W lidze pokażą ładniejszą twarz?

Jeszcze kilka lat temu o Lechu grającym w pucharach mówiło się, że to drużyna dwóch prędkości. W Europie potrafiła wznieść się ponad swój poziom, uzyskiwać wartościowe wyniki z zespołami z mocnych lig. Za to w lidze zamieniała się w swe przeciwieństwo, stawała się chłopcem do bicia, blisko jej bywało do strefy spadkowej. Dziś Lech dominuje w lidze, za to w pucharze żal patrzeć na zawodników wystraszonych i bezradnych, popełniających kompromitujące na tym poziomie błędy.

Przeciwstawiając się mocnym drużynom Lech nie miał w składzie piłkarzy tak wartościowych, jak dziś. Ale i nie miał tak słabych, nawet wychowankowie nie popełniali tak dramatycznych błędów. Przede wszystkim dawny Lech miał to, bez czego nie ma co stawać przeciwko klasowym ekipom: solidną defensywę i bramkarza potrafiącego wybronić mecz.  Poza tym żaden poprzedni trener nie tolerował bylejakości, niechlujstwa, głupich strat, niezrozumiałych zagrań. Dziś sytuacja jest dokładnie odwrotna. Ledwo mecz się zaczyna, a Lech traci gola po własnych błędach i niepewnej postawie bramkarza. Nie dość, że jest jakościowo słabszy od przeciwnika, to rozdaje prezenty.

Nie tylko porządna defensywa jest warunkiem postawienia się faworytom. Trzeba też znaleźć sposób na lepszych od siebie. Przeciętni ligowi trenerzy wiedzą, że mocniejszych można pokonać tylko taktyką. Lech wielokrotnie w ten sposób dawał się ogrywać słabeuszom. Sam natomiast w każdym meczu, bez względu na to, czy mierzy się z Radomiakiem, czy z Benfiką, gra tak samo. W lidze zdaje to egzamin, rywale nie nadążają. Za to w starciach z zespołami z Anglii, Niemiec, Portugalii za naiwność się płaci.

W Lidze Europy tradycji stało się zadość – Lech nie znalazł sposobu na przeciwstawienie się faworytowi. W niedzielę późnym wieczorem to on będzie faworytem, ale wcale nie jest powiedziane, że i tym razem ogra ligowego przeciwnika. Trenerem Zagłębia Lubin jest Leszek Ojrzyński. To przeciwieństwo Frederiksena, jeśli chodzi o taktykę. Dobrze zna atuty Lecha, co tydzień ogląda w akcji jego czołowych graczy i już wie, jak to wszystko zneutralizować. Nigdy nie prowadził zespołu mocniejszego niż Lech, ale odbierał już mu punkty, a nawet sprzątnął sprzed nosa trofeum.

Zagłębie nie podejmie przy Bułgarskiej otwartej walki. Nie zagra jak tydzień temu Wisła, czy wcześniej Korona. Nie można wykluczyć, że od czasu do czasu zechce zaskoczyć Lecha pressingiem, atakiem. Bardziej jednak prawdopodobne jest długie stosowanie bardzo niskiej obrony. Takiej, o jaką schematycznie grający Lech połamał sobie zęby w Tarnobrzegu. Żelazna defensywa, kompaktowe ustawienie, szukanie szczęścia w kontratakach i stałych fragmentach – takiej gry Zagłębia możemy być pewni. Przeciwko takim zespołom Lechowi gra się najgorzej.

Obrona jest najsłabszym ogniwem Lecha. W każdym meczu popełnia błędy. Być może trener da odpocząć któremuś ze środkowych obrońców i wystawi na tej pozycji uniwersalnego Roberta Gumnego, prędzej jednak zluzuje on Pereirę, który dziecinnie łatwo pozwalał się ogrywać w Lizbonie. Trener Benfiki, w przeciwieństwie do Frederiksena, rozpracował rywala. Wiedział, jak powstrzymywać jego wyjścia ofensywne. Wiedział też, jak łatwo ograć kreatywnego tylko w ofensywie Pereirę. Gole dla gospodarzy padły po akcjach jego stroną boiska. Ojrzyński to widział. Duński trener Lecha też, więc może ma prawej obronie zagra tym razem Robert.

Nie dość, że Lech ma poważne problemy w obronie, to osłabił się w pomocy. W niedzielę trzeba będzie sobie radzić bez Rodrigueza, czołowego piłkarza w ostatnich tygodniach. Tym razem to nie uraz mięśnia, Hiszpan „tylko” skręcił nogę. Na jego pozycji zagra Jagiełło, może Kozubal, nie można też wykluczyć wystawienia Palmy na „dziesiątce”.

Udostępnij:

Podobne

W lidze pokażą ładniejszą twarz?

Jeszcze kilka lat temu o Lechu grającym w pucharach mówiło się, że to drużyna dwóch prędkości. W Europie potrafiła wznieść się ponad swój poziom, uzyskiwać