Zanim mistrz Polski zmierzy się z Bayerem, musi sprostać beniaminkowi ekstraklasy

Trudno będzie przywieźć punkty z Wrocławia, gdy Lech stracił główne swe atuty. Sayyadmanesh i Walemark przerastają umiejętnościami polską ligę i od początku sezonu krajowego i międzynarodowego decydują o ofensywnej sile drużyny. Irańczyka nie zobaczymy na boisku przed następną przerwą na mecze reprezentacji. Szwed, który świetnie wypadł w meczach swej drużyny narodowej, nabawił się choroby, przedwcześnie wrócił do Poznania. Jak podczas spotkania z dziennikarzami przyznał trener Niels Frederiksen, skrzydłowy nie jest w stu procentach gotowy do najbliższego meczu. Nie zdradził, czy w ogóle na boisku się pojawi.

Na te osłabienia nakładają się tradycyjne kłopoty drużyny z odzyskaniem rytmu meczowego po przerwie w rozgrywkach. Tak jest za każdym razem i niewiele wskazuje, że teraz sytuacja od razu się poprawi, nawet jeżeli trener nie widzi w tym problemu. Twierdzi, że przerwa po maratonie meczowym prawie równie długim, jak ten, który właśnie się rozpoczyna, była jego piłkarzom bardzo potrzebna. Trudno się z tym nie zgodzić. Odpoczynek, a potem wartościowe treningi zawsze się przydają, nawet jeżeli nie wszyscy zawodnicy biorą w nich udział. Nie jest jednak tajemnicą, że Lech uzyskuje najlepsze wyniki, gdy jest w uderzeniu, cieszy się grą, piłkarze dobrze się rozumieją. Natychmiastowe wejście w rytm łatwe nie będzie.

Kontuzje, szczególnie mięśniowe, dotykają piłkarzy Lecha częściej niż graczy innych zespołów. Tak działo się w poprzednich sezonach, nie inaczej jest teraz. Pociecha w tym, że skończyło się leczenie tych, co wcześniej złapali urazy. Do drużyny wrócili Antoni Kozubal i Gustav Bergren. Nie ulega wątpliwości, że młody Polak natychmiast zasili wyjściowy skład, gdyż trener „od zawsze” ustalanie go zaczyna od niego. Pytanie tylko, czy pomocnik odzyskał choćby taką formę, jak sprzed kontuzji, a optymalna wówczas nie była. Wykaże to dopiero pierwszy mecz. Natomiast Szwed już przed urazem miał kłopoty z ujawnieniem klasy, jaką prezentował podczas pierwszego pobytu w Polsce.

Mimo tych obiektywnych trudności Niels Frederiksen wypowiadał się jak człowiek pewny swego. Zapewnił, że nie będzie kłopotów z zastąpieniem nieobecnych graczy. W miejsce Sayyadmanesha może wystawić Bengtossona, Palmę lub Hakansa. Szczegółów Duńczyk jak zwykle nie zdradził. Ma kilku pewniaków, takich jak Lis, Pereira, Mońka, Gurgul, Rodriguez, Kozubal, Ishak. Obsadzenie pozostałych pozycji to już zagadka. Trener twierdzi, że w trakcie maratonu, który czeka jego zespół, przydadzą mu się wszyscy piłkarze. Kto nie zagra we Wrocławiu, szansę otrzyma w kolejnych spotkaniach.

Bez rotacji z pewnością się nie obejdzie. Decydując o składzie na mecz ze Śląskiem, trener musi się liczyć z wyzwaniem, jakie jego drużynę czeka w czwartek, gdy trzeba mierzyć się z czołową ekipą Bundesligi, niedawnym mistrzem Niemiec. I w jednym, i w drugim spotkaniu kluczem do sukcesu może się okazać defensywa. Tylko Mońka jest pewniakiem do gry. Zdaniem trenera każdy z jego partnerów, Skrzypczak i Yegbe, mają swoje walory, więc będzie się kierował przydatnością ich w grze przeciwko konkretnym rywalom.

Niels Frederiksen miał okazję dwukrotnie rywalizować ze Śląskiem, w sezonie 2024/25. Domowy mecz zakończył się nikłym zwycięstwem Lecha po golu Szymczaka. W rewanżu późniejszy spadkowicz łatwo pokonał późniejszego mistrza 3:1. Poprzednie wrocławskie spotkania Lech też przegrał, to nie jest jego ulubiony stadion. W ocenie trenera Lecha obecny Śląsk gra powtarzalnie, ma w składzie klasowych zawodników, ale zdarzają mu się problemy w niektórych meczach, jak każdemu beniaminkowi.

Udostępnij:

Podobne

Czekając na Grbicia polskiego futbolu

Spośród wszystkich Polaków, którzy oglądali poniedziałkowy mecz ze Szwecją,  tylko ludzie Lecha Poznań mogą czuć satysfakcję. Błysnął w nim piłkarz Kolejorza Patrik Walemark. Był nie