibice puszczą w niepamięć wszelkie upokorzenia, byle napawać się nadzieją na dobre czasy. Tu nie budowało się stadionu po to, by go po prostu mieć i się nim chwalić. Lech nie jest Śląskiem Wrocław, na utrzymanie którego składają się wszyscy mieszkańcy miasta, mimo iż nikt ich nie pyta, czy godzą się zaspokajać ambicje władz i finansować klub nie budzący większego zainteresowania.
Osoby władające Lechem są świadome oczekiwań kibiców, nawet jeżeli nie dają tego po sobie poznać. Czasami można odnieść wrażenie, że w tym mieście tylko zarząd Lecha nie przejmuje się porażkami drużyny i brakiem postępów w jej grze. Pozostali sytuację klubu przyjmują z poczuciem zawodu i z bólem, którego nie mają zamiaru ukrywać. Potrzebny jest im sukces, a nie zapewnienia, że wszystko idzie w dobrym kierunku, że klub jest zarządzany ze spokojem, że najważniejsza jest biznesowa stabilność i brak ryzyka, że nikt nie chce wydawać ani trochę więcej niż jest to niezbędnie konieczne.
Mimo tych wszystkich okoliczności – cieszę się oczekiwaniem na zwycięstwo. Przy Łazienkowskiej od dawna tak bardzo nie bali się przyjazdu Lecha. Mają rację. Jestem naiwny? Być może, ale jeżeli tego pożałuję, to dopiero w sobotę. Natomiast ewentualny triumf, czyli uchylenie sobie drzwi prowadzących do wydarzeń, o którym strach nawet myśleć, by nie zapeszyć, pozwoli uwierzyć, że klub idzie w dobrym kierunku, a drużyna prowadzona jest fachowo. Prawdziwy kibic zawsze będzie wierzył w zwycięstwo, nawet jeżeli nie potrafi zapamiętać, ile razy się przeliczył.
Józef Djaczenko




