Lech przegrał trzy ostatnie mecze we Wrocławiu, ten stadion i ta drużyna mu nie leżą. W sobotę znów tam trzeba zagrać, na domiar złego po długiej przerwie w rozgrywkach, która nigdy jeszcze na ten zespół nie zadziałała mobilizująco. Jakby tego było mało, drużyna straciła czołową swą postać w ofensywie – Sayyadmanesha. Jak tu być optymistą?
Trzytygodniowa przerwa dobiega końca. Zaczyna się trwający aż do listopadowych zgrupowań reprezentacyjnych czas rozgrywania trudnych i ważnych meczów co kilka dni, w ekstraklasie, Lidze Europy, Pucharze Polski, a także długich podróży, od Lizbony po Podkarpacie. To może być kluczowy okres, rozstrzygający o tym, czy sezon zaliczymy do wygranych. Niczego wartościowego nie można jeszcze osiągnąć, ale łatwo dużo stracić, pokrzyżować sobie plany na sukcesy w Polsce i w Europie.
Lech odpoczywał, trenował, rozegrał sparing bez pięciu czołowych swych graczy, powołanych na mecze reprezentacji. Wszyscy mają wrócić w środę i dopiero od czwartku uczestniczyć w przygotowaniach do sobotniego meczu. Niektórzy pojawiają się w Poznaniu w całkiem dobrych nastrojach. Największym wygranym okazał się Walemark, który miał duży udział w zwycięstwie Szwecji nad Polską, ujawnił deficyty ekipy Urbana, marność jej defensywy. Infekcja nie pozwoliła mu dokończyć zgrupowania, ale błysnął klasą, zwiększył swą wartość. W niezłym nastroju powinien pojawić się w klubie Palma, strzelec pięknego gola w spotkaniu z Jamajką. W ekipie Finlandii pokazał się Hakans.
Gorzej z nastrojem młodych Polaków. Mońka cieszył się z pierwszego powołania do reprezentacji, ale nie zagrał w niej ani chwili, a na koniec został przekazany młodzieżówce, by mógł zaliczyć pogrom we Włoszech. Nie on był tego winowajcą, nie grał gorzej niż koledzy, ale jedyną jego pociechą jest awans na Mistrzostwa Europy z drugiego miejsca. Dokładnie to samo może o sobie powiedzieć Gurgul.
Dobrze, że chociaż reprezentanci są w rytmie meczowym. Ich kolegom trudno będzie już w pierwszym występie wejść na wysokie obroty. Doświadczenie uczy, w pierwszych meczach Lecha po dłuższej przerwie najgorzej wypadają zawodnicy, którzy zostali w Poznaniu, by móc odpocząć i spokojnie potrenować. Całe szczęście, że kolejne spotkanie odbędzie się po meczowym przetarciu. Już w czwartek na Bułgarskiej pojawi się Bayer Leverkusen. O choćby punkt będzie Lechowi walczyć bardzo trudno, trzeba pokazać najwyższy swój poziom, by cokolwiek osiągnąć. I liczyć, że rywal nie będzie w pełni zmotywowany, nie wystąpi w najmocniejszym składzie.
Niestety, przez co najmniej miesiąc zabraknie gracza, który świetnie się do drużyny wprowadził, natychmiast zostając czołową jej postacią w ofensywie. Allahyar Sayyadmanesh dużo daje Lechowi występując jako „dziewiątka”, jako skrzydłowy, czy nawet atakując z głębi pola. Zespół poniósł jeszcze jedną, znów niepokojącą stratę. Nie jest to pierwszy jego kontuzjowany zawodnik, urazy to część futbolu. Tylko dlaczego akurat w Lechu, od kilku lat, występują one tak często? Dlaczego, czasami na bardzo długo, kontuzje mięśniowe dopadają wszystkich ofensywnych zawodników tej drużyny? W innych zjawisko o takiej skali nie występuje.



