Z Legią Papszuna trudniej niż z Sunderlandem?

Tak ciężko jeszcze nie było. Owszem, Lech grywał długimi okresami po dwa mecze w tygodniu, przeplatając je długimi podróżami, ale nie miał aż tak nielicznej kadry, szczególnie obrony. Zdolni do gry piłkarze muszą występować „od dechy do dechy”, bo nie mają zmienników. W pomocy i ofensywie jest trochę lepiej, ale i tu możliwości stosowania rotacji są mocno ograniczone. Akurat teraz trzeba rozgrywać spotkania, których przegrać nie wolno, jeśli sezon ma się zakończyć sukcesem. Najbliższy ligowy rywal przeciwnik ma sytuację komfortową – nie gra w Europie, z Pucharu Polski też się wypisał.

Trener Lecha dość buńczucznie wypowiedział się o niedzielnym meczu swej drużyny w Warszawie, co musiało spotkać się z ripostą trenera Legii, dla którego jest to najważniejsze wydarzenie sezonu, gdy dla Lecha tylko element serii spotkań rozgrywanych w krótkim czasie. W czwartek dużo sił trzeba było zainwestować w starcie z Sunderlandem. Wynik jest godziwy, ale nie można mówić, że piłkarze Kolejorza cieszyli się grą. Najczęściej biegali za przeciwnikami próbując powstrzymać ich ataki. Nieliczne próby ofensywne paliły na panewce niemal natychmiast, rywale łatwo odbierali im inicjatywę. Trener mówił o nauce intensywności, dzięki której kolejne ligowe odprawiane są z bagażem kilku bramek. Zasugerował, że Legia ma się czego bać. Papszun nie omieszkał się odciąć, wypomnieć rywalowi porażki.

Być może Legia bałaby się, gdyby prowadził ją inny trener. Papszun w przeszłości dowiódł, że potrafi znaleźć sposób na Lecha. Teraz z pewnością chce pozbawić go atutów. Nie ma wielkich gwiazd w składzie, ale rekompensuje to dyscypliną taktyczną, role w drużynie są rozpisane, Będzie ona stanowić jedność twardo broniąc, stosując pressing, mądrze się ustawiając, liczą na błędy Lecha, złe zachowania obrony.

Wynik meczu będzie zależeć nie od gwiazd Kolejorza, ale od ludzi, których nie ma kim zastąpić. Boczni obrońcy nie mają zmienników. Notorycznie mylący się Yegbe i pewniejszy niż dotychczas Skrzypczak też są sami, jeśli nie liczyć nieletniego Janyszki. Dziś już możemy powiedzieć, że zastąpienie Mrozka Lisem nie wzmocniło drużyny. Obecny bramkarz popisuje się refleksem, ma jednak kłopoty z łapaniem piłki, zbyt często ja odbija. Poza tym notorycznie wykopuje spod bramki na ślepo, by za chwilę znów interweniować.

Po warszawskim meczu ekipa Lecha nie wraca do Poznania, lecz przemieszcza się na Podkarpacie, gdzie przygotuje się do meczu Pucharu Polski. Siarka Tarnobrzeg to nie Bayer, nie Sunderland, ale w tych rozgrywkach niejeden faworyt połamał sobie zęby, gdy zespół z niższej ligi rozegrał meczu życia. Zespół Frederiksena nie tak dawno sromotnie poległ w tych samych okolicach. Na dodatek trener Resovii udzielił Duńczykowi lekcji savoir vivre’u pouczając, że witając rywala nie wypada trzymać drugiej ręki w kieszeni. Frederiksen nie ma zamiaru nikogo lekceważyć. Trzeba grać żelaznym składem, gdy ważni gracze się kurują. Gwiazdy Kolejorza nie mają co liczyć na odpoczynek.

Już w sobotę do Poznania przyjedzie Wisła, dla której, a zwłaszcza jej kibiców, pojedynek z mistrzem Polski ma znaczenie wyjątkowe. To nie mecz przyjaźni, ani na boisku, ani na trybunach. Na szczęście murowania bramki nie będzie, Lech znajdzie przestrzeń na rozpędzenie się – o ile boisko na to pozwoli. Po tygodniu do Poznania przyjedzie Zagłębie. W międzyczasie trzeba się wybrać do Lizbony, na jeszcze jeden mecz z przeciwnikiem z najwyższej półki. Potem przyjdzie czas na odpoczynek i na wymianę trawy.

Udostępnij:

Podobne