Gostomski wygrał Lechowi mecz

Nie bramkarz miał być bohaterem tego spotkania, lecz któryś z zawodników ofensywnych. Kibice przed meczem prześcigali się licytując liczbę bramek, jaką Lech zaaplikuje słabemu Widzewowi. Była tylko jedna, na samym początku. A potem długie i kompromitujące bicie głową w mur, aż do szczęśliwego końca. Grający przez prawie cały mecz w osłabieniu Widzew, który nie pamięta już ostatniego ligowego zwycięstwa, był o włos od strzelenia wyrównującej bramki. Gdyby nie klasa Gostomskiego i jego szczęście, nie byłoby nawet tego skromnego zwycięstwa.

Trudno sobie wyobrazić szczęśliwsze rozpoczęcie meczu. Już w 3. minucie Łukasz Teodorczyk, wychodzący po składnej akcji na czystą pozycję, został sfaulowany przez Rafała Augustyniaka. Młody sędzia z Żywca, pan Wajda znany jest z tego, że nie ma wielkich skrupułów przed sięganiem po czerwoną kartkę. Także i teraz sobie nie odmówił. Błędu nie popełnił. Ten mecz miał prowadzić pan Szymon Marciniak, nastąpiła jednak zmiana niemal w ostatniej chwili.

To był początek nieszczęść Widzewa, bo już w 11 minucie gola strzelił Teodorczyk, wykorzystując znakomite podanie z prawej strony Gergo Lovrencsicsa. To była błyskawiczna akcja, obrona gości nie miała szans. Lech mógł, a raczej powinien iść za ciosem. Tak zrobiłaby klasowa drużyna. Nie może być lepszej sytuacji niż prowadzenie i gra na własnym boisku w przewadze. Lech jednak stanął w miejscu, jakby poczuł, że jest po meczu. Owszem, atakował, stworzył kilka sytuacji, przed dużą szansą na gola stanął Hamalainen, przed jeszcze lepszą Teodorczyk. Obaj koncertowo je zmarnowali. Nie było widać wielkiej determinacji w dążeniu do podwyższenia prowadzenia.

Niewiele brakowało, by Widzew wyrównał, gdy do dobrej sytuacji, po samotnym rajdzie i ograniu Wołąkiewicza doszedł Eduards Visnakovs. Gdyby jeszcze udało mu się dobrze strzelić, byłaby to piękna akcja. Potem Okachi uderzył sprzed pola karnego i Maciej Gostomski musiał pokazać, że ma refleks i mimo dużego wzrostu jest zwinny.

Druga połowa zaczęła się kilkoma atakami Lecha, niestety nieskutecznymi. Kolejną dobrą sytuację zmarnował grający zrywami Hamalainen. Ten zawodnik był długimi fragmentami dziwnie zagubiony i mało skoncentrowany, by od czasu do czasu, całkiem niespodziewanie, przeprowadzić dynamiczny i groźny rajd. Piłka trafiła w poprzeczkę po dynamicznym wejściu w pole karne Mateusza Możdżenia. Dobrze strzelał Łukasz Trałka, jeden z najlepszych tego dnia w drużynie Lecha. Ciągle był pod grą, pokazywał się w defensywie, gdzie odbierał rywalom piłkę, by za chwilę przenieść się pod pole karne przeciwnika. Pecha miał Lovrencsics, oddający strzały blokowane przez obrońców. Bardzo źle tym razem wypadł Szymon Pawłowski. Wdawał się w dryblingi, po których notorycznie tracił piłkę. Niecelnie podawał.

Im bliżej było do końca, tym bardziej nerwowo robiło się na boisku. Po 20 minutach rozległy się pierwsze gwizdy, po kolejnych nieudanych zagraniach było ich więcej. Widzew bronił się szczęśliwie, zawodnicy z Łodzi mogli się cieszyć, że nie trafili na groźniejszą, potrafiącą strzelać gole drużynę. Od czasu do czasu wyprowadzali kontrę, na piłkę z przodu czekał Visnakovs. Obrońcy Lecha próbowali odcinać go od podań. Kiedy już Widzew stwarzał groźne sytuacje, na posterunku stał Gostomski, broniący tak pewnie, jakby to nie był jego drugi mecz w ekstraklasie. Miał też mnóstwo szczęścia, gdy kilka minut przed końcem piłka obiła słupek i poprzeczkę, zatrzymała się na linii, a wszystko to w jednej akcji. Piłka nożna potrafi być okrutna, ale tym razem nie pokazała Lechowi najgorszego oblicza.

Kibice Lecha oglądali ten mecz najpierw z radością, potem ze zniecierpliwieniem, wreszcie z rumieńcem wstydu, a na koniec z westchnieniem ulgi. Pozostał niesmak, bo po pewnej wygranej w Gliwicach wydawało się, że nie będziemy już musieli patrzeć na bezradnego i zagubionego Lecha.

 

Lech Poznań – Widzew Łódź 1:0 (1:0)
Bramka: 1:0 Teodorczyk (11)
Widzów: 17.878
Sędzia: Tomasz Wajda (Żywiec)
Żółte kartki: Lovrencsics, Pawłowski, Jakóbowski – Mielcarz, Alex Bruno
Czerwona kartka: Augustyniak (Widzew).
Lech: Maciej Gostomski – Mateusz Możdżeń, Hubert Wołąkiewicz, Marcin Kamiński, Barry Douglas – Łukasz Trałka, Karol Linetty (85. Michał Jakóbowski) – Gergo Lovrencsics, Kasper Hamalainen, Szymon Pawłowski (73. Bartosz Ślusarski) – Łukasz Teodorczyk.
Widzew: Maciej Mielcarz – Jakub Bartkowski, Rafał Augustyniak, Jonathan de Amo, Marcin Kaczmarek – Aleksejs Visnakovs (46. Alex Bruno), Povilas Leimonas, Krystian Nowak, Mariusz Rybicki (78. Alex Bruno) – Alen Melunović (15. Princewill Okachi), Eduards Visnakovs.

Udostępnij:

Podobne

Odszedł Jarek Jechorek, legenda Lecha

Ten dzień zapamiętamy jako smutny moment w dziejach Lecha Poznań. Piłkarze przeszli do historii kompromitując się odpadnięciem z rywalizacji o Ligę Mistrzów. Wcześniej przyszła wiadomość

Kompromitacja wszechczasów

Warto zapamiętać datę 29 lipca 2026 roku. To jeden z najczarniejszych dni w historii polskiego futbolu, za sprawą Lecha Poznań. Zaliczył już sporo okropnych kompromitacji,

Nie dzielą skóry na niedźwiedziu

Mimo wysokiego zwycięstwa Lecha w Danii, który jest teraz niewątpliwym faworytem rywalizacji, sprawa awansu nie została rozstrzygnięta. Trener Freferiksen przekonuje swych graczy, że wszystko może