We wtorek przekonamy się, czy Lech wychodzi z kryzysu

Szczęście uśmiechnęło się do Lecha i pozwoliło wyszarpać punkty w meczu derbowym. Radość, jaka zapanowała w zwycięskiej ekipie, trudno uznać za w pełni uzasadnioną, bo to nie było wielkie osiągnięcie, a jakość gry nie pozwala na optymizm przed spotkaniem wtorkowym, o wiele ważniejszym, gdy trzeba będzie pokonać przeciwnika bez porównania trudniejszego.

Nikt się chyba nie spodziewał, że drużyna Kolejorza tak bardzo spuści z tonu, iż odniesienie dwóch kolejnych zwycięstw przyjęte zostanie z ogromną ulgą, a odwrócenie losów rywalizacji w derbach, zdobycie dwóch goli w jednym spotkaniu, okrzyknięte zostanie niemal cudem. W tej sytuacji nikt nie zwraca uwagi na to, co miało być najważniejsze, uznane za klubowy znak jakości. W poprzednich sezonach nauczyliśmy się traktować wygłaszane przez Bułgarskiej zapowiedzi, deklaracje z przymrużeniem oka. Co dziś jest obowiązującą strategią, jutro będzie wspomnieniem.

Nikt w klubie nie mówi już o stylu, w jakim Lech odnosi nieliczne zwycięstwa. Liczy się punktowanie, przerwanie serii meczów bez zwycięstwa. Nie tak dawno przed trenerem Dariuszem Żurawiem klub oficjalnie stawiał zadanie wprowadzenia pięknej, ofensywnej, cieszącej kibiców gry. To już przeszłość. W obecnej sytuacji byłoby to zbyt wygórowane żądanie. Nierealne. Jeśli dzisiejszy Lech prezentuje jakikolwiek styl, to jest to styl rozpaczliwy.

Widowiskowa gra drużyny Dariusza Żurawia chyba już na zawsze pozostanie wspomnieniem. Także hurtowe promowanie wychowanków trzeba będzie wstrzymać. Pora nie jest odpowiednia. Trzeba ratować to, co zostało do uratowania. Gdyby zresztą młodzi ludzie wchodzili masowo do tak topornie grającej ekipy, wpadliby w kompleksy, zatrzymali się w rozwoju. Starszym zawodnikom daleko do wysokiej formy. Nie stać ich na wiele, trudno się od nich uczyć.

We wtorek trzeba walczyć z Rakowem Częstochowa o półfinał Pucharu Polski. Jeśli awansu nie będzie, sezon można zamknąć, bo nikt przy zdrowych zmysłach nie uwierzy w dogonienie czołówki i załapanie się do pucharów dzięki miejscu medalowemu w lidze. Do tego potrzebne byłoby seryjne wygrywanie, pokonywanie tych, co są w tabeli przed Lechem. Męczarnie w meczu z Wartą nie dają nadziei, że coś się wreszcie odmieni, że drużyna odpali. Zbyt wiele musiałoby się zmienić.

Z Rakowem trzeba wygrać bezwarunkowo. Niestety, piłkarze Lecha też o tym wiedzą. Stać ich na wiele, ale tylko wtedy, gdy mogą grać na luzie, ze swobodą. Jeżeli nie idzie, albo trzeba męczyć się zbyt długo, widzimy to, co w piątek w Grodzisku. Przełamania jeszcze nie ma. Osiągnięcie półfinału Pucharu Polski będzie pierwszym prawdziwym krokiem w stronę przezwyciężenia kryzysu.

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Czym Skorża zaskoczy Papszuna?

Przed każdym meczem Lecha jego fani starają się przewidzieć skład. W czasach późnego Żurawia było to dziecinnie łatwe. Nie zmieniał on taktyki, był rozpaczliwie przewidywalny.

Kluczowy mecz sezonu

Nowy trener Lecha bardzo by chciał zagrać w europejskich pucharach już jesienią. Strata do miejsc gwarantujących udział jest wielka, ale skoro jest jeszcze szansa, trzeba