W przerwie na zgrupowania reprezentacji piłkarze Lecha, w trosce o zachowanie rytmu meczowego, zagrali z solidnym, jak się miało okazać przeciwnikiem, Energie Cottbus. To ekipa z 2 Bundesligi, nieźle tam sobie radząca, silna fizycznie i szybka. Remis 2:2 jest wynikiem zasłużonym. Lech wystąpił w składzie eksperymentalnym, z wieloma młodzieżowcami w drugiej połowie. Nie mógł grać kontuzjowany Sayyadmenesh.
Ledwo mecz się zaczął, a już goście zza Odry prowadzili. Butler nacisnął na Yegbe, okazał się od niego silniejszy, strzelił celnie. Lech robił wszystko, by odzyskać równowagę, ale i tak to gracze z 2 Bundesligi tworzyli kolejne okazje, błyskawicznie przemieszczając się po boisku, kierując piłkę do dobrze wychodzących na pozycje napastników, za plecy obrońców. Brakowało im tylko celności, trafiali obok bramki. W końcu Lechowi udała się szybka akcja, Ishak podał do Agnero, ten uderzył lewą nogą w długi róg dając swej drużynie wyrównanie.
Energie to beniaminek swej ligi, wracający z banicji do lig jeszcze niższych, ale i tak górował nad Lechem w opanowaniu piłki, składniej ją rozgrywał, nie tracił tak łatwo, jak gospodarze, którzy zepsuli mnóstwo akcji wskutek niedokładnych zagrań, niecelnych podań. Kolejorz seriami marnował próby przedostania się na niemieckie przedpole. Jednak kilka jego akcji ofensywnych mogło się podobać, gdy były prowadzone płynnie. Brakowało tylko precyzji w fazie końcowej.
Gdy do końca pierwszej połowy brakowało 10 minut, przed świetną okazją stanął Rodriguez. Przyjął piłkę na pograniczu pozycji spalonej, znalazł się sam przed bramkarzem, minął go zwodem, ale potem źle się zachował i dał sobie piłkę odebrać. Na początku drugiej połowy Lech powinien wykonać rzut karny, gdy niemiecki obrońca łokciem zatrzymał piłkę po strzale Pereiry. Natomiast chwilę później Energie wyszło na prowadzenie po dośrodkowaniu i strzale z najbliższej odległości. Powtórzyła się więc sytuacja z pierwszej połowy, zresztą po minucie mogło być jeszcze gorzej po zamieszaniu przed bramką Pruchniewskiego.
W drugiej połowie Lech grał słabiej niż w pierwszej, mniej było płynnych akcji, więcej niewymuszonych błędów. Jednak w 65 minucie udała się wreszcie efektowna akcja, po wyjściu spod pressingu i serii szybkich podań ze strony na stronę, aż Bengtsson mógł wejść w pole karne i oddać plasowany strzał zdobywając gola. W dodatku po kilku minutach Kolejorz mógł wyjść na prowadzenie. Szarżujący w polu karnym Jakóbczyk został powalony przez niemieckiego obrońcę. Pech chciał, że do jedenastki podszedł Agnero. Usiłował strzelić technicznie, trafił jednak w słupek i szansa na zwycięstwo przepadła.
W wyjściowym składzie znaleźli się: Pruchniewski, Gumny, Skrzypczak, Yegbe, Pereira, Murawski, Rodriguez, Jagiełło, Bengtsson, Ishak, Agnero. W drugiej połowie na boisko weszli Jakóbczyk, Dziuba, Śledziński, Kowalski, Klecha.



